♫ – OFF TOPIC – Katastrofa według Andrieja Stiepanienki w świetle XIX-wiecznych informacji źródłowych. Część V rozdziału A



Zürich in der Schweizer Chronik von Christoph Silberysen, Bd. 1, S. 455 (1576). Während der extremen Trockenheit im Jahr 1400 konnte die Wasserkircheninsel trockenen Fusses umgangen werden. Für die Ursache hielt man den Kometen. Die Darstellung zeigt die Gebäude und Bauwerke – u.a. Wellenberg, Grendeltor und vermutlich der Vorgängerbau des Bauschänzlis – jedoch im Zustand des 16. Jahrhunderts. Im Hintergrund sind die Überreste des römischen Rundtempels auf dem Grossen Hafner zu erkennen. Source: Zentralbibliothek Zürich/Aargauer Kantonsbibliothek

♫ – OFF TOPIC – Katastrofa według Andrieja Stiepanienki w świetle XIX-wiecznych informacji źródłowych. Część V rozdziału A

Poprzednie części:

https://kodluch.wordpress.com/2020/06/26/%e2%99%ab-off-topic-katastrofa-wedlug-andrieja-stiepanienki-w-swietle-xix-wiecznych-informacji-zrodlowych-czesc-i-rozdzialu-a/

https://kodluch.wordpress.com/2020/06/26/%e2%99%ab-off-topic-katastrofa-wedlug-andrieja-stiepanienki-w-swietle-xix-wiecznych-informacji-zrodlowych-czesc-ii-rozdzialu-a/

https://kodluch.wordpress.com/2020/06/27/%e2%99%ab-off-topic-katastrofa-wedlug-andrieja-stiepanienki-w-swietle-xix-wiecznych-informacji-zrodlowych-czesc-iii-rozdzialu-a/

https://kodluch.wordpress.com/2020/06/28/%e2%99%ab-off-topic-katastrofa-wedlug-andrieja-stiepanienki-w-swietle-xix-wiecznych-informacji-zrodlowych-czesc-iv-rozdzialu-a/

§§ 03

Wydarzenia według opisów Humboldta i ROW – moim subiektywnym zdaniem…

Do pierwszego przylotu Wielkiej Komety, na Ziemi panuje „epoka antyczności”. Nasza planeta jest otoczona dużo grubszą warstwą atmosfery, o czym wspomnę w jednym z kolejnych odcinków. Ta grubsza warstwa atmosfery, o ciśnieniu na poziomie morza jakieś 2 do 4 atmosfer, stanowi warstwę ochronną Ziemi. Nawet jeżeli dolatują do planety jakieś kosmiczne obiekty, to są one słabo zauważalne i do tego ulegają zniszczeniu w tej grubej atmosferze. Grubsza warstwa atmosfery ma swoje wady i zalety. Na większości planety panuje ciepły, wilgotny, umiarkowany, „śródziemnomorski” klimat. Ludzie i ssaki lądowe nie potrzebują do przeżycia soli. Grubsza warstwa atmosfery akumuluje w sobie ogromną ilość wilgoci, więc z jednej strony poziom mórz i oceanów jest dużo niższy niż obecnie, z drugiej strony – w ziemskich rzekach płynie dużo więcej wody. Wilgoć w grubej warstwie atmosfery uniemożliwia obserwacje nocnego nieba. Widoczne są tylko najjaśniejsze gwiazdy i pięć planet: Merkury, Wenus, Mars, Jowisz i Saturn. Tysiące lat obserwacji nocnego nieba, pozwoliły uczonym-kapłanom stworzenie jego prymitywnych „map” – obrazów wyimaginowanych gwiazdozbiorów i ledwo widocznej Drogi Mlecznej. Raz na kilkaset lat, wpadała do Układu Słonecznego jakaś ledwie widoczna kometa, jeszcze rzadziej była to „wielka kometa”, widoczna nawet w dzień, a której pyłowy ogona potrafił na kilka dni przyciemnić światło słoneczne. Ale, poza uczonymi-kapłanami, nikt się tym nie przejmował, a że zjawiska takie powtarzały się raz na wiele pokoleń, pojawienie się takiego dziwoląga nie wzbudzało powszechnego strachu, jedynie ciekawość…

Pewnego razu, do naszego Układu Słonecznego wleciała sobie kometa, której tor lotu był na pewnym odcinku zbieżny z ziemskim epicyklem. Ziemia zahaczyła o jej plazmowy ogon, co spowodowało niesłychane skutki, opisane późnej przez Andrieja Stiepanienkę, a odczuwane przez wszystkich tych którzy przeżyli tą katastrofę.

Jednym ze skutków spotkania z kometą, stało się zdmuchnięcie w przestrzeń kosmiczną, dużej części do tej chwili grubej warstwy atmosfery. Na planetę zaczęły się sypać odłamki komety. Ponieważ dobrze było widać wybuchające księżycowe wulkany, czyli spadające tam fragmenty komety, uczeni doszli do wniosku, że to one są przyczyną spadania na powierzchnię Ziemi „kamieni”, tak dużych, że potrafiły zniszczyć dom, czy kogoś zabić.

Dużo cieńsza warstwa atmosfery, pozwoliła ludziom ujrzeć ogromną, do tej pory nie widzianą liczbę kolorowych gwiazd. Ujrzano też rozświecające nocą niebo „światło zodiakalne” – pyłowy pierścień jaki otoczył Ziemię po pierwszym spotkaniu z kometą. Zmniejszone ciśnienie atmosferyczne pociągnęło za sobą daleko idące konsekwencje. Od tego momentu, sól stosowana jedynie jako okazyjna przyprawa i środek do peklowania mięsa, stała się konieczna dla życia. Cieńsza warstwa atmosfery, a przez to o wiele rzędów mniejsza ilość energii elektrostatycznej zawarta w nowej atmosferze, nie pozwalała od tego momentu na stosowanie dotychczasowych lamp „świetlówkowych”, opartych na elektroluminescencji rtęci i jej związków.

Ponieważ do tego momentu nikt nie prowadził dokładnych, do tego „ogólnych” kalendarzy, nie wiadomo po ilu latach kometa powróciła ponownie, wzbudzając swoim ukazaniem się niebywałą panikę. Jednak po kolejny jej powrocie, ocalała ludzkość się zmobilizowała. Zaczęto obserwować nieboskłon, tworzyć dokładne mapy gwiazdozbiorów – co prawda różniły się one od siebie w różnych krainach – zaczęto tworzyć teorie „działania sfer niebieskich”. Zbudowano pierwsze obserwatoria, stworzono pierwsze lunety z przetopionego, kolorowego szkła, znalezionego gdzieś na jeszcze niedawno ludnej i zielonej Saharze. Kometa pojawiała się cyklicznie, co 5 do 7 lat, i szczególnie niebezpieczny był jej czwarty czy piąty powrót. Ale ludzkość była już przygotowana. Nauczono się mierzyć temperatury i ciśnienie powietrza, opracowano zupełnie nowy typ matematyki, umożliwiający przewidywanie toru komety, dzięki pomiarom i obserwacjom dokonywanym nowymi teleskopami zwierciadlanymi z właśnie odkrytego stopu brązu. Nauczono się podstaw chemii, zrobiono pierwsze kroki w badaniu elektromagnetyzmu, optyki i spektroskopii. Opracowano metody budowy domów i spichlerzy odpornych na trzęsienia ziemi, powodzie i upadki meteorytów.
Jeden z przelotów komety koło Ziemi nie był tak katastrofalny w skutkach jak jej pierwsze pojawienie się. Było to jednak spektakularne i pamiętane przez kolejne dwa pokolenia zjawisko. Kometa minęła Ziemię, wyprzedzając ją na swojej orbicie wiodącej ku Słońcu. Tym razem nasza planeta nie przeszła przez jej ogon „energetyczno-jonowy”, ale przez jej ogony pyłowe. Przelot przez te ogony trwał ponad dwie doby, a jądro komety było tak blisko Ziemi, że każdy mógł zobaczyć poprzez „rurę ogonową” jej błyszczące w Słońcu, szklane jądro. Na kolejnych kilka dni pył zasłonił Słońce. Ziemia przechodząc przez pyłowe ogony komety, otrzymała „w darze” ogromne ilości zostawionych przez kometę cząsteczek. Czerwony pył, jako najdrobniejszy, osiadał najdłużej. Deszcze i wiatry umożliwiły przekształcenie się tych drobinek w złoża różnych glin. Kometa tym samym podarowała ludzkości doskonały materiał budowlany i służący wkrótce do produkcji lekkiego metalu – aluminium. Cięższe i większe cząsteczki kwarcu, pochodzące ze „szklanego” jądra komety, osiadły na wielu niegdyś zielonych i życiodajnych obszarach, tworząc piaszczyste pustynie. Deszcze wymyły z ziemskiej atmosfery, pochodzące z otoczki komety niezwykle drobne cząsteczki związków żelaza, dając mieszkańcom Ziemi tak zwaną „rudę darniową”. Jeden z „drobnych” fragmencików komety okazał się być bryłą czystego złota, która uległa rozbiciu i stopieniu wchodząc w ziemską atmosferę. Złotonośne piaski przez dziesięciolecia były eksploatowane tam gdzie opadły i gdzie skumulowała je woda: w pasie ciągnącym się od Kalifornii, poprzez Syberię, Japonię, aż do Australii.
Ten powrót komety przez Układ Słoneczny był bacznie obserwowany przez uczonych. Kometa zawróciła bardzo blisko Słońca, dzieląc się na kilka fragmentów, z których część trafiła w planety Wenus, Mars i w Jowisza.

Przed ostatnim jak się okazało powrotem komety, co wyliczono dzięki pracy „ludzkich komputerów”, na lata 1909 – 1912, ludzkość była już niemal całkowicie przygotowana. Stworzono kolejowe, drogowe i wodne szlaki komunikacyjne. Stworzono służby ratunkowe – tak zwane „armie”. Dzięki nowemu systemowi podziałowi pracy, zgromadzono odpowiednie środki materialne i zapasy żywnościowe, a każdy kontynent doszedł do takiego poziomu rozwoju rolnictwa, by w przypadku kolejnej „kometarnej katastrofy” wyżywić pozostałe części planety.
Jak się okazało, wyliczenia naukowców okazały się trafne. Kometa podzielona na dwie części nadleciała w roku 1910. Jeden, mniejszy fragment, minął Ziemię o włos i odleciał daleko w kosmos. Druga część komety przeleciała dalej od Ziemi i wylądowała na Słońcu.

§§ 04

Trudno nie napisać czegokolwiek o Kometach Enckego i Bieli…

Komety Enckego i Bieli, to dwie krótkookresowe komety, które jak podejrzewam są jedną i tą samą kometą. Ale zacznijmy ponownie od Halleya. Bo te trzy komety łączy jedna, wspólna cecha.

Ogólnie biorąc, komety nazywane są od nazwisk pierwszych odkrywców. Dlaczego? Ano, dlatego, że odkrywca komety, tak jak odkrywca planetoidy, dostawał od władców nagrody finansowe. A czemuż to królowie byli tak rozrzutni, że sypali złotem czy srebrem za informację, że nadlatuje do Ziemi kometa, lub że widoczne wśród nieruchomych gwiazd ciało niebieskie to nieszkodliwa planetoida? Pewnie dlatego, że informacja o przylocie komety była CENNA!

A dlaczego? Ano, dlatego, że jak król się dowiedział, że za miesiąc czy trzy, doleci do Ziemi kometa i narobi bałaganu, czyli że spowodować może jakieś trzęsienia ziemi czy powodzie, ma czas by zamienić swoje bankowe aktywa na szybko zbywalne srebro lub złoto, ma też czas na to by poddanym nakazać, by zaopatrzyli się w najbliższym sklepie w maski na twarze, mąkę, makaron czy konserwy, oraz by na wszelki wypadek przez jakiś czas noce spędzali w namiotach, lub wykopanych ziemiankach, tudzież jaskiniach…

Edmond Halley (1656 – 1741 lub 1742), postanowił że zgarnie nagrodę, nie poprzez odnalezienie na niebie komety, ale przez PRZEWIDYWANIE, że taka kometa się w danym roku pojawi! Wszyscy astronomowie byli „łowcami komet”, czyli osobami, które próbowały dostępnymi środkami wypatrzyć kometę. Za co czekała ich sowita nagroda!

Edmond Halley widział w roku 1682 kometę. Ponieważ nie był pierwszym, który ją zobaczył i nie zgarnął królewskiej nagrody, postanowił, że równie cenna powinna być informacja na temat przewidywania pojawienia się komet.

W tym celu, udał się do najbliższej miejskiej biblioteki, gdzie były zarchiwizowane informacje na temat wszystkich komet widzianych na Ziemi, od czasów niepamiętnych. Zebrane dane wrzucił do Excela, gdzie dzięki napisanemu krótkiemu podprogramowi typu „makro”, udało mu się z tysięcy dat stworzyć tabelkę, wskazującą na okresowość pojawiania się jednej komety. Na szczęście, nie dysponował nawet małą lunetą czy teleskopem, jaki można kupić w dziale zabawek XXI-wiecznego supermarketu, ani informacjami z XX i XXI wieku, które mówią, że komet niewidocznych gołym okiem jest kilkanaście lub kilkadziesiąt rocznie, więc znalezienie dzięki statystyce jednej okresowej komety jest zupełnie statystyczne niemożliwe. Dlatego, przepowiedział, że „jego kometa” pojawi się w latach 1759 i 1835.

I faktycznie, „kometa Halleya” pojawiła się w noc Bożego Narodzenia 25.12.1758. a zobaczył ją niejaki Johann Palitzsch (1723 – 1788), kolejna persona o bajkowym życiorysie – czego nie będę w tym miejscu komentować.

https://en.wikipedia.org/wiki/Halley%27s_Comet
https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_Halley-type_comets
https://en.wikipedia.org/wiki/Johann_Georg_Palitzsch
https://en.wikipedia.org/wiki/Vatican_Observatory

Z ciężkim sercem powstrzymuję się od komentowania bajkowej biografii Johann’a Franc’a Encke (1791 – 1865) – nie mylić z astronomem Karlem Ludwigiem Hencke (1793 – 1866), który odkrył pierwszą planetoidę po długim okresie zaprzestania ich poszukiwań. Polska Wikipedia pisze bezpruderyjnie, że Hencke był urzędnikiem pocztowym i astronomem amatorem, który odkrył planetoidy nr 5 i 6 (Astraea i Hebe).
Astraea była pierwszą planetoidą odkrytą po Weście, kiedy to sądzono, że istnieją tylko cztery planetoidy i inni astronomowie zarzucili poszukiwanie tych ciał niebieskich…

https://en.wikipedia.org/wiki/Johann_Franz_Encke
https://de.wikipedia.org/wiki/Johann_Franz_Encke
https://pl.wikipedia.org/wiki/Karl_Ludwig_Hencke
https://en.wikipedia.org/wiki/Karl_Ludwig_Hencke

Wikipedia: „Kometa Enckego (nazwa oficjalna 2P/Encke) – kometa krótkookresowa należąca do grupy komet typu Enckego. Ma najkrótszy okres ze wszystkich znanych komet i była obserwowana w czasie powrotu do Słońca już ponad 60 razy (oprócz 1944 roku). Kometa 2P/Encke odkryta została 17 stycznia 1786 roku przez Pierre’a Méchaina. Odkrywcy udało się ją zaobserwować jeszcze 19 stycznia tego samego roku, po czym ze względu na małą odległość od Słońca została zagubiona. Okres obserwacji był wówczas zbyt krótki, aby wyznaczyć orbitę tego ciała niebieskiego.

Po raz drugi kometę dostrzegła Caroline Herschel w 1795. Również podczas tego powrotu w pobliże naszej Dziennej Gwiazdy obserwowano ją stosunkowo krótko i ponownie nie zauważono, że jest ona kometą okresową. Sytuacja powtórzyła się w 1805 roku. Dopiero obserwacje z przełomu lat 1818 i 1819 (dokonane przez francuskiego astronoma Jean-Louisa Ponsa) pozwoliły na stosunkowo dokładne obliczenie orbity.

Człowiekiem, który tego dokonał, był niemiecki matematyk Johann Franz Encke, który przewidział, że kometa powróci w 1822 roku.

Encke odkrył przyspieszenie w ruchu komety, wynoszące ok. 2,5 godziny na jeden obieg wokół Słońca. Dalsze badania ruchu komety prowadzone przez rosyjskiego astronoma O. Backlunda wykazały, że przyspieszenie to maleje z czasem.

Dla uczczenia tego faktu obiekt ten został nazwany kometą Enckego (a nie jak w przypadku większości komet od nazwiska odkrywcy). Kometa Enckego jest drugą kometą (po komecie Halleya), w przypadku której stwierdzono, że jest kometą okresową, dlatego też jej oficjalne oznaczenie to 2P/Encke.

Kometa 2P/Encke okrąża Słońce w czasie 3,3 roku i jest kometą o najkrótszym znanym okresie obiegu. Peryhelium jej orbity znajduje się w odległości 0,339 j.a., a aphelium 4,097 j.a. od Słońca. Kąt nachylenia orbity względem ekliptyki to 11,75°. Kometa ta jest prawdopodobnie macierzystym źródłem rojów meteorów wchodzących w skład Kompleksu Taurydów: Październikowych Arietidów, Południowych Taurydów (maksimum 12 listopada – BK), Północnych Taurydów oraz chi Orionidów. Roje te powstały prawdopodobnie w wyniku rozpadu istniejącej wcześniej komety Enckego na istniejący dziś obiekt oraz kilka mniejszych zaliczanych do planetoid. Roje wchodzące w skład Kompleksu Taurydów znajdują się w śladzie tych obiektów. Z obserwacji wynika, że kometa Enckego może powodować także deszcz meteorytów na Merkurym. Według jednej z hipotez oderwany fragment komety Enckego stał się meteoroidem, który spowodował katastrofę tunguską.

Niemiecka Wikipedia – tłumaczenie elektroniczne: „Chociaż Encke nie był odkrywcą komety, szeroko zakrojone badania i obliczenia orbit umożliwiły mu powiązanie różnych obserwacji między 1786, 1795, 1805 a 1818 rokiem. Opublikował swoje wyniki w czasopiśmie Correspondance Astronomique w 1819 r. i poprawnie przewidział powrót w 1822 r.

Już w XIX wieku stwierdzono, że okres orbity komety Enckego stale się nieznacznie skracał, co uważano za dowód na istnienie eteru, którego opór tarcia obwiniano za spowolnienie jej ruchu. Dziś wiemy, że spowolnienie wynika z faktu, że w pobliżu Słońca materia jest emitowana przez jądro komety w postaci dżetów, a to ma działanie hamujące. Ciągła utrata materii prowadzi również do zmniejszenia jasności komety: absolutna jasność komety Encke zmniejszy się średnio o około 0,5 klas wielkości w ciągu 50 lat. Dlatego jego średnicę szacuje się jedynie na około 4,8 km.

Niektórzy naukowcy obwiniają fragment poprzednio większej komety za zniszczenie w epoce brązu w terytorium Żyznego Półksiężyca. Podejrzewany krater uderzeniowy o nazwie Umm al-Binni w południowym Iraku jest uważany za możliwy dowód, ale szczegółowe badanie geologiczne tej struktury jest nadal w toku.

Angielska Wikipedia dodaje, że opublikowane w roku 1819 przez Enckego parametry orbity komety, umożliwiły jej odnalezienie na niebie „przez Carla Ludwiga Christiana Rümkera w Obserwatorium Parramatta 2 czerwca 1822 r.

Zatrzymajmy się w tym momencie by powyższe skomentować.

W jednym miejscu Wikipedia twierdzi, że orbita jakiejś komety z roku 1844 została tak dobrze policzona, że powtórne przeliczenia, dokonane przez naszych naukowców i ich komputery, dają podstawę by sądzić, że to pierwsza kometa o dokładnie policzonej orbicie. A cudotwórca Encke, tak jak statystyk Halley, liczy pracowicie tory lotów kilku komet i dochodzi do genialnej konkluzji, iż to jest jedna i ta sama kometa, latająca z szybkością błyskawicy pomiędzy Jowiszem a Merkurym, z okresem 3,3 roku (około 3 lata i 3,5 miesiąca). Mało tego! Na kilkadziesiąt lat przed rozpoczęciem produkcji chronometrów, Encke dostał w prezencie XX-wieczny zegar atomowy, i zmierzył że raz na te 3 lata i parę miesięcy, kometa zwalnia lub przyspiesza (Wikipedie nie mogą się zdecydować), o 2,5 godziny! Wpierw to „zwalnianie-przyśpieszanie”, tłumaczono siłą hamującą eteru kosmicznego. Potem się zdecydowano, że kometa jednak zwalnia, i to nie eter jest tego przyczyną, ale jakiś rodzaj „silników hamujących”, czyli „antywarkocza” wystrzeliwującego z komety w kierunku Słońca, podczas „zawracania”.

Ja naprawdę lubię literaturę Sci-Fi, ale tego nie wymyślił do tej pory ani Asimow, ani Lem, ani Bracia Strugaccy!

Ale czytajmy bajkę dalej…

Biografia Rümkera z Wikipedii dodaje, że za odkrycie komety Encke w roku 1822, dostał od Królewskiego Towarzystwa Astronomicznego srebrny medal oraz 100 funtów sterlingów. Dodatkowo został nagrodzony złotym medalem przez Akademię Francuską (Institut de France). Wygląda na to, że Rümker jeszcze dostał dodatkowo 1000 akrów ziemi (4,0 km2), co miało mu umożliwić zajęcie się badaniami naukowymi. Doszło jednak do jakichś nieporozumień urzędniczych, w wyniku których z obiecanej wstępnie ilości ziemi astronom miał dostać jedynie 300 akrów (1,2 km2), w związku z czym wrócił z Australii do Europy w styczniu 1829 roku. I jako osoba która jako pierwsza otrzymała tytuł „astronoma rządowego”, nie dokończył swego zadania, jakim było wyznaczenie „południka australijskiego” w Sydney, bo nie dotarły do Australii zamówione w Londynie instrumenty pomiarowe. Po przybyciu do Anglii Rümker pokłócił się z Jamesem Southiem, prezydentem Royal Astronomical Society, który zwolnił Rümkera z brytyjskiej służby rządowej. Astronom wyjechał do Hamburga, gdzie objął kierownictwo nowego obserwatorium po śmierci Johanna Georga Repsolda w 1830 r. Jego główne prace dotyczyły katalogowania gwiazd: wstępny katalog gwiazd półkuli południowej został opublikowany w 1832 r., a od 1846 do 1852 roku opublikował swój wielki katalog 12 000 gwiazd. Pełnił funkcję dyrektora Hamburger Sternwarte, a następnie siedziby w Stadtwall, a tę funkcję finansowało miasto Hamburg „osobiście dla” Christiana Karla Ludwiga Rümker’a od 1833 do 1857 r.

Tak pisze Wikipedia. Mój komentarz.

Uwaga pierwsza. Przypomnę, że zgodnie z informacją ROW, pierwszych obserwacji gwiazd nieba południowego dokonał profesor Gillis, podczas wyprawy do Chile w latach 1850-1851. Katalogowania gwiazd dokonywał gdzieś pod Santiago. Jednak, z powodu śmierci profesora, dopiero w roku 1871 Obserwatorium Waszyngtońskie wydało katalog „średniego położenia 1963 gwiazd” nieba południowego „na rok 1850”. Jak widać, pojawia się informacja Wikipedii, mówiąca o tym, że Rümker po powrocie z Australii do Europy, w roku 1832, opublikował „wstępny katalog gwiazd nieba południowego”, a w latach 1846 – 1852 publikował „wielki katalog 12 tysięcy gwiazd” – ( Mittlere Örter von 12.000 Fixsternen (1843–1852, 4 parts; new series 1857, 2 parts) ).

Wynika stąd jednoznacznie, że tworzenie „katalogów i map nieba” półkuli południowej następuje ostatecznie w latach 1852 i 1871. Pozostaje zagadką drukowania katalogu zawierającego niecałe dwa tysiące gwiazd w roku 1871, jeżeli w roku 1852 ukazała się ostatnia część katalogu, zawierającego 12 tysięcy gwiazd?

Angielska Wikipedia twierdzi, że przeniesione na nowe miejsce Obserwatorium w Hamburgu (1900-1901), wznowiło wydanie poprawionego katalogu Rümker’a. Katalog gwiazd nieba południowego na rok 1845, zakończono wydawać w roku 1923.

W oryginale: „From 1901 to 1922 the new Hamburg observatory at Bergedorf renewed the observation of Rümker’s catalog with its 12,000 stars. The catalog Carl Rümkers Hamburger Sternverzeichnis 1845.0 was published in 1923.

Uwaga druga. Jak ten astronom mógł prowadzić badania obserwacyjne w dalekiej Australii, nie mając podstawowych instrumentów? Bo jak zajrzymy na stronę Obserwatorium w Sydney (Parramatta), to się przekonamy, że w czasie pobytu tam Rümker’a, miejsce to było dawniej fortem obronnym, stacją semaforową, stacją kuli czasu, stacją meteorologiczną, obserwatorium i… młynem-wiatrakiem. Miejsce to ewoluowało od fortu zbudowanego na „Wzgórzu Wiatraka” na początku XIX wieku do obserwatorium w XIX wieku.

W 1848 r. kolonialny architekt Mortimer Lewis zbudował nową stację sygnałową na szczycie muru fortu na Windmill Hill. Za namową gubernatora Sir Williama Denisona siedem lat później uzgodniono budowę pełnego obserwatorium przy stacji sygnałowej. Pierwszy rządowy astronom, William Scott, został powołany w 1856 r., a prace nad nowym obserwatorium zakończono w 1858 r.

Najważniejszą rolą obserwatorium było zapewnienie pomiaru czasu przez wieżę kuli czasu. Każdego dnia dokładnie o godzinie 13.00 kula czasu na szczycie wieży opadała, sygnalizując właściwy czas miastu i portowi poniżej. W tym samym czasie wystrzelało działo w Dawes Point, później działo przeniesiono do Fort Denison. Pierwsza kula czasu została zrzucona w południe 5 czerwca 1858 r. … Kula czasu jest wciąż upuszczana codziennie o godzinie 13.00 przy użyciu oryginalnego mechanizmu, ale za pomocą silnika elektrycznego, nie tak jak we wczesnych dniach, kiedy kula była podnoszona ręcznie.”

Do tego, wydaje się, że pierwszy teleskop „szklany” (11 calowy = 29 cm), został tam zainstalowany w roku 1874.

Karola Ludwika Krystiana Rümkera nie należy mylić z jego synem, Georg Friedrich Wilhelm Rümker’em (1832 – 1900), który był także astronomem i to w przeciwieństwie do ojca-amatora, „zawodowcem”. Wikipedia pisze o nim niezwykle powściągliwie: „Urodzony w Hamburgu Georg Rümker był synem Carla Ludwiga Christiana Rümkera. Był astronomem w obserwatorium w Durham w Anglii, w latach 1853–1856. Następnie został asystentem w Obserwatorium w Hamburgu, następnie pracował w Stadtwall, a w 1862 r. został tam dyrektorem i pełnił tę funkcję do śmierci w 1900 roku. Jego następcą został Richard Schorr.

Jego żona Mary Hannah Crockford (1809–1889) była również astronomem, znanym z odkrycia komety w 1847 r. którą nieco wcześniej zaobserwowała amerykańska astronom Maria Mitchell.

Od 1884 r. był delegatem z Hamburga ds. Międzynarodowej Komisji Pomiaru Ziemi. W oryginale: „From 1884 he was the Hamburg delegate for the International Earth Measurement.

Wyjątkowo krótka biografia, co szczególnie razi przy bajkowej opowieści biograficznej dotyczącej jego ojca…

Niemiecka Wikipedia dodaje ciekawy szczegół – tłumaczenie elektroniczne: „Od 1851 roku George Rümker studiował astronomię teoretyczną u Johanna Franza Encke w Berlinie. W 1853 roku został zatrudniony jako obserwator w Obserwatorium Durham w Anglii.

Zainteresowania naukowe George’a Rümkera początkowo koncentrowały się na obserwacjach geofizycznych. Brał udział w eksperymentach z zastosowaniem wahadła Airy’ego w 1854 r. w celu ustalenia stałej grawitacyjnej w kopalniach węgla Harton Colliery.

Po tym jak jego ojciec odszedł z obserwatorium w Hamburgu w marcu 1854 r., George wrócił do Hamburga w 1857 r. i przejął zarządzanie obserwatorium. Ponieważ był tak młody, dopiero w 1866 r. został oficjalnie mianowany dyrektorem. Pełnił tę funkcję do 1899 r.

I dodatkowa ciekawostka jaką raczy nas Wikipedia. Streszczam. Ojciec Georga, w roku 1854 wystąpił do Senatu Hamburga o pieniądze na zakup urządzenia służącego do wyznaczania położenia gwiazd – äquatorial (Fernrohr = „równikowy przyrząd pomiarowy”). Był to rodzaj lunety celownikowej, o długiej ogniskowej, z mechanicznym, precyzyjnym układem jej obracania w płaszczyźnie poziomej i pionowej. Precyzyjnie naniesione, kołowe skale z odczytem „mikroskopowym”, umożliwiały wyznaczenie wzniesienia i deklinacji danej gwiazdy, z uwzględnieniem oddalenia miejsca dokonywania pomiaru od równika i wyznaczonego i znanego południka. Po przeniesieniu się Karla (Charlesa) Rümkera do Obserwatorium w Portugalii w roku 1854, jego syn dokończył procedurę zakupu urządzenia, zdobywając potrzebne dodatkowe środki od kupców Hamburga. Urządzenie zostało potem przeniesione do Bergedorf, gdy tam przeniesione zostało hamburskie obserwatorium.

Warto tu wtrącić, że Senat i kupcy Hamburga sypnęli kasą po roku 1854, 8 lat po niemal całkowitym spaleniu się miasta, które w roku 1840 liczyło prawie 139 tysięcy mieszkańców. Wielki pożar Hamburga trwał w dniach 5-8.05.1842, a co ciekawe, istnieje jedna z pierwszych fotografii jakie kiedykolwiek wykonano w historii, ilustrująca skutki pożaru. Mieszkańcy kupieckiego miasta, niedawno całkiem zniszczonego pożarem inwestują w astronomię! Ale w historii Hamburga są też inne zagadki. W roku 1823 duński astronom Heinrich Christian Schumacher funduje Obserwatorium Astronomiczne Altona.

W tym samym roku, zaczyna się w Hamburgu wydawanie kolejnego, pierwszego na świecie czasopisma astronomicznego: „ Astronomische Nachrichten”.

A w lutym 1825 miasto zalewają fale Morza Północnego, podczas Wielkiej Powodzi Hallig (Great Hallig Flood = Große Halligflut), która zatopiła ogromne obszary lądu nad Morzem Północnym i była chyba największą katastrofą jaka dotknęła tereny Europy od północnej części Francji, poprzez dzisiejszą Belgię, Holandię, aż do duńskiej Jutlandii…

https://en.wikipedia.org/wiki/Hamburg
https://en.wikipedia.org/wiki/History_of_Hamburg
https://en.wikipedia.org/wiki/Timeline_of_Hamburg
https://en.wikipedia.org/wiki/Altona_Observatory
https://en.wikipedia.org/wiki/23P/Brorsen%E2%80%93Metcalf
https://en.wikipedia.org/wiki/Heinrich_Christian_Schumacher
https://en.wikipedia.org/wiki/February_flood_of_1825
https://en.wikipedia.org/wiki/Great_fire_of_Hamburg
https://pl.wikipedia.org/wiki/Kana%C5%82_Kilo%C5%84ski

Ale wróćmy do równikowego przyrządu pomiarowego ( äquatorial, fernrohr)…

Co ciekawe, prawdopodobnie pierwsze takie urządzenie na świecie, zostało zbudowane w roku 1860 dla obserwatorium Gotha przez firmę Repsold z Hamburga, według pomysłu i teorii prowadzenia takich obserwacji, astronoma z Gotha, Hansena. Ponieważ to urządzenie nie spełniało pokładanych w nim nadziei, w roku 1885 zlikwidowano „mechanikę” i używano jako „ręcznie ustawianej lunety”. W roku 1880, podobne urządzenie skonstruował Maurice Loewy dla Obserwatorium Paryskiego z lunetą o „szczególnie długiej ogniskowej dla swojego atlasu księżycowego”.
Największy teleskop pomiarowy tego typu, jaki kiedykolwiek zbudowano, znajduje się w Hamburgu-Bergedorfie (otwór 30 cm, ogniskowa 3 m) – powstał w roku 1900.

BK: nie jestem w stanie komentować tych cudów i paradoksów przyczynowo-skutkowych…

Ale niewątpliwie „równikowa luneta celowniczo – pomiarowa” wydaje się podstawowym instrumentem do określania położenia ciał niebieskich w danym momencie czasowym w danym miejscu planety. Mając skatalogowane w tabelkach położenia danej gwiazdy w konkretnej chwili, można stworzyć kolejną tablicę, z której, na podstawie położenia danej gwiazdy w danym momencie, można się dowiedzieć w jakim punkcie planety się aktualnie znajdujemy. Bez takiej „lunety pomiarowej” nie można stworzyć „almanachów żeglarskich”!

I jak widać, rada miejska Hamburga oraz tamtejsi kupcy, mieli jakiś interes by fundować obserwatoria i przyrządy astronomiczne! Liczono że inwestycja się sowicie zwróci i zwiększy obroty w handlu tego miasta? Nawet teraz Hamburg jest jakby formalnie „eskterytorialnym miastem” na terenie Niemiec: „Hamburg officially the Free and Hanseatic City of Hamburg”. Można łatwo sprawdzić w Wikipedii, skąd skopiowałem cytat. Tak jak informacje o tym, że Hamburg to od zawsze kluczowe miasto na szlaku wodnym z Bałtyku na Atlantyk.

Wracając do Komety Enckego. Ta słynna kometa, o niezwykle krótkim okresie powrotu, a „zawracająca” w swej drodze między Słońcem i Merkurym, oraz koło Jowisza, prawie nie posiada „wizerunków”. Ale na szczęście mamy „starożytnych Chińczyków”, którzy stworzyli w okresie dynastii Han, namalowany na jedwabiu atlas zawierający rysunki komet. I według naszych uczonych, poniższe rysunki ilustrują „rozpad komety Enckego w przeszłości”.


A Han Dynasty (206 BC – 220 AD) silk comet atlas, featuring drawings of comets believed by Victor Clube and Bill Napier to be related to the breakup of Encke’s Comet in the past

Komentarz BK. Jak widać, naukowcy zupełnie sobie przeczą. Kometę Enckego odkryto (zauważono) końcem XVIII wieku. Kometa się pojawiła, poświeciła, pokrążyła sobie w Układzie Słonecznym i w połowie XIX wieku, na oczach astronomów zaczęła się rozpadać i „znikać”. Ma wyjątkowo krótki „okres życia”. Ale okazuje się, że ta kometa znana już „starożytnym Chińczykom”, którzy tę kometę zidentyfikowali i obserwowali jak się rozpada i „ewoluuje”, od „swastykopodobnej” komety – jak Kometa Bieli, po kolejne wersje „wielkich komet XIX wieku”.

Zaś odłamki tej komety złośliwie zniszczyły cywilizację nad Eufratem i Tygrysem…

Po długich poszukiwaniach, trafiłem na „podręcznik astronomii dla kobiet”, w którym mamy ładną ilustrację „najsłynniejszych komet”, w tym wizerunek Komety Enckego z roku 1838.

https://shareddiscoveries.wordpress.com/2014/03/28/astronomy-for-amateurs-by-camille-flammarion-published-by-nelson-in-1903/
Astronomy for Amateurs by Camille Flammarion published by Nelson in 1903
This book was translated from French – in French it is entitled: ‘Astronomy for Women’. It was dedicated to Mme. C.R. Cavare first woman member of the Astronomical Society of France.

Najsłynniejsze komety
.https://shareddiscoveries.files.wordpress.com/2014/03/astro0071.jpg

Opis rysunku.
.1. – Sześcioogonowa kometa z roku 1744 (rysunek na podstawie ryciny Cheseaux)
.2. – Widok komety Halleya przez teleskop (1835)
.3. – Kometa Bieli po jej podziale w roku 1846
.4. – Kometa Encke – 1838
.5. – Kometa z roku 1843 widziana nad Paryżem
.6. – Kometa Donati – 1858
.7. – Kometa Coggia – 1874 (telescopic view of nucleus)
.8. – Kometa Coggia widziana gołym okiem

Dodatkowe podsumowanie wątku „komety Enckego”. Jak pisze Wikipedia, pojawienie się komety w roku 1759, zgodnie z proroctwem Halleya z 1695 roku, uznano za dowód na istnienie długookresowej „komety Halleya”. Na początku XIX wieku, astronomowie nie wierzyli, że mogą istnieć komety „krótkookresowe”. Encke – tak jak Halley – postanowił sprawdzić „wykaz komet” i znaleźć jakiś dowód istnienia „komet krótkookresowych”. Wpierw jednak badał parametry orbity „komety z roku 1680”, za co dostał „nagrodę Cotta” w roku 1817 od Olbersa i Gaussa. Potem wyliczył parametry orbity komety z roku 1812 (12P/Pons – Brooks) i wyliczył okres powrotu równy 71 lat. Kometa ta wróciła w roku 1883.

Później, za radą Jeana-Luisa Ponsa, zajął się trzema kometami odkrytymi przez Ponsa w roku 1818 i kometą odkrytą przez Ponsa w roku 1805. Pons sugerował, że te komety mogą mieć ze sobą coś wspólnego. Encke WYLICZYŁ orbity tych komet i stwierdził, że jedna kometa ma okres powrotu równy 3,3 roku. Wiadomość stała się ogromną sensacją. Nikt nawet sobie nie wyobrażał, że mogą istnieć komety, które „kręcą się” w Układzie Słonecznym pomiędzy Słońcem a Jowiszem z taką wielką częstotliwością. Okazało się wkrótce, że kometa teraz nazwana jego imieniem, o okresie 3,3 lata, pojawiała się w latach 1786 ( 2P/1786 B1), 1795 (2P/1795 V1), 1805 (2P/1805 U1) i 1818 (2P/1818 W1). Tako rzecze Wikipedia!

Humboldt pisze około roku 1848, że „bazując na zapisach z lat 1786 – do 1838, obliczono, że jej okresy powrotu zmniejszają się jednostajnie”.

Jest to bardzo ważna obserwacja” – podkreśla Humboldt. Notuje że w ciągu 52 lat obserwacji okres obiegu komety Encke zmniejszył się o 1,8 dnia. Badania komety Enckego pozwoliły zmierzyć ponownie masę Jowisza oraz wprowadzić poprawki w masie Merkurego – masa okazała się znacznie mniejsza niż dotąd wyliczano. W innym miejscu znajdujemy, że „Kometa Enckego była z trudnością, ale jednak widziana gołym okiem w Europie w roku 1819”. Zupełnie niezrozumiała jest informacja Humboldta: „krótkookresowa kometa Enckego o okresie obiegu wokół Słońca pół czwarta roku”. Dla mnie to „połowa jednej czwartej roku”, czyli 1,5 miesiąca. Czyżby Humboldt się zupełnie mylił? A może „rok Humboldta” nie trwał 12 naszych miesięcy? Jeżeli okres komety Encke to 3,3 roku = 3 lata i 108 dni = 3 lata i jakieś 3,6 miesiąca = prawie 40 miesięcy, wydaje się bzdurą, by „rok Humboldta” liczył 26,4 naszego roku…

Ogólnie mówiąc, wyliczenia podawane przez Humboldta nie zgadzają się z moimi wyliczeniami i informacjami Wikipedii…

Według Encyklopedii Orgelbranda z roku 1900, kometa Enckego jest z tego znana, że z każdym powrotem, jej okres skraca się o 2 ½ godziny, co było dowodem, że na swej drodze kometa spotyka opór tarcia, co z kolei było dowodem na istnienie eteru. Cytat dosłowny: „Asten jednak wykazał, że w przeciągu 1865 – 71, bieg tej komety nie doznał żadnych zboczeń, a kwestia ta stanowczo dotąd nie jest wyjaśniona.”

Mówiąc prosto: kometa Enckego szybko krążyła po Układzie Słonecznym, jak każda kometa szybko się zużywała, „trąc o eter”, przez co zwalniała. Jakoś nikt nie brał pod uwagę zwalniania komety przez oddziaływanie pól grawitacyjnych. A od okresu 1865 – 1871, na kometę przestał działać mityczny eter i „naukowa grawitacja”, i teraz jako słabo widoczna przez teleskopy resztka tej komety dalej sobie krąży w kosmosie…

Angielska Wikipedia twierdzi, że kometa Encke zwalnia o dwa dni na każdy okres wynoszący 1200 dni, a fakt iż znak swastyki znany jest wszystkim ludom na Ziemi, świadczy iż kometa ta była od niepamiętnych czasów wszystkim znana.

Przeskoczmy w tym miejscu do Czecha, Wilhelma von Biela i jego komety. Vilém von Biela albo Wilhelm von Biela (19.03. 1782 Roßla w Prusach – † 18.02.1856 w austriackiej wtedy Wenecji zwanej po słoweńsku Benetke ) ma życiorys dziwnie podobny do życiorysu J.F. Encke. Tak samo był w armii podczas „wojen napoleońskich”, i tak samo nie wiadomo po której stronie walczył.

Jako astronom-amator poszukiwał na niebie komet, 27.02.1826 zobaczył na niebie kometę. Okazało się, że tą samą kometę widział już Messier 8.03.1772 roku i Pons 10.11.1805. By zasłużyć sobie na nazwanie tej komety swoim nazwiskiem, Biela jako człowiek który nauczył się matematyki będąc w artylerii, wyliczył orbitę tej komety na 6,6 roku.. Była to trzecia kometa o wyliczonym okresie, druga kometa krótkookresowa i trzecia kometa nazwana nie od nazwiska odkrywcy ale od nazwiska osoby która przewidziała jej powrót. Tako rzecze Wikipedia.

Przy kolejnym powrocie komety Bieli, w roku 1846, kometa w sposób widowiskowy rozpadła się na dwie części i jako „podwójna kometa” powróciła w roku 1852. jej obie części były oddzielone od siebie na odległość 2,4 mln km. Później komety już nie zaobserwowano – a miała się pojawiać w latach 1859, 1865 i 1872, ale w roku 1872 pojawiły się meteory zamiast tej komety, które nazwano „Bielidami” lub „Andromedydami”. Tych „gwiazd spadających” było całkiem sporo, bo 27 listopada tegoż roku, w dniu, w którym Ziemia przecięła orbitę komety 3D/Biela, było nawet jak wyliczono aż 3000 meteorów na godzinę. Meteory te leciały z miejsca, gdzie powinna się znajdować kometa Bieli.

Dzięki temu, po raz pierwszy astronomowie powiązali pojawianie się komet z pojawianiem się określonych gromad meteorów. Dodatkowo, rozpad komety i późniejsze pojawienie się na jej miejscu meteorów, było dowodem na twierdzenie Keplera, który przewidział że każda kometa pod wpływem grawitacji Słońca rozpada się po kilku powrotach.

Proszę to zapamiętać, bo to słowa świętej Wikipedii…

„Rój meteorów zwanych „Bielidami” stawał się jednak w kolejnych latach (1885, 1892, 1899) coraz słabszy. Później jego aktywność całkowicie zaniknęła.”

Encyklopedia Orgelbranda twierdzi, że „w roku 1866 Schiaparelli i inni, poznali zgodność pierwiastków dróg komet, z pierwiastkami  dróg rojów gwiazd spadających; na tej podstawie można przyjąć związek komet z z gwiazdami spadającymi„.

 

W roku 1883 pojawiły się w świecie astronomów teorie, łączące Kometę Bieli z serią pożarów jakie zrujnowały miasta USA (wielki pożar Chicago – 8–10 października 1871, Great Michigan Fire, The Peshtigo fire, The Port Huron Fire, On the same day, other fires burned the cities of Holland and Manistee, Michigan…).

Jednak – jak pisze Wikipedia – eksperci współcześni, kwestionują możliwość powstania pożaru od uderzenia meteorytu, gdyż spadające meteoryty, są po znalezieniu się na ziemi – „zimne w dotyku”. Więc nie mogą niczego podpalić! Dosłowny cytat: „However, experts dispute such a scenario – meteorites in fact are cold to the touch when they reach the Earth’s surface, and there are no credible reports of any fire anywhere having been started by a meteorite.”

Powyższe, także jest warte wykucia na kamiennej tablicy!

Podejrzewa się, że wielki meteoryt żelazny „Mazapila” jaki spadł 27.11.1885 w północnym Meksyku, a któremu to zjawisku towarzyszył grad meteorów w ilości 15 000 na godzinę także można przypisać komecie Bieli…

Szanowny Czytelniku! Ja tego nie wymyślam, bo nie mam tak bogatej wyobraźni! Ja cytuję wiernie lub elektronicznie tłumaczę bajki Wikipedii!

Moja uwaga – BK. Jeżeli naukowcy stwierdzają, że meteoryt po upadku „jest zimny”, to znaczy, że energia cieplna dostarczona do meteorytu poprzez siłę tarcia atmosferycznego jest mniejsza niż jakaś tajemnicza reakcja endotermiczna, która powoduje silne wychłodzenie meteorytu podczas jego przedzierania się przez atmosferę! A jeżeli tak, to może istnieją jakieś dodatkowe zjawiska towarzyszące jego spadaniu czy przelotowi przez warstwy atmosfery? I takie zjawiska powodują że topią się w niektórych miejscach cegły murów podczas dziwnych pożarów amerykańskich miast?

Polska Wikipedia dodatkowo pisze o Bieli: „Zaobserwował też kilka innych komet, jednak w tych przypadkach został wyprzedzony przez innych astronomów, którzy dokonali niezależnych odkryć. Biela był także obserwatorem plam na Słońcu.

Moja uwaga – BK: z kontekstu wynika, że Biela był pierwszym astronomem, który dostrzegł na Słońcu „łuki plazmy”. Wydaje się to mało prawdopodobne, biorąc pod uwagę jakość ówczesnych teleskopów. Może Biela zaobserwował tak zwany „koronalny wyrzut masy słonecznej”?

I nigdzie ani śladu o tym że Biela dysponował jakąś lunetą! Po prostu patrzył w gwiazdy i na Słońce, i odkrywał rzeczy jakich nie dostrzegali „zawodowi astronomowie”, a do tego, jako wojskowy z artylerii, potrafił liczyć orbity komet, tak jak się liczy tory pocisków.

Biela’s Comet was the subject of several panics over close approaches to Earth. An 1877 newspaper illustration from Chile, captioned „inevitable impact of the Earth with Comet Biela”


W dolnym prawym rogu Kometa Bieli, według „starożytnego” chińskiego katalogu komet.

Podsumowując ten punkt, stwierdzam, że jest uzasadnione podejrzenie, że kometa Bieli to jednocześnie kometa Encke. Obie krótkookresowe, przy czym dziwnym przypadkiem, okres komety Encke jest dokładnie dwa razy krótszy jak okres powrotu komety Bieli. Obie nagle „szybko się zużyły”, obie były tak samo widziane przez „starożytnych Chińczyków” – pewnie żyjących w XIX wieku.

Obie komety odegrały główną rolę w historii nauki, dotyczącej eteru – obecnie nazywanego „ciemną materią” – bo bez „eteru” ani rusz!

Obie komety „hamował eter” w dokładnie takim samym stopniu! Jak pisze Wikipedia, kometa Encke zwalniała przy każdym powrocie o jeden dzień, a kometa Bieli (o dwukrotnie dłuższym okresie powrotu) – o dokładnie dwa dni.

Komentarz BK. Proszę zwrócić uwagę na to, że poważne źródła razem z Wikipedią podają zupełnie sprzeczne dane! Raz kometa zwalnia za kazdym swoim powrotem o 2,5 godziny, a raz 1 dzień. U Humboldta mamy prawie dwa dni na ponad 50 lat!

Obecnie, astronomia tłumaczy takie zachowanie tych komet, wystrzeliwaniem w kierunku Słońca „dżetów plazmy i materii”, które wyhamowują ich prędkość. Tak pisze Wikipedia!

W oryginale:

„Comet Encke (and Biela’s Comet) had a role in scientific history in the generally discredited concept of luminiferous aether. As its orbit was perturbed and shortened, the shortening could only be ascribed to the drag of an „ether” through which it orbited in outer space. One reference reads:

Encke’s comet is found to lose about two days in each successive period of 1200 days. Biela’s comet, with twice that length of period, loses about one day. That is, the successive returns of these bodies is found to be accelerated by this amount. No other cause for this irregularity has been found but the agency of the supposed ether.

Encke’s pole tumbles in an 81-year period, therefore it will accelerate for half that time, and decelerate for the other half of the time, (since the orientation of the comets rotation to solar heating determines how its orbit changes due to outgassing forward or aft of the comets course). The authors of this 1860 textbook of course could not know that the pole of the comet would tumble as it does over such a long period of time, or that outgassing would induce a thrust to change its course.”

Dodatkowo porównajmy sobie skopiowane z Wikipedii parametry obu komet:

Kometa Enckego

Elementy orbity:
Półoś wielka: 2,215 au
Mimośród: 0,848
Peryhelium: 0,336 au
Aphelium: 4,094 au
Okres orbitalny: 3,30 lat
Nachylenie orbity względem ekliptyki: 11,78°
Długość węzła wstępującego: 334,570°
Argument peryhelium: 186,540°
Średnica jądra: 4,8 km
Nazwy alternatywne: 1786 I; 1795; 1805; 1819 I (Uwaga BK: w innym miejscu Wikipedia twierdzi że 1818 (2P1818 W1); 1822 II; 1825 III; 1829; 1832 I; 1835 II; 1838; 1842 I; 1845 IV

Uwaga BK: Humboldt twierdzi, że kometa była widoczna gołym okiem w roku 1819

Kometa Bieli

Elementy orbity:
Półoś wielka (dane dla epoki 29 września 1852): 3,5253 au
Mimośród: 0,7559
Peryhelium: 0,8606 au
Aphelium: 6,190 au
Okres orbitalny: 6,619 lat
Nachylenie orbity względem ekliptyki: 12,550°
Nazwy alternatywne: 1772, 1806 I, 1826 D1, 1832 III, 1846 II, 1852 III,

Uwaga BK: Istnieje niejednoznaczność daty widowiskowego podziału komety. Raz jest to rok 1845, a raz 1846.

Do tego dochodzi jeden, drobny, ale ważny szczegół matematyczny. Obie komety należą do grupy komet które „zawracają” w okolicach Jowisza. Kometa Encke „przed orbitą Jowisza”, a Kometa Bieli – za orbitą Jowisza. W tym momencie pojawia się „problem oddziaływania grawitacyjnego kilku ciał”, pięknie opisany przez Lema w opowiadaniu o „dylemacie pilota Pirxa” (Rozprawa )…

Powiem krótko. Problem grawitacyjnych oddziaływań kilku ciał na siebie, czyli w naszym przypadku, podstawa do wyliczania orbit krótkookresowych „komet grupy Jowisza”, a więc przewidywanie ich „momentu powrotu”, rozwiązał dopiero francuski astronom, Félix Tisserand (1845–1896), około roku 1889. Publikacja w „Bulletin astronomique”, 1889.

Wikipedia: „Parametr Tisseranda – używany w mechanice nieba parametr stosowany na rozwiązanie problemu trzech ciał. Parametr ten jest wykorzystywany głównie na określenie wpływu Jowisza na orbitalny ruch wokół Słońca planetoid i komet znajdujących się w wewnętrznej części Układu Słonecznego.”

Warto tu dorzucić, że Tisserand, jako dyrektor Obserwatorium Paryskiego (od roku 1892), został też szefem wielkiego projektu stworzenia fotograficznej mapy nieba. Z tego co sugeruje Wikipedia, to zakończone sukcesem prace nad „fotograficzną mapą nieba”, zakończono już po śmierci Tisseranda.

https://en.wikipedia.org/wiki/12P/Pons%E2%80%93Brooks
https://pl.wikipedia.org/wiki/Kometa_Enckego
https://fr.wikipedia.org/wiki/2P/Encke
https://en.wikipedia.org/wiki/Comet_Encke
https://de.wikipedia.org/wiki/Enckescher_Komet
https://sk.wikipedia.org/wiki/Enckeho_kom%C3%A9ta
https://sl.wikipedia.org/wiki/Enckejev_komet
https://en.wikipedia.org/wiki/Carl_Ludwig_Christian_R%C3%BCmker
https://de.wikipedia.org/wiki/Carl_R%C3%BCmker
https://en.wikipedia.org/wiki/Institut_de_France
https://en.wikipedia.org/wiki/Sydney_Observatory
https://en.wikipedia.org/wiki/Optical_telegraph
https://en.wikipedia.org/wiki/Georg_Friedrich_Wilhelm_R%C3%BCmker
https://de.wikipedia.org/wiki/George_R%C3%BCmker
https://de.wikipedia.org/wiki/%C3%84quatorial_(Fernrohr)

https://en.wikipedia.org/wiki/Comet#Orbital_characteristics
https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_numbered_comets
https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_Halley-type_comets
https://en.wikipedia.org/wiki/Minimum_orbit_intersection_distance
https://pl.wikipedia.org/wiki/3D/Biela
https://en.wikipedia.org/wiki/Biela%27s_Comet
https://de.wikipedia.org/wiki/Biela_(Komet)
https://cs.wikipedia.org/wiki/3D/Biela
https://fr.wikipedia.org/wiki/3D/Biela
https://ru.wikipedia.org/wiki/3D/%D0%91%D0%B8%D1%8D%D0%BB%D1%8B
https://sk.wikipedia.org/wiki/Kom%C3%A9ta_Biela
https://en.wikipedia.org/wiki/Biela%27s_Comet
https://sl.wikipedia.org/wiki/Bielov_komet

https://en.wikipedia.org/wiki/Category:1871_fires
https://en.wikipedia.org/wiki/Port_Huron_Fire_of_1871
https://en.wikipedia.org/wiki/Peshtigo_fire
https://en.wikipedia.org/wiki/Great_Michigan_Fire
https://en.wikipedia.org/wiki/Great_Chicago_Fire
https://pl.wikipedia.org/wiki/Wielki_po%C5%BCar_Chicago

https://pl.wikipedia.org/wiki/Parametr_Tisseranda
https://en.wikipedia.org/wiki/Tisserand%27s_parameter
https://en.wikipedia.org/wiki/Three-body_problem
https://en.wikipedia.org/wiki/N-body_problem#Three-body_problem
https://en.wikipedia.org/wiki/F%C3%A9lix_Tisserand


Comet 3D/Biela in February 1846, soon after it split into two pieces.
E. Weiß: „Bilderatlas der Sternenwelt”. Published 1888


Biela’s Comet on its 1852 passage, after A. Secchi. World of Comets, A. Guillemin, 1877 (U.S. edition, after illustration of 1852)


The Andromedid or Bielid meteors as seen on the night of November 27, 1872.
Amedee Guillemin: Shower of Andromedids, Nov 27th 1872, seen over France. Date: 2 January 1877

Podsumowując jeszcze raz powyższy akapit, można stwierdzić, że istnieje tu dużo niejednoznaczności. Niby wszystko się zgadza, ale wychodzą drobne różnice w wielu szczegółach. Astronomia opiera się na dokładnych obserwacjach i na matematyce. A tu mamy wciąż wiele niejednoznaczności, i obserwacyjnych, i matematycznych.


Lista komet okresowych, znanych w roku 1900, według Encyklopedii Orgelbranda

§§ 05

Osobiste streszczenie i omówienie kilku „kometowych” informacji zgromadzonych przez Panów Stiepanienkę i Kamałowa.


Tak astronomowie opisywali naukowo tor komety w roku 1664 (zwraca uwagę data zapisana jako i664). Na podstawie takich rysunków Encke wyliczał tor komety z roku 1680 i „paralaksę Słońca”.

Pierwsza ciekawa informacja, mówi nam, że w roku 1885 liczba znanych komet okresowych wynosiła 12. Encyklopedia Orgelbranda z roku 1900, podaje nam tabelkę znanych wtedy komet okresowych, z ilością 17 takich komet. Z tego 13 komet ma okres powrotu od 3,3 do 7,6 roku. Jedna kometa ma okres równy 13,8 roku. A trzy komety mają okresy, odpowiednio: 71,6 (Kometa Ponsa), 72,6 (Kometa Olbersa) i 76,1 lat (Kometa Halleya).

Nauka w ciągu 15 lat (1885 – 1900) zidentyfikowała – inaczej mówiąc: powiązała ze sobą, licząc ich orbity – 3 komety, w tym kometę Olbersa (72,6 lat – właśnie powróciła?).

Humboldt pisze o długookresowej komecie Olbersa (6.03.1815 – niedostrzegalna gołym okiem). Powinna więc się pojawić ponownie w październiku lub listopadzie roku 1887.

Przypomnę, że Encke wyliczył parametry orbity komety z roku 1812 (12P/Pons – Brooks) i wyliczył okres powrotu równy 71 lat. Kometa ta wróciła według Wikipedii roku 1883.

Źródło z roku 1885 informuje, że w roku 1705, czyli gdy Halley jako pierwszy przystąpił do statystycznej „obróbki” dat pojawiania się komet, znano jedynie 24 pojawienia się WSZYSTKICH komet. To niezwykle istotna informacja!

Przypomnienie. W roku 1844 Humboldt kończy książkę „Kosmos”. Według astronomów Mars nie ma księżyców, a drugi i czwarty księżyc Urana mają odwrotny kierunek obiegu planety niż wszystkie inne księżyce w układzie słonecznym. Wyliczono tory 150 komet, wśród nich 6-7 komet ma potwierdzony „ruch powrotny”.

Do roku 1705 (badania statystyczne Halleya) znane były 24 pojawienia się wszystkich komet. W roku 1844 wyliczono tory 150 komet. Czyli, że w latach 1705 – 1844 (139 lat) średnio co roku pojawiała się kometa!

Informacja z roku 1885: do końca roku 1884 zanotowano 302 pojawienia się komet, z tego w latach 1860 – 1885 zanotowano 71 przypadków „ponownego pojawienia się komet”.

Przekładając to „na nasze”. Około roku 1705 „sprawa komet” stała się na tyle istotna i zauważalna, że „obróbką statystyczną” tego zjawiska zajął się Halley. Ale dysponował niezwykle skromnym materiałem do badań, składającym się z jedynie 24 przypadków widzianych komet. Czyli, że „od niepamiętnych czasów”, ale już „historycznych”, zauważono jedynie 24 komety. W przypadku jednej komety, Halley zauważył „okresowość”, bo na 24 przypadki, było PIĘĆ dat odległych od siebie o powtarzający się okres. Te daty jakie zauważył Halley to: 1378, 1456, 1531, 1607, 1682. W przypadku 19 dat pojawiania się komet, Halley nie zauważył okresowości.

Załóżmy, że Halley dysponował informacjami jedynie z okresu 1378 – 1705 = 327 lat. Zanotowano w tym okresie pojawienie się 24 komet, czyli że jedna kometa pojawiała się statystycznie raz na 13,625 lat.

I trzeba tu zauważyć, że musiały to być „wielkie komety”, tak zwracające uwagę społeczeństwa, że ich pojawienie się zostało odnotowane w kronikach.

Należy podkreślić różnice pomiędzy źródłami. Halley miał bazę danych 24 komet i zidentyfikował raz 5 przypadków, a raz 10 przypadków powrotu „komety Halleya”. Bo teraz nasza nauka znalazła zapiski na temat pojawień się „komet Halleya” przed rokiem 1378, „od czasów starożytnych Chińczyków”…

W latach 1705 – 1805 (=100 lat), mamy zanotowane 7 wielkich komet. Jedna na 14,29 lat

A w okresie 1805 – 1885 (= 80 lat) – 24 wielkie komety, plus widowiskowe pojawienia się komet Encke i Bieli. Wypada jedna statystyczna „wielka kometa” raz na 3,33 roku. Jeżeli weźmiemy pod uwagę kilka opisanych przeze mnie komet, to nam wyjdzie pewnie jedna wielka kometa raz na 2,5 roku!

Proszę zwrócić uwagę, że „małych komet” zauważano w tym czasie pewnie dużo więcej, bo po pierwsze, wszyscy obserwowali niebo, gdyż za wykrycie komety czekały nagrody finansowe i sława odkrywcy, a po drugie – były już coraz lepsze instrumenty do obserwacji nieba.

Jednak, jakby nie patrząc, od strony statystycznej wygląda to dziwnie. Przez ponad 400 lat „Wszechświat” jedynie co kilkanaście lat przypomina Ziemianom, że coś się tam w niebie dzieje ciekawego, by w ciągu 80 lat „potrząsać ludzkością” raz na trzy statystyczne lata! A potem, po roku 1910, czyli przez kolejne 100 lat, znów „Wszechświat” zapomina o celowaniu kometami w Ziemię i Słońce!

Jeżeli astronomia i statystyka uważają, że to jest normalne, ja się pod tym nie podpisuję! No, chyba że w latach 1705-1805 „przejaśniło się niebo” i jak pisze Humboldt: „pokazały się nowe gwiazdy”.

Podsumowując powyższy „wątek statystyczny”, zaglądamy do Encyklopedii Orgelbranda z roku 1900, gdzie znajdujemy taka informację…

Najdawniejsze wiadomości o kometach przechowali nam Chińczycy; od roku 600 przed Chrystusem do naszych czasów obserwowano niespełna 700 komet, przeważnie teleskopowych (niewidzialnych gołym okiem – BK). W ostatnich czasach wypada rocznie 3-4 komety. Wśród nich, komet okresowych, czyli takich, których powrót zapowiedziany rzeczywiście nastąpił, i które obserwowano kilkukrotnie, jest zaledwie 17. Komet okresowych, których przylot zaobserwowano tylko jeden raz, jest około 70...”

 

Czytamy dalej znaleziska Pana Kamałowa…

W roku 1903 pojawiła się kometa, z opisu całkiem „wielka”, choć takiej komety nie znalazłem w spisach z lat 1902 – 1903. Ale jak twierdzi nauka, jeżeli coś nie zostało zanotowane, nie świadczy to jeszcze, że tego nie było!

W związku z nadciągającą kometą, w ówczesnej „żółtej prasie” dla „prostych pipli”, pojawiły się takie zapowiedzi. Oczywiście, „na wszelki wypadek”. Opisana jest informacja jakiej udzielił profesor z Uniwersytetu w Chicago, na temat scenariusza możliwego „końca świata”. Profesor twierdzi, że przypadki „końca ludzkości” są trzy. Pierwszy przypadek może zaistnieć, gdy ziemska orbita całkiem się zmieni. A profesor twierdzi, że naukowcy są zaniepokojeni, bo „ostatnio Ziemia krąży po orbicie jak pijana”. Co może spowodować, że w końcu orbita się inaczej ustali i od tego w jakiej Ziemia krążyć będzie odległości od Słońca na nowej orbicie, zależeć będzie czy planeta zacznie parować, czy raczej całkiem zamarznie. Oba scenariusze (zamarzania planety, lub ogromnej temperatury), spowodują, że w ciągu 20-25 lat ludzkość tych nowych warunków nie przeżyje.

Dalej profesor pociesza Czytelnika, że ten rodzaj „końca świata” nie nastąpi tak szybko, jak jest możliwe natychmiastowe wyginięcie ludzkości w wyniku spotkania naszej planety z kometą. Można tu dodać, że Encyklopedia Orgelbranda pociesza Czytelnika artykułu o kometach, że nawet spotkanie Ziemi z pyłowym i naelektryzowanym ogonem komety, nie niesie żadnych negatywnych skutków, gdyż Ziemia wiele razy wlatywała w ogon komety, i nic nikomu się nie stało.

Trzecią możliwość „końca świata”, profesor z Chicago widzi w „nierównowadze” jaką wprowadza ogromna ilość lodu na biegunach Ziemi. Lodu tworzy się coraz więcej, dlatego może w końcu nastąpić taki moment, że istniejący stan równowagi zostanie zachwiany, co spowoduje zmianę kierunku osi ziemskiej. Takie zjawisko spowoduje straszliwe trzęsienia ziemi, zniszczenie nie tylko miast ale i całych pasm górskich, zaś morza wystąpią z brzegów i wszystko zaleją, likwidując całą ludzkość.

Czytelnicy podbudowani moralnie i natchnięci otuchą przez profesora, mogą teraz studiować swoją prasę codzienną…

Z dalszych wycinków „żółtej prasy” roku 1903 pomijamy informacje o tym jak wielkie obszary naszej planety są niezbadane i wręcz nie stąpała tam noga cywilizowanego człowieka, wliczając w to niektóre zakątki Europy. Pomijamy opowieści o papieżu Lwie XIII (Leonie XIII) i jego herbie papieskim z kometą ( papież w okresie od 20 lutego 1878 do 20 lipca 1903). Pomijamy świeżo odkrytego Jana Husa, któremu właśnie tworzy się biografię i zaczyna stawiać pomniki. Pomijamy ciekawostkę o tym jak grób Hannibala odkryto w tureckiej Anatolii, podczas budowy kolei przez Niemców.

Wracamy do naszej komety, która jest już całkiem dobrze widoczna gołym okiem, dzięki temu, że znajduje się w odległości 0,25 j.a. od Ziemi. W miarę przesuwania się na niebie, w dniach 30 czerwiec – 2 lipiec, kometa jest coraz jaśniejsza, a wszyscy oczekują kiedy u komety pojawi się jej ogon. Różne gazety piszą o komecie, a profesorowie przepowiadają, że kometa będzie dobrze widoczna jeszcze z miesiąc, czyli do sierpnia.

Kolekcjoner tych ciekawostek i złośliwy ich komentator, Pan Kamałow, podsuwa nam kolejny wycinek z prasy, w którym znajdujemy, że 9 lipca dotarła informacja, iż na Uniwersytecie Moskiewskim zauważono do tej pory i nigdy wcześniej niespotykany spadek ciśnienia atmosferycznego, które owszem, przy silnych burzach potrafi się nagle obniżyć, ale nie natychmiastowo! Jednocześnie zanotowano niezwykłe i szybkie obniżenie temperatury w Moskwie i okolicach. Ale to pewnie przypadek i z widzianą nocą piękną kometą nie ma nic wspólnego?

Pewnie również przypadkiem, 1 lipca ostro wziął się do roboty Wezuwiusz i władze uważają iż okolica stała się niebezpieczna, a profesor, który jest dyrektorem tamtejszego Obserwatorium Wezuwiusza informuje, że wybuch z 2 lipca i to co się dzieje w kraterze, wskazują na to, że ściany krateru mogą nie wytrzymać ciśnienia lawy i życie mieszkańców okolicznych miejscowości jest zagrożone.

Tymczasem, też dziwnym przypadkiem, mieszkańcy Górnego i Dolnego Śląska, zamiast patrzyć nocami w niebo i podziwiać cudowną kometę, walczą o życie i zachowanie dobytku. Powódź, nie notowana od 50 lat, całkowicie zniszczyła mnóstwo domów, woda przerwała tamy, zniszczyła większość mostów. Wrocław stał się „prawdziwym morskim portem”, otoczony wodami Odry.

Wcześniej, bo już 26 czerwca straszliwa powódź nastała na Krymie. W Symferopolu woda lała się z nieba jak wodospad, ulicami płynęły rzeki, tak że nie można było wyjść z domów na ulice. W niektórych miejscach woda wdzierała się do domów przez drzwi i okna.

2 lipca rozpoczęła się wielka powódź w okolicach Kalisza. Wody Prosny tak szybko przybrały, że zalały całe miasto, a na wielu ulicach konie nie były w stanie przejść ulicy, woda wlewała się do domów. Zatopione zostały całkowicie okoliczne wsie i mieszkańców trzeba było ratować z dachów, gdzie szukali ratunku.

Niespodziewana powódź dotknęła też gubernię Radomską. Największe straty doznał Opatów i Ostrowiec z okolicami. Zalane zostały tory kolejowe między Skarżyskiem a Ostrowcem oraz stacja w Ostrowcu. Szosa z Ostrowca do Ćmielowa została całkowicie rozmyta w wielu miejscach. Duże straty poniosła fabryka „Doły”, napędzana siłą „silnika wodnego”. Wody rzeki Kamienna dokonały wielkich zniszczeń w okolicach Iłży, w Brodach zniknął tartak – straty 300 tysięcy rubli. Pod Starachowicami całkowicie rozmyty szlak kolejowy i mocno zniszczona fabryka. Został poważnie zniszczony most we wsi Michałów – nad jego uratowaniem i naprawą pracuje dniem i nocą 200 robotników. Woda zniszczyła wszystkie rolnicze pola, które przedstawiają straszliwy widok.

Tymczasem w Dolinie Nidy i w okolicach gdzie Nida wpada do Wisły, 27 czerwca nagle zaczęła się podnosić woda w rzekach. 29 czerwca 1903, woda doszła do szczytów wałów i w wielu miejscach zaczęła się przez nie przelewać, tak że wszyscy którzy próbowali ratować wały musieli salwować się ucieczką. Niebawem wały w wielu miejscach popękały, a woda zaczęła zalewać okoliczne gminy. Po sześciu godzinach, w nocy, powstało ogromne jezioro o wymiarach 43 na 10-15 km. Wody wielkiego rozlewiska Nidy nie mogły pomieścić się w dolinie Wisły, gdzie również zaczęły pękać wały. Na szczęście zanotowano jedynie duże straty w inwentarzu, bo o zmierzchu, gdy zaczęły pękać wały, władze wysyłały posłańców na koniach i sygnalistów, którzy wzywali mieszkańców wsi do ratowania życia. Poziom wody zalewowej był tak wysoki, że zostały zalane nawet dachy domów wielu wsi, czego nigdy jeszcze nie było…

Zamieszczając powyższe informacje, Pan Biekbułat Kamałow celnie zauważa, że jeżeli istnieje rodzaj „eteru”, to może bliski Ziemi przelot komety zaburza ten eter w taki sposób, że mimo tego, że kometa nie wchodzi w fizyczną interakcję z naszą planetą, następuje jakiś przepływ energii, wynikający z „zawirowania eteru”?

W tym miejscu może warto coś dodać na temat „eteru”? Nie czuję się kompetentny by naukowo opisać XIX-wieczną teorię eteru, gdyż jeszcze za mało na ten temat przeczytałem i sam się nauczyłem. Jednak, na podstawie tego co już udało mi się dowiedzieć i zrozumieć, jest to niezwykła teoria, całkiem ciekawie tłumacząca zjawiska elektromagnetyczne.
Moim zdaniem, „teoria eteru” jest niezwykle finezyjna. Ja wytłumaczę to bardzo prosto, w sposób taki, jak to zrozumiałem.

Obecnie nasi naukowcy wprowadzili terminy „ciemna energia” i „ciemna materia”, bo jak się okazuje, nie zgadzają im się równania w ich teoriach.

Dawniej, uważano, że Wszechświat przenika – jakby wszystko „omywający” – eter. Eter jest jednocześnie materią i formą energii.

Nasze Słońce leci sobie przez Kosmos, ciągnąc za sobą ogon z wirujących wokół niego planet. Można sobie to wyobrazić jako bardzo spłaszczoną, niewidzialną spiralę, w której poszczególne planety krążąc po swych orbitach, dokonują okresowych interakcji pomiędzy sobą, oddziaływując na siebie grawitacyjnie. Ogólnie jest to pewien „stan ustalony”. Owszem, co jakiś czas powstają koniunkcje pomiędzy planetami, ale w długiej perspektywie czasowej jest to rodzaj harmonii różnych częstotliwości takich międzyplanetarnych oddziaływań. A Słońce leci sobie w dal z całkiem sporą prędkością. W zależności o przyjętego układu odniesienia, Wikipedia podaje: prędkość ruchu wokół centrum Galaktyki: ~220 km/s, względem sąsiednich gwiazd: 19,24 km/s, względem promieniowania tła: 370 km/s.
Jeżeli Słońce wraz z ogonem planet wwierca się w „eteryczną mgłę”, to ten „słabo materialny”, ale „energetyczny” pył gwiezdny oddziaływuje na układ Słoneczny, tak jak Słońce z planetami oddziałuje na eter, tworząc także rodzaj wiru eteru. W długiej perspektywie czasowej stan jest ustalony, choć wszystko „gra i pulsuje”.

Jednak „gwiezdną harmonię” wzajemnego oddziaływania Słońca wraz z planetami na tworzone przez nie przez swój lot w przestrzeni „wir eteryczny”, może zakłócić „obcy przybysz”, czyli kometa. Ona nie musi oddziaływać na planety „fizycznie”, czyli grawitacyjnie. Może wystarczy, że swym lotem zaburzy istniejące, wirujące „pole eteryczne”, tworzone przez Słońce i planety?

Mógłbym próbować wyjaśniać to Czytelnikowi na innych przykładach, ale jeżeli Go to interesuje, może się w końcu doczeka na mój „serial o elektryczności”.

Jednak warto tu wyjaśnić dość ciekawe własności eteru, jakie wydedukowali nasi przodkowie. Z zupełnie innego punktu widzenia tłumaczy nam to „elektromagnetyzm” i „prąd elektryczny”.

Zgodnie z „teorią eteru”, niektóre ciała materialne go „nie przyjmują”. Choć eter jakby „omywał” i „przenikał” cały świat materialny, jednak są ciała które stanowią dla niego jakby „opór”. Na powierzchni takich ciał, gdzie jakby istnieje „większa gęstość linii pola eteru” odkłada się niejako część jego energii. Można sobie to wyobrazić jako przepływ powietrza przez skrzydło lecącego ptaka. Powietrze z jednej strony przenika na wskroś przez pióra skrzydło, a z drugiej strony „zagęszcza się” nad powierzchnią nośną skrzydła, dając ptakowi zdolność do lotu.

Jak rozumiem, takie ciała, przez które eter „nie lubi” przenikać i gdzie na ich powierzchni „odkłada swą energię”, nazywamy obecnie dielektrykami.

Jak się Czytelnik domyśla, ciała które „eter lubi”, gdzie „lubi się rozpraszać i skupiać”, i gdzie wewnątrz których jakby gromadził swą energię potencjalną, nazywamy „przewodnikami”.

Teoria eteru w bardzo ciekawy i zgrabny sposób tłumaczy naszą toporną teorię przewodników i dielektryków. Nie rozdziela przedmiotów na „przewodniki”, do których wymyśliliśmy teorię „elektronów”, od „dielektryków” – dla których wymyśliliśmy teorię „ładunków elektrycznych”. My, nie jesteśmy w stanie pojąć jak to się dzieje, że różnica napięć powoduje przepływ prądu w miedzianym drucie i może jednocześnie „zaowocować” iskrą elektryczną. Tak jak nie jesteśmy w stanie pojąć, jak to się dzieje, że ebonitowa pałeczka potarta suknem może również spowodować „iskrę elektryczną”.
Teoria eteru to ładnie łączy i tłumaczy!

Można by się też zastanowić, czy na ogół „zakręcony” ogon czy ogony komety nie są dowodem na istnienie przedstawionego wyżej „eterycznego wiru”, jaki tworzy przemieszczający się w przestrzeni Układ Słoneczny? „Prosty ogon”, to może faktyczny „ogon zakręcony”, ale widziany przez obserwatorów z Ziemi, w płaszczyźnie lotu komety. Z kolei „różne stopnie zakręcenia” kilku ogonów jednej komety, to efekt różnego oddziaływania „oporu wiru eterycznego”, na różny skład materii składających się na te „ogony”?

Co ciekawe, Encyklopedia Orgelbranda z roku 1900, opisując ogony komet, stara się wyjaśnić zagadkę „świecenia własnym światłem” przez kometę.

Cytat (uwspółcześniłem słownictwo i pisownię – BK):

„… według Tyndalla (1868), ogon nie zawsze składa się z tych samych cząstek materialnych, gdyż w czasie obrotu głowy komety, mają miejsce wciąż nowe zagęszczenia materii.

Własne zaś światło, jakie komety zdają się wysyłać, uważać należy za objaw pobudzenia elektrycznego komety przez Słońce, gdzie źródłem elektryczności są olbrzymie działania cieplikowe / cieplne/ i mechaniczne na nim zachodzące. Pomimo pozornej jednolitości, jądra wielkich komet są złożone prawdopodobnie z obłoków oddzielnych i rozproszonych części. Badania widmowe wykazały w nich obecność węglowodorów; gazy te są zapewne uwięzione w cząstkach meteorycznych składających się na kometę, i z nich wywiązują się, gdy kometa w pobliżu słońca znacznie się rozgrzewa, a zachodzące przy tym prawdopodobnie działania elektryczne wzniecają świecenie tego gazu. Ponieważ ogon jest zawsze zwrócony od słońca, zachodzi tu widocznie objaw odpychania, które najłatwiej zrozumieć możemy, jako odpychanie elektryczne. Według Bredichina, wszystkie ogony komet dają się ująć w trzy typy, a to stosownie do natężenia tej siły odpychającej. Ogony „typu I” w których odpychanie to działa najsilniej, są prostolinijne, jak u komety 1843 lub 1811.
Ogony „typu II”, są skrzywione i wypukłością zwrócone w stronę biegu komety, jak u komety Donatiego.
Ogony „typu III”, są zwrócone ku słońcu, ale występują rzadko, razem z ogonami uprzednich typów. Rozmyta forma ogonów zależy zapewne od ich składu chemicznego, a że gazy lżejsze łatwiej ulegają odpychaniu, wnosi stąd Bredichin, że ogony typu I utworzone są głównie z wodoru, ogony typu II z węglowodorów. Ogony typu III zaś z par żelaza lub cząstek stałych, unoszonych przez gazy, które przy znacznej swej gęstości, opierają się działaniu elektrycznemu”.

I jeszcze fragmencik o kometach „znacznie zbliżających się do Słońca”: „jak Wielka Kometa 1843, która oddalona była od środka Słońca jedynie o 1 milion km, a ogon jej ciągnął się na przestrzeni 250 mln km, dwa razy więcej niż odległość Ziemi od Słońca”…

Ale wróćmy do „komety Kamałowa” z roku 1903, która mogła spowodować takie zaburzenie strumienia eteru, że w pewnym obszarze naszej planety spadło nagle ciśnienie atmosferyczne i temperatura, co spowodowało, że na dużym obszarze, nagle i niespodziewanie z atmosfery „wykropliła się wilgoć”, a na obszarze wulkanicznym pobudziły się wulkany.

Jeżeli teoria eteru jest prawdziwa, to „kometa Kamałowa”, nie tylko mogła zaburzyć „fale eteryczne” tworzone przez wirujące planety wokół Słońca. Mogła także „mieć na sobie” ogromny ładunek elektryczny, powstały wskutek szybkiego przechodzenia przez zaburzenia wiru eteru. Jeżeli głowa komety jest dielektrykiem, to na jej powierzchni może się gromadzić niewyobrażalnie dużo energii, przez nas nazywanej „ładunkiem statycznym”. Ładunek ten może – poprzez ogon pozostający w tyle za kometą (w stosunku do Słońca) – także oddziaływać z falami eteru pozostającymi „za kometą”. Wydaje się że w sprzyjających okolicznościach, ogon komety może ten ogromny ładunek „wyładować” na mijanej planecie.

Podejrzewam, że teoria eteru jest w stanie wyjaśnić mało zrozumiałe „wystrzeliwanie jetów” przez niektóre komety w kierunku Słońca. Może tak się zachowują w jego pobliżu komety zbudowane z „materii przewodzącej elektryczność”, z takiej z jakiej są zbudowane na przykład meteoryty żelazne? Co sugerują uczeni którzy pisali hasło o kometach w encyklopedii z roku 1900.

Poniżej ciekawe linki z którymi warto w wolnej chwili się zapoznać:

https://bskamalov.livejournal.com/4517859.html
https://bskamalov.livejournal.com/4518402.html
https://bskamalov.livejournal.com/4518759.html
https://bskamalov.livejournal.com/4519711.html
https://bskamalov.livejournal.com/4518956.html
https://bskamalov.livejournal.com/4519523.html
https://bskamalov.livejournal.com/tag/%D0%BA%D0%BE%D0%BC%D0%B5%D1%82%D1%8B
https://chispa1707.livejournal.com/1930082.html

§§ 06

Dziury czasowe i powtórki – jeszcze raz

Dzięki tym „nowym obserwacjom nieba”, w roku 1690 John Flamsteed pierwszy dostrzega nową gwiazdę i nanosi ją na swoją mapę nieba. W roku 1781 William Herschel uznaje że to nie gwiazda ale nowa planeta Uran. (= 91 lat zwłoki w zaobserwowaniu planety widocznej obecnie gołym okiem!)

Moja uwaga (BK) do powyższego. „Sprawa planety Uran” jest dla mnie wielką zagadką. Planeta dokonuje obiegu Słońca przez 84 lata. Jest widoczna gołym okiem. Do roku 1690 nikt jej nie zauważa.

Cytat z Wikipedii: „John Flamsteed obserwował planetę co najmniej sześć razy, skatalogował ją jednak błędnie jako gwiazdę 34 Tauri.

Francuski astronom Pierre Lemonnier obserwował Urana co najmniej dwanaście razy w latach 1750–1769, w tym przez cztery kolejne noce.

Sir William Herschel obserwował planetę 13 marca 1781, w ogrodzie swego domu przy 19 New King Street, w miejscowości Bath w hrabstwie Somerset (obecnie Herschel Museum of Astronomy), ale początkowo (26 kwietnia 1781) ogłosił swoje odkrycie jako kometę.
W swoim dzienniku Herschel zapisał: „w kwartylu blisko ζ Tauri … Mgława Gwiazda albo, być może, Kometa”. 17 marca zauważył: „Szukałem Komety lub Mgławej Gwiazdy i stwierdziłem, że jest to Kometa, ponieważ zmieniła swe położenie”. Przedstawiając swoje odkrycie Towarzystwu Królewskiemu, nadal twierdził, że znalazł kometę, ale także pośrednio porównał ją do planety…

Proszę zauważyć drobny szczegół. W roku 1690 planeta Uran jest widziana przez Flamsteeda w Gwiazdozbiorze Byka. Przez 19 lat (!!!) obserwacje Urana, który w tym czasie jest w zupełnie innej części nieba, prowadzi Pierre Le Monnier i nie zauważa że to nie jest nieruchoma gwiazda, ale „przesuwająca się na tle gwiazd” planeta?

W tym samym miejscu (Gwiazdozbiór Byka) gdy była widziana w roku 1690, powinna się ona znaleźć po 84 latach, czyli w roku 1774. Ale planeta robi sobie jakąś przerwę, zatrzymuje się w tym gwiazdozbiorze Byka i czeka całe 7 lat na to by Sir Herschel łaskawie spojrzał na nią przez lunetę. I przez tą lunetę ledwo ją dostrzegał. Długo upierał się że to nowa kometa. Powyższa informacja przeczy naszej wiedzy o fizyce i astronomii…

No, chyba że w tym samym momencie, rok 1690 był w jednym kraju, a w innych krajach były to lata: 1750-1769 i jednocześnie 1781.

A przy okazji informacji zawartych w biografii Le Monnier’a, dowiadujemy się dodatkowych ciekawostek. Pierwsza wiadomość jest anegdotyczna. Podobno nie został uznany za „odkrywce planety Uran”, bo jego notatka się zapodziała, gdyż „jego obserwacje zostały niedbale zapisane na papierze opakowania proszku do peruki”.

Druga informacja jest już niezwykle istotna.

W wieku 21 lat brał on udział w wyprawie do Laponii w latach 1736–1737, którą kierował Pierre Louis Moreau de Maupertuis, aby ustalić, czy Ziemia jest wydłużoną elipsoidą, czy spłaszczoną na biegunach. Aby upamiętnić tę owocną wyprawę, stworzył konstelację renifera, obecnie przestarzałą.”

Komentarz BK. Już w pierwszej połowie XVIII wieku uczonych gnębi podejrzenie, że Ziemia nie jest idealną kulą, ale jest „grubsza” na równiku. I badania oraz obliczenia trwają do początku drugiej połowy XIX wieku! Bada to Airy około roku 1835 a potem Struve dwadzieścia lat później. Należy się zastanowić, co było przyczyną, że uczeni doszli do takich podejrzeń? Nowy „wpuk” i „wypuk”???

Dalsza informacja to sensacja albo czyste Sci-Fi. Le Monnier badał płaszczyznę ekliptyki i doszedł do wniosku, że od czasu pomiarów Jeana-Dominique Cassiniego w Bolonii w 1656, do roku 1743 i jego obserwacji dokonywanych gnomonem w Paryżu, zmieniała się płaszczyzna ekliptyki i położenie Gwiazdy Polarnej w Paryżu.
Jeżeli Czytelnik nie dowierza, może sobie poczytać tutaj:
https://fr.wikipedia.org/wiki/Pierre_Charles_Le_Monnier

Przypomnienie z części trzeciej:
Nicolas Louis de Lacaille (1713 – 1762), będąc w Południowej Afryce i badając i katalogując gwiazdy nieba południowego (1751 i 1753), stwierdza że „potwierdziły również poprawność założenia Izaaka Newtona, że Ziemia nie jest kulą, ale – z powodu siły odśrodkowej – musi mieć większą średnicę na równiku niż od bieguna do bieguna. Lacaille doszedł jednak do wniosku, że krzywizna na półkuli południowej ziemi była mniejsza (bardziej płaska) niż na półkuli północnej. Jest to znane jako problem południka.” To cytat z Wikipedii!

W roku 1795 ustalono „długość południka paryskiego”, co posłużyło do zdefiniowania metra. W roku 1830 Airy wyliczył ziemski obwód równikowy i biegunowy, i chyba jako jeden z pierwszych uczonych stwierdził, że Ziemia jest elipsoidą obrotową – „geoidą Airy’ego”. I co ciekawe, jego wyliczenia nadal są podstawą do mapowania Wysp Brytyjskich, „ponieważ lepiej pasuje do lokalnego poziomu morza (około 80 cm poniżej średniej światowej).” W innym miejscu Wikipedia twierdzi, że podstawą całej ziemskiej geodezji stało się dokładne wyznaczenie w roku 1858 przez Struvego obwodu równikowego i biegunowego planety, czyli spłaszczenia ziemskiej elipsoidy. Wiązanie lokalnych południków pomiędzy sobą, czyli ustalenie odległości między poszczególnymi południkami lokalnymi – długość geograficzna – zakończono w roku 1880, dzięki czemu w roku 1884 wprowadzono jednolitą dla całej planety siatkę geograficzną z zerowym południkiem przechodzącym przez Greenwich. Odstępy tych wydarzeń od siebie to: 43 lata, 35 lat, 28 lat, 22 lata. Jeżeli dodamy do tego zdefiniowanie metra jako wahadła sekundowego przez Tytusa Liwiusza Burattiniego w 1675 roku, mamy dodatkowe 120 lat przed rokiem 1795!

Oczywiście, nie będziemy się zastanawiać nad cudem paradoksu, posiadania przez Buratiniego chronometru, według którego dobierał długość wahadła sekundowego, co dało mu długość jeden metr. Ani nie będziemy w tym miejscu rozważać metody badania lokalnej grawitacji, za pomocą „wahadła Airy’ego” w pierwszej połowie XIX wieku. Także bez istnienia chronometru.

Nie będziemy też się zastanawiać nad tym, że Airy chyba nic nie wie o wyprawie do Laponii z lat 1736–1737, którą kierował Pierre Louis Moreau de Maupertuis, a która podobno rozstrzygnęła sprawę kształtu Ziemi jako elipsoidy obrotowej, spłaszczonej na biegunach.
(https://pl.wikipedia.org/wiki/Metr_katolicki)

Pierwsze próby katalogowania gwiazd południowej półkuli – Lacaille – 1751 – 1753. Kolejna próba katalogowania – prace Rümkera (1832 i 1846 -1852 / 1857). Kolejne katalogowanie gwiazd półkuli południowej: 1850-1851. Publikacja w roku 1871.

Prace nad skatalogowaniem gwiazd w odstępach: około 100 lat, ponad 20 lat, i kolejne 20 lat.

Z tego by wynikało, że do Ameryki Południowej czy Australii, można było zacząć pływać skrótem, „nawigując na gwiazdy”, dopiero od okresu 1857 – 1871.

Uwaga ważna BK. W jednym z kolejnych odcinków, znajdzie Czytelnik informacje mówiące o tym, że około roku 1855 nagle odkryto prąd morski Golfstrom i jednocześnie powstały tak zwane „mapy Humboldta”. Do tego momentu, żeglarze z Europy płynęli do Nowego Jorku „naokoło”, wzdłuż wschodniego wybrzeża Ameryki Południowej i Północnej, płynąc całe 6 – 8 miesięcy! A po odkryciu Golfstromu i opublikowaniu „map Humboldta”, statki z Europy zaczęły płynąć przez Atlantyk skrótem, tracąc na podróż jeden miesiąc. Niemal tak szybko jak to robiono w czasach Kolumba!

Brak obserwacji dokonywanych przez Obserwatorium Londyńskie (Greenwich), planety Jowisz w latach 1830 – 1836 ( = 6 lat przerwy)

Brak poszukiwań planetoid w latach 1808 – 1844 (= 36 lat). Znaleziono 4 planetoidy w latach 1801 – 1807. Piątą planetoidę odkryto w roku 1845. W roku 1846 odkryto planetę Neptun. W roku 1847 odkryto 3 planetoidy. Dziewiątą planetoidę odkryto w roku 1848, dziesiątą w roku 1848. Humboldt twierdzi, że w dniu 12.04.1849 odkryto dziewiątą planetoidę, a do tego momentu wylicza osiem znanych planetoid.

Pierwszy na świecie periodyk astronomiczny zaczyna drukować Zach w roku 1800 („Monatlichen Correspondenz zur Beförderung der Erd- und Himmelskunde”).
Pierwszy na świecie periodyk astronomiczny zaczyna się drukować w Hamburgu w roku 1823 („ Astronomische Nachrichten”)

Mamy 23 lata pomiędzy „pierwszymi na świecie wydaniami” periodyków astronomicznych. Uwaga złośliwa BK. Ten pierwszy pewnie jeszcze drukowano na całkowicie drewnianej prasie drukarskiej, jak za czasów Gutenberga.

Dwukrotne „pierwsze pojawienie się” roju meteorów Leonidów – w roku 1799 a potem w roku 1833 (= 34 lata).

Mamy powtórne odkrycie i badanie zjawiska dyfrakcji (1833 – 35 Airy i 1873 – 1879 Abbe). Zjawisko odkrył Ernst Abbe w roku 1873, a uzasadnił matematycznie sześc lat później. Airemu zajmuje to tylko trzy lata. Odstęp czasowy – około 45 lat.

Mamy co najmniej czterokrotne „badanie rozwinięcia liczby pi” (co jest niezwykle istotne w astronomii) – lata 1596 (Ludolph van Ceulen), 1656 (John Wallis), 1853 (William Rutherford), 1874 ( William Shanks). Odstępy czasowe: 60 lat, 197 lat, 21 lat.

W roku 1822 Encke zakończył pracę nad tranzytem Wenus z lat 1761 i 1769 r., na podstawie której „wyprowadził paralaksę słońca”. W roku 1838 – Bessel zmierzył „prawdziwą” paralaksę, co potwierdziło teorię heliocentryczną, która w tym momencie stała się jedną i niepodważalną teorią! Wikipedia twierdzi, że paralaksy trzech różnych gwiazd zmierzyli niezależnie od siebie trzej astronomowie w roku 1838 a w innym miejscu, że w roku 1839 (Wilhelm Struve, Friedrich Bessel, Thomas James Henderson). 16 – 17 lat różnicy, plus rok różnicy między Wikipedią i Humboldtem, który nie wie nic o pomiarach jakie dokonywali Struve i Henderson.

Moja uwaga do powyższego „liczenia paralaksy Słońca” przez Enckego. Moim zdaniem, Encke dysponował czasem przechodzenia planety Wenus na tle Słońca. Z tego mógł wyliczać fizyczną wielkość Słońca lub próbować szacować odległość Ziemi od Słońca. Ale musiał znać dokładnie rozmiary kątowe Wenus widzianej z Ziemi, oraz dokładny czas. A chronometrów nie było ani za czasów Encke, ani tym bardziej w drugiej połowie XVIII wieku! Wydaje się, że pomiar był „odwrotny” jak to sugeruje Wikipedia. Wielkość kątowa Słońca i „paralaksa” (odległość Ziemi od Słońca) powinna być już wtedy znana! Nie znano wielkości kątowej planety Wenus. Przejście Wenus przed tarczą słoneczną mogło dać informacje z których wyliczano wielkość kątową tarczy tej planety i z proporcji odpowiednich jej średnicę w stosunku do średnicy Słońca. Tak czy inaczej, w roku 1822, najwyraźniej nie znano odległości Ziemi od Słońca, a tym bardziej, odległości minimalnej między Ziemią a Wenus!
Tak czy inaczej, informacje z lat 1761 i 1769 były „wirtualne”, bo nie było jeszcze zegarów! Choć już w roku 1675 Burattini zaproponował stosowanie „metra katolickiego” (powszechnego), czyli wahadła odmierzającego sekundy – o długości 1 metra. Pozostaje zagadką, jak wzorcowano zegary wahadłowe…

W jednym miejscu, poświęconym „paralaksie”, Wikipedia potwierdza, że Encke wyliczył w roku 1822 odległość Ziemi od Słońca.

Bajki Wikipedii można poczytać poniżej:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Tranzyt_Wenus
https://en.wikipedia.org/wiki/Transit_of_Venus

Dodatkowa uwaga – BK.

Jeżeli zgodnie ze zdaniem bardzo niejednoznacznej i niezdecydowanej w tej materii Wikipedii, Encke w roku 1822 wyliczał matematycznie orbitę Ziemi (odległość od Słońca), lub wielkość tarczy słonecznej, to znaczy, że do roku 1822 nikt nie miał pojęcia na temat orbit poszczególnych planet!

Jeżeli nie znane były orbity planet (ich odległości od Słońca), to nie znano nawet kątowych wielkości widocznych z Ziemi planet, ani tym bardziej, nie można było szacować ich mas. Dlatego też, zupełnie niezrozumiałe jest poszukiwanie planetoid „pomiędzy Marsem a Jowiszem” przez „Policję Nieba” w latach 1800 – 1806. A tym bardziej absurdalne jest wykoncypowanie „reguły Titiusa-Bodego” w latach 1766 – 1772, według której „średnie odległości planet od gwiazdy centralnej w Układzie Słonecznym spełniają dość dokładnie pewne proste arytmetyczne prawo”.

Wymyślić jakąś „numerologiczną formułę” można zawsze. Ale by na jej podstawie szacować odległości planet od Słońca, są potrzebne jakieś pomiary, by do nich dopasowywać jakiś ciąg liczb. Wikipedia w wielu miejscach mówi o tym, że Herschel korzystając z powyższej formuły szukał planety w konkretnym miejscu nieba i znalazł planetę Uran, ale twierdził, że to rozmyty obraz komety.

Wygląda na to, że do roku 1822, czyli obliczeń Encke, możemy albo całkowicie wykreślić z historii nauki Keplera, Tycho de Brahe, Kopernika i wszystkich innych, którzy wiedzieli to, czego w roku 1822 nie znał Encke. Albo możemy wszystkich astronomów obliczających tory planet i komet przed rokiem 1822, przenieść do czasów pierwszej połowy XIX wieku, po roku 1822. Nie widzę innej, logicznej możliwości!

Dodatkowa uwaga. Zgodnie z Wikipedią, pierwszego pomiaru odległości Ziemi od Słońca, dokonał Jean-Dominique Cassini  w 1672 roku. Ale w wielu miejscach dopiero obliczenia Enckego uważa się za miarodajne!

Cytat z Wikipedii:

Prawo to dość wiernie odtwarzało długości wielkich półosi wszystkich planet do Saturna włącznie, ale pozostawiało puste miejsce na planetę pomiędzy Marsem a Jowiszem. Odkrycie przez Williama Herschela Urana o orbicie położonej dalej i rozszerzającej zasięg działania reguły Titiusa-Bodego dodatkowo wzmocniło przekonanie, że pomiędzy Marsem a Jowiszem musi znajdować się dodatkowa planeta. W roku 1801 Giuseppe Piazzi zaobserwował pierwszą planetoidę, znajdującą się we wskazanym miejscu, znaną obecnie pod nazwą Ceres, której orbita o wielkiej półosi wynoszącej 2,77 j.a. doskonale pasowała do przewidywań wzoru (2,8 j.a.); zapoczątkowało to odkrycie wielu ciał w obszarze znanym obecnie jako pas planetoid.”

https://pl.wikipedia.org/wiki/Regu%C5%82a_Titiusa-Bodego

Paradoks „stałej grawitacji”.
Stałą grawitacji wprowadził do równania Newtona na „siłę dośrodkową” Henry Cavendish (1731 – 1810). Notatki Cavendisha odkrył i upublicznił w roku 1873 Clerk-Maxwell. Paradoks polega na tym, że 19 lat PRZED wprowadzeniem do nauki pojęcia „stałej grawitacji” w roku 1873, George Rümker bada w roku 1854 stałą grawitacji. Przyznaję z pokorą, że nie jestem w stanie ogarnąć umysłem tego paradoksu!

Pierwsze badania spektroskopowe gwiazd, Słońca i komet: 1838 (D. Herschel – ROW), 1858 (badanie komety Donatiego – WIK), 1859 (Robert Bunsen i Gustav Kirchhoff badają Słońce – WIK), 1869 (badanie komety w Obserwatorium Melbourne – ROW), 1874 (Kometa Coggia – WIK).
Wikipedia twierdzi, że spektroskop powstał pomiędzy 1861 a 1874. Ale w innym miejscu, twierdzi, że wynalazł go w roku 1815 Joseph von Fraunhofer, a do badania składu gazów zastosowali go Bunsen i Kirchhoff w połowie XIX wieku (badali skład gazów palnych w palniku Bunsena).

.1863 – brytyjski astronom William Huggins wykazał przy pomocy spektroskopu, że gwiazdy składają się z tych samych pierwiastków, jakie występują na Ziemi – WIK

.1876 – Henry Draper wprowadza nazwę „spektrometr” (=spektroskop) i konstruuje pierwsze takie urządzenie, dokonując zdjęć spektroskopowych gwiazdy Wega – WIK. Jak widać, Wikipedia twierdzi, że od kilkudziesięciu lat uczeni stosują „urządzenie bez nazwy”.

Kolejną pierwszą kometą której jasność umożliwiła zastosowanie spektroskopu, była kometa z roku 1881. W roku 1882 dokonano wielu pomiarów spektroskopowych komety – WIK.

Mamy jakieś 43 lata pomiędzy „pierwszymi badaniami spektroskopem” obiektów astronomicznych, a faktycznym zastosowaniu spektroskopu.

Podobnie zagadkowo wygląda sprawa stosowania fotografii w astronomii…

.1846. Wikipedia sugeruje, że sfotografowano „dzielenie się” Komety Bieli.
.1855 – pierwsze próby zastosowania w aparacie fotograficznym typu „camera obscura” – szklanej soczewki. (SA)
.1858. Pierwsza sfotografowana kometa (Kometa Donatiego). Próby chyba nieudane, wykorzystano mokre płyty koloidalne, wymagającego krótkiego naświetlania bo zastygała ta „światłoczuła żelatyna”. Dodatkowo, płyta szklana pokryta „koloidem”, musiała leżeć płasko podczas naświetlania.
Tłumaczenie baśni z angielskiej Wikipedii: „Kometa Donatiego została z powodzeniem sfotografowana 27 września przez W. Usherwooda, fotografa portretowego w Walton-on-the-Hill, Surrey, przy użyciu 7-sekundowej ekspozycji z obiektywem portretowym f / 2.4, kiedy to po raz pierwszy sfotografowano kometę. Fotografia Usherwooda, która nie zachowała się, pokazała jasny obszar wokół jądra komety i części ogona. G.P. Bond również z powodzeniem sfotografował kometę 28 września w Harvard College Observatory. Dokonano pierwszej fotografii komety za pomocą teleskopu. Podjął on kilka prób z wydłużeniem czasu naświetlania, w końcu osiągając dostrzegalny obraz. Później napisał: „tylko jądro i niewielka mgławica o 15” średnicy działały na płytkę w czasie ekspozycji sześciu minut ”. – WIK.
.1881. – Pierwsza sfotografowana kometa (zastosowano suche żelatynowe płyty fotograficzne z bromkiem srebra. Dokonano wielu prób, wyszło kilka zdjęć bardzo słabej jakości) – WIK
.1882. – Sir Williamowi Hugginsowi udało się udokumentować niezwykłe spektrum komety na fotografii trwającej 1 ¼ godziny. Dokonano trzeciej próby sfotografowania komety (1858, 1881 i 1882). – WIK
.1892 – rozpoczyna się tworzenie „fotograficznej mapy nieba”. Szefem projektu jest nowy dyrektor Obserwatorium Paryskiego, Félix Tisserand (1845–1896). – WIK
.1898-1899. William Henry Pickering odkrywa na podstawie zdjęć nowy księżyc Saturna (Phoebe). – WIK
. 1903 – 1907 – pierwsze udane, zdjęcia Księżyca ( William Henry Pickering) – WIK
.1907 – intensywnie fotografowano „kometę Daniela” – WIK
.1908 – dokonano „setek zdjęć” komety C/1908 R1 (Morehouse) – WIK

Pomiędzy rokiem 1858 a 1898 mija aż 40 lat!

Uwaga BK. Zarówno „lunetkowo-pryzmatyczny” spektroskop, jak i materiał światłoczuły w aparacie fotograficznym „potrzebują światła”. Dokonywanie spektroskopii czy zdjęć obiektów bardzo jasno oświetlonych lub „wysyłających światło”, takich jak Słońce jest stosunkowo proste technicznie. Czas naświetlania jest krótki, materiał światłoczuły może być „mało czuły”. Ze wzrostem czułości materiału światłoczułego rośnie jego „uziarnienie” – jakbyśmy teraz powiedzieli – istnieją większe piksele. Do tego, otwór obiektywu (przysłona), czy średnica lunetki spektroskopu, mogą być małe, powiedzmy f/8 czy f/16 – lub nawet można użyć „camera obscura”. Mamy wtedy małe zniekształcenia dyfrakcji i ograniczone wady błędów chromatycznych. Zdjęcie jest „wyraźniejsze”.

Wykonywanie zdjęć ciał „ciemniejszych” i do tego poruszających się, takich jak Księżyc, czy gwiazdy, wymaga z jednej strony krótkiego czasu naświetlania – bo obiekt szybko się przemieszcza na nieboskłonie. Już 30 sekundowe naświetlenie da nam rozmyty obraz. Ale przy krótkich czasach naświetlania, obiektyw musi być „jasny” – przysłona rzędu f/4,5 lub mniejsza („większy otwór” obiektywu). Ale nawet przy dużym i jasnym obiektywie, i kilkusekundowym czasie naświetlania, czułość materiału fotograficznego musi być bardzo duża! Nie jestem w stanie w tym miejscu zrobić dodatkowego „wykładu” na ten temat, ale fotograficzne materiały o dużej czułości, to czasy II WŚ!

Wiem o czym piszę, bo sporo fotografowałem i nawet używałem starej AGFA sprzed II WŚ, wykonując zdjęcia na „szkle”. Jeżeli nie udawało się dokonać zdjęć Księżyca a „wychodziły” zdjęcia Wielkich Komet z drugiej połowy XIX wieku, to znaczy, że te komety świeciły nieprawdopodobnie jasnym światłem! Informacja Wikipedii o dokonywaniu zdjęć Komety Donatiego roku 1858, jest opisem technologii początku XX wieku!

Cytat z Wikipedii w tłumaczeniu elektronicznym: „Spektrograf jest instrumentem, który oddziela światło za pomocą długości fal i rejestruje te dane. Spektrograf ma zazwyczaj wielokanałowy system detekcji lub kamerę, która wykrywa i rejestruje widmo światła.
Termin ten został po raz pierwszy użyty w 1876 r. przez dr Henry Drapera, kiedy wynalazł on najwcześniejszą wersję tego urządzenia, i którą wykorzystał do zrobienia kilku zdjęć spektrum Vegi. Ta najwcześniejsza wersja spektrografu była niewygodna w użyciu i trudna w obsłudze.

Jak można w roku 1848 i 1873 pisać o „spektrografach” i „spektrometrii”, jeżeli termin ten został po raz pierwszy użyty w roku 1876?

Warto tu dodać fotograficzną ciekawostkę. Około roku 1906, firma Zeissa zaczęła produkować aparaty fotograficzne z obrotową przesłoną „otworkową”. A w roku 1911, pojawia się w druku w USA, „Cassell’s Cyclopedia of Photography”, gdzie napisano, iż taką przysłonę wymyślił już w roku 1858 niejaki John Waterhouse z Halifaxu. Tym samym, stał się nieaktualny patent Zeissa i firma Kodak, która akurat przerzuciła się z produkcji brzytew i żyletek, na seryjną produkcję aparatów fotograficznych, nie musiała płacić Zeissowi za używanie jego pomysłu. Tak to biznes tworzy historię przemysłu i historię świata!

Dopisek na temat faktycznych „możliwości” fotografii w astronomii. Początki „fotografii astronomicznej” to dopiero rok 1882. Bo w tym roku Leopold Trouvelot zaczął się tym zajmować. A Trouvelot, od roku 1872 był najsłynniejszym „ilustratorem astronomicznym”. „Joseph Winlock, ówczesny dyrektor Harvard College Observatory, włączył go do swojego zespołu w 1872 roku po tym, jak zauważył jakość swoich ilustracji. W 1875 roku Trouvelot korzystał z 66-centymetrowego teleskopu z Obserwatorium Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych przez okres jednego roku. Przez całe życie stworzył ponad 7 000 ilustracji astronomicznych. Piętnaście jego najpiękniejszych pasteli zostało opublikowanych przez Synów Charlesa Scribnera w 1881 r. Szczególnie pociągały go badania Słońca, na powierzchni których wykrył „zamaskowane plamy” w 1875 r. Oprócz ilustracji, opublikuje również około pięćdziesięciu artykułów naukowych. W 1882 r. Trouvelot wrócił do Francji i dołączył do obserwatorium Meudon (Francja)”.

O czym mówimy? Ano o tym, że astronomowie starali się zapamiętać widziane przez chwilę przesuwające się przed ustawionym na stałe obiektywem teleskopu gwiazdy i planety. Dlatego, albo sami szkicowali to co zauważyli, albo zatrudniali zdolnych grafików. Takim najsłynniejszym „ilustratorem” drugiej połowy XIX wieku, był właśnie Trouvelot. Ale o niezwykłych ciekawostkach związanych z tą postacią napiszę w kolejnych odcinkach…

https://pl.wikipedia.org/wiki/Przys%C5%82ona_fotograficzna
https://en.wikipedia.org/wiki/Diaphragm_(optics)
https://de.wikipedia.org/wiki/Lichtst%C3%A4rke_(Fotografie)
https://de.wikipedia.org/wiki/Blende_(Optik)
https://en.wikipedia.org/wiki/Kodak
https://en.wikipedia.org/wiki/George_Eastman
https://en.wikipedia.org/wiki/Waterhouse_stop
https://pl.wikipedia.org/wiki/Spektroskop
https://en.wikipedia.org/wiki/Optical_spectrometer
https://fr.wikipedia.org/wiki/Spectroscope
https://de.wikipedia.org/wiki/Optisches_Spektrometer
https://de.wikipedia.org/wiki/Prismenspektrometer
https://de.wikipedia.org/wiki/Littrow-Spektrometer
https://en.wikipedia.org/wiki/%C3%89tienne_L%C3%A9opold_Trouvelot
https://fr.wikipedia.org/wiki/%C3%89tienne_L%C3%A9opold_Trouvelot

Trouvelot’s Astronomy
https://www.rawpixel.com/board/281166/trouvelots-astronomy-free-public-domain-astronomical-drawings
https://archive.org/details/trouvelotastron00trougoog/page/n2/mode/2up
https://en.wikipedia.org/wiki/%C3%89tienne_L%C3%A9opold_Trouvelot

Na koniec tej części zaznaczam i przypominam Czytelnikowi, nie „dziurę czasową”, a daty badań płaszczyzny ekliptyki, czyli nachylenie ziemskiej osi. Zgodnie z informacjami Wikipedii, w roku 1656 Jean-Dominique Cassini ustala podczas pomiarów dokonywanych w Bolonii – „płaszczyznę ekliptyki”. W roku 1743 Pierre Charles Le Monnier bada w Paryżu za pomocą gnomona położenie płaszczyzny ekliptyki. Stwierdza, że od pomiarów Cassiniego z roku 1656, zmieniała się płaszczyzna ekliptyki i położenie Gwiazdy Polarnej w Paryżu. Mamy 87 lat pomiędzy tymi pomiarami. Wydaje się, że pomiary Cassiniego są pierwszym takim pomiarem w historii astronomii.

Po 87 latach, coś zmusiło Le Monniera do sprawdzenia pomiarów Cassiniego. Jeżeli oś ziemska przestawiła się w okresie 1656 – 1743, to zmienił się widok widzianego nad Europą nieba („pojawiły się nowe gwiazdy”), inną gwiazdą była gwiazda na której „bezruch” kierowali się żeglarze. Zmieniły się „warunki brzegowe” do „liczenia orbit” planet i komet. Ustalić trzeba było „nowe gwiazdozbiory” i narysować nowe mapy nieba.

Przypomnę z poprzedniej części informacje z Wikipedii. Atlasy nieba tworzyli, dzielili gwiazdy na konstelacje i gwiazdozbiory, wprowadzali nowe nazwy gwiazd i gwiazdozbiorów w czasach historycznych: 1592 i 1612 ( Petrus Plancius), 1678 (Halley), 1688 (Kirch), 1690 (Heweliusz), 1743 i 1761 (Lemonnier), 1777 (Poczobutt), 1789 (Hell), 1775, 1795, 1798 i 1799 (Lalande), 1787 i 1801 (Bode) ,1844 (J. Herschel).

W roku 1835 matematyk i astronom amerykański Elijah Hinsdale Burritt wprowadził podział w istniejącym gwiazdozbiorze na gwiazdozbiory „zegar wahadłowy” i „zegar słoneczny”.

Wydaje się w tym momencie zrozumiała ilość powstających nowych atlasów nieba i tworzenie nowych gwiazdozbiorów…

PS, czyli dodatkowa uwaga do tematu „przestawienia się osi ziemskiej”, zaobserwowanej przez Le Monniera w roku 1743.

Jeżeli nastąpiła taka zmiana, to konsekwencją była zmiana pór roku. W skrajnym przypadku, lato było w okresie dawnej zimy, i na odwrót. O tym, że tak mogło być, świadczą dwukrotne „próby z kalendarzem rewolucyjnym” we Francji, które być może były jednym historycznym wydarzeniem, „podzielonym w czasie” na dwa wydarzenia historyczne. Ale o tym już pisałem i Czytelnik pewnie się z tym zapoznał, że okres początku-końca roku w tym kalendarzu był w okresie naszej jesieni.

Ale ślady całkowitej zmiany pór roku mamy w mitach o myśliwym Orionie i jego ukochanym psie, a dokładnie suczce o imieniu „Kanikuła”. Jak pisze Wikipedia: „Kanikuła (łac. canicula, dosłownie piesek) – pora roku w starożytnym Rzymie, w której Słońce znajdowało się w gwiazdozbiorze Psa. W tym czasie cesarz rzymski zarządzał zorganizowanie igrzysk.

Kanikuła to przenośna nazwa Syriusza, najjaśniejszej gwiazdy gwiazdozbioru Psa (obecnie Wielki Pies). Nazwę tę spotyka się i w późniejszych wiekach, np. znany zbiór poezji Jana Andrzeja Morsztyna nosi tytuł Kanikuła albo Psia Gwiazda.

Współcześnie terminu kanikuła używa się na określenie okresu upałów letnich.

W języku rosyjskim каникулы oznaczają wakacje.”

Plus polski słownik.

„kanikuła
.1. «okres letnich upałów»
.2. «lato, wakacje»
.3. «u starożytnych Rzymian: pora roku, w której Słońce znajduje się w gwiazdozbiorze Psa»”

Koniec krótkiego cytatu. Jak widać, dawno, dawno temu, w czasie gdy pojawiał się nocą na niebie gwiazdozbiór Oriona z jego wiernym psem „Kanikułą”, zaczynało się gorące lato.

Co dziwnym trafem, „od czasów greckich” przetrwało w literaturze i w kojarzeniu nazw w wielu językach, upalnego lata („psie dni”, Dog Days) z gwiazdozbiorem Oriona i Syriuszem.

A teraz jakoś tak mamy, że gdy widoczne są na nieboskłonie gwiazdozbiory Oriona i Wielkiego Psa, to czas mamy zimy a nie upałów…

Wikipedia tłomaczy ten paradoks w ten sposób. Koniec osi ziemskiej zatacza kręgi – okres: 26 tysięcy lat – zjawisko „precesji”. I jakieś 5-6 tysięcy lat przed naszą erą, wtedy gdy tworzono pierwsze gwiazdozbiory, jak stworzono gwiazdozbiór Oriona i jego Psa, najjaśniejsza gwiazda nieba, czyli Syriusz ((Alfa Canis Majoris, α CMa)), widoczna była wtedy gdy akurat była pora goracego lata. I tak się to ludziom utrwaliło na wieki wieków, że nawet gdy w wyniku precesji Wielki Pies (Kanikuła) i Orion stały się gwiazdozbiorami „zimowymi”, w językach wielu narodów określenia „Psie Dni” i „kanikuła”, stały się symbolem goracego lata i wakacji.

Cytat z niemieckiej Wikipedii: „Arabische Astronomen bezeichneten die in flirrender Sommerhitze besonders häufig erscheinenden Fata Morganen gar als den „vom Himmel tropfenden Speichel des Hundssterns.

Die Eigenbewegung des Sternbildes Canis Major und die Präzession der Erde sind dafür verantwortlich, dass sich die Zeit der Hundstage um etwa vier Wochen verlagert hat. In Deutschland kann der heliakische Aufgang des Sirius erst frühestens ab dem 30. August beobachtet werden und ist damit ein Zeichen für den nahenden Herbstanfang. Entsprechend der alten Tradition werden aber immer noch die heißesten Wochen des Jahres als „Hundstage“ bezeichnet. Das Gleiche gilt für französisch la canicule beziehungsweise spanisch la canícula, período canicular oder días de las canículas, was für „Hitze, Hitzewelle“ generell steht. Im Russischen bedeutet kanikuly „Sommerferien““.

Tego tematu dalej nie będę rozwijać, warto by Czytelnik zapoznał się z informacjami z Wikipedii…

https://pl.wikipedia.org/wiki/Kaniku%C5%82a
https://sjp.pwn.pl/slowniki/kaniku%C5%82a.html
https://en.wikipedia.org/wiki/Dog_days
https://en.wikipedia.org/wiki/Star_lore
https://de.wikipedia.org/wiki/Hundstage
https://es.wikipedia.org/wiki/Can%C3%ADcula

Podsumowanie podsumowania pierwszej części…

Do poprzedniego ustępu dodajemy paradoks „nawigacyjny”.

Do przeprowadzenia prac badawczych „mórz i oceanów”, czyli nanoszenia na mapy napotkanych wysp i lądów, oraz do nawigacji, potrzebne razem wzięte trzy elementy: almanach morski, sekstant i chronometr.

Kompas jest bardzo zawodnym i niedokładnym „wskaźnikiem” ogólnego kierunku w jakim płynie statek. Dysponując kompasem, można uprawiać jedynie „pływanie brzegowe”, można naszkicować „ogólny plan sytuacyjny” napotkanej wyspy, bez możliwości przypisania tej wyspie konkretnego miejsca na globusie. O zawodności kompasu będzie w kolejnych częściach. Tutaj, zaznaczam grubą czcionką istnienie niezrozumiałego paradoksu. Tak zwani „wielcy odkrywcy” pływają przez ponad 300 lat, dysponując jedynie bardzo zawodnym kompasem, bez wiedzy i pewności, że ten kompas będzie działał nie tylko na Atlantyku, ale i na Pacyfiku czy ogólnie, „półkuli południowej”.

A paradoks niezrozumiały to daty „wprowadzania nawigacji”. Poniżej kolejność chronologiczna – „oficjalna”.

A. – Morski almanach – pierwsze wydania 1679 (Francja – wydrukowano raz i potem nie wznawiano) i 1767 (Anglia). Po roku 1834 brytyjski Almanach publikuje tabele 57 wybranych gwiazd, przyjmując do wyliczeń za czas zerowy, czas południka przechodzącego przez Obserwatorium Astronomiczne Greenwich (Greenwich Mean Time). Amerykańska wersja Almanachu: pierwsze wydanie – rok 1852 z danymi na rok 1855.

B. – Opracowanie teorii i równań matematycznych służących do wyliczania almanachów i posługiwania się sekstantem: pierwsza połowa XIX wieku ( Legendre, Gauss – 1794, 1806 – 1819).

C. – Sekstant – pierwsze testy urządzenia, które jak się okazało należy przekonstruować – rok 1828

D. – Chronometr morski – produkcja od roku 1837

E. – Równikowy przyrząd pomiarowy (äquatorial, fernrohr ). Przyrząd do stworzenia dokładnej mapy nieba (oznaczenie położenia gwiazd: rektascencja i deklinacja) – 1854 (pomysł), 1860 (pierwsze, nie działające urządzenie), 1880 (prawdopodobnie pierwsze działające urządzenie).

Logiczna kolejność powinna być taka: B => C => D => E => A
lub B => D => E => C => A

https://pl.wikipedia.org/wiki/Deklinacja_(astronomia)
https://pl.wikipedia.org/wiki/Rektascensja

Kolejny mój komentarz, czyli „logiczna droga rozwiązywania problemów”…

Astronomia to nie tylko romantyczna obserwacja zjawisk zachodzących ponad naszymi głowami. Astronomia ma bardzo praktyczne znaczenie. Obecnie, wiele osób zrezygnowało z tradycyjnych map i bardzo często posługuje się urządzeniami wyposażonymi w odbiorniki sygnału GPS. Satelity, które nadają ten sygnał, co jakiś czas korelują swoje zegary, w związku z innym upływem czasu na orbicie i na powierzchni Ziemi. Dodatkowo, co jakiś czas, dokonywane są korekty ich orbit, w oparciu o dokładną „mapę gwiazd”. Do „czasów GPS-u”, w komunikacji morskiej, podstawą była nawigacja. Bez nawigacji, nie ma nie tylko stałych szlaków handlowych, nie ma morskich podróży „po morzach i oceanach świata”. Nie ma odkryć geograficznych i tworzenia map. Jest tylko pływanie po rzekach i uprawianie pływania wzdłuż widzialnych brzegów.

Powiedzmy, że grupa biznesmenów z Hamburga, postanowiła uruchomić szlaki towarowo-komunikacyjne, pomiędzy Europą a Indiami (Azją), Ameryką (Południową i Północną), oraz Australią.
Bo okazało się, że stosując kompas, błędy nawigacji są tak duże iż nie ma możliwości stworzenia „rozkładu jazdy” i planowania dostaw towarów.
Do rozwiązania tego problemu zostaje zatrudniona grupa naukowców. Po burzy mózgów i trwającej kilka lat wymianie korespondencji, naukowcy stwierdzają, że idealnym rozwiązaniem jest zatrudnienie na każdym statku odpowiednio przeszkolonego nawigatora, który za pomocą odpowiednich pomiarów, określał by aktualną pozycję statku i przeliczał przewidywany czas dopłynięcia do portu docelowego, wskazując kapitanowi kierunek podróży. Potrzebna do tego jest jedynie dokładna mapa gwiazd, dokładny zegar, trochę matematyki i odpowiedni przyrząd pomiarowy.

W tym celu, wpierw zidentyfikowano jakim rodzajem bryły obrotowej jest nasza planeta. Stworzono odpowiedni aparat geodezyjno-matematyczny, opisujący geometrię Ziemi. Następnie stworzono stosowne zasady metrologiczne (pomiarowe) i dokonano stosownych pomiarów. Dzięki tym działaniom, wprowadzono nowe jednostki metrologiczne (kilometr, mila morska) i nową „matematykę dziesiętną”. W kolejnym kroku, opracowano stosowne, dokładne zegary, w których długość wahadła odpowiada wzorcowej jednostce pomiarowej = 1 metr. Następnie, dzięki postępowi w metalurgii, zaczęto konstruować dokładne chronometry sprężynowe, tak dokładne i niezawodne, że można je było zabierać na pokłady statków.
Potem zabrano się za opracowanie przyrządu do pomiaru położenia ciała niebieskiego nad horyzontem. Po pierwszych próbach takiego sekstantu, kilka lat zajęło opracowanie jego udoskonalonej i nadającej się do powszechnego stosowania wersji.
W tym czasie, zegarmistrze pracujący nad niezawodnymi chronometrami i optycy pracujący nad sekstantami, musieli poczekać na mechaników, by ci zapewnili im odpowiednie i precyzyjne narzędzia: tokarki, szlifierki, śruby mikrometryczne, śrubki o standardowych gwintach. Hutnicy eksperymentowali z odpowiednimi brązami do odlewania łożysk do tych maszyn i mosiądzów odpornych na wodę morską.
Czekając na optyków, mechaników, hutników i zegarmistrzów, astronomowie nie próżnowali. Po długich kłótniach i naradach, uzgodnili i opracowali jednolite nazewnictwo obiektów na nieboskłonie i standardowy atlas nieba. A do wyznaczania przyszłych tablic almanachów morskich, wybrano szereg charakterystycznych gwiazd. Na południową półkulę wysłano kilka wypraw badawczych, by zaobserwowano i skatalogowano widziane stamtąd gwiazdy. Potem astronomowie czekali na optyków, by ci ostatni, dostarczyli im bezbarwne i przeźroczyste szkła do lunet, dzięki czemu powstały specjalne przyrządy celownikowe, pozwalające na uzyskiwanie dokładnych odległości kątowych pomiędzy gwiazdami. Wkrótce te przyrządy osiągnęły taką dokładność, że udało się zmierzyć nie tylko kątową średnicę Słońca, ale i paralaksę.
Mając uzgodnioną mapę nieba, zawierającą ujednolicone nazewnictwo gwiazd, umowne konstelacje służące do ich łatwego odszukiwania, a także dysponując pomierzonymi ich położeniami względem siebie i względem horyzontu w danym dniu i danym momencie – dzięki chronometrowi – można było wszystkie zebrane informacje przekazać matematykom. Ci, w ciągu kilku lat nieustannej pracy obliczeniowej, z pomocą wynalezionych suwaków logarytmicznych, stworzyli specjalne tablice, z dokładnym położeniem każdego wybranego obiektu nieboskłonu w danym momencie czasowym.
Następnie opracowano procedurę dokonywania pomiarów i otworzono szkoły, które zaczęły szkolić odpowiednich specjalistów – nawigatorów.

Wyszkolony nawigator, dokonując pomiaru wysokości danej gwiazdy lub Słońca nad horyzontem w danym dniu i dysponując dokładnym czasem w którym dokonano pomiaru, mógł za pomocą odpowiedniej tabelki określić bardzo precyzyjnie punkt w którym się się znajdował statek.

A taka „szybka orientacja w terenie”, umożliwiła kapitanom statków na rewolucyjne skrócenie szlaków morskich – „od portu A do portu B”.
Potwierdzeniem tego, że cały system mógł już zacząć funkcjonować około roku 1855, jest informacja z SA-1855, mówiąca sześciokrotnym skróceniu czasu podróży międzykontynentalnych (Londyn – NY), jaka nastąpiła w tym czasie.

Proszę zwrócić uwagę na to, że B&R (Badania i Rozwój), ZAWSZE są BARDZO KOSZTOWNE!

Ktoś musiał wydać ogromne środki finansowe na opracowanie sposobu pływania pomiędzy kontynentami „na skróty”. Ktoś nie tylko dysponował takimi pieniędzmi, ale musiał mieć wizję, że za kilkanaście – kilkadziesiąt lat, ta inwestycja wielokrotnie się zwróci!

Że pewna grupa kupców-inwestorów (lub państw) będzie miała za jakiś czas ogromną przewagę technologiczną (i handlową), nad innymi grupami kupców lub państw.

Jeżeli udało się nagle skrócić czas podróży z Londynu do Nowego Jorku sześć czy osiem razy, to znaczy, że co najmniej sześciokrotnie wzrosły zyski Europy z handlu z Ameryką!

To jest prawdziwa rewolucja! Szczególnie jak sobie przypomnimy z mojego „cyklu o parowozach”, że na koleje w tym czasie wydawano koszmarnie duże pieniądze, przy jednoczesnym braku zysków! Teoretycznie zyski z kolei obliczano na 4-5 % rocznie. Ale chyba nigdy i nigdzie się to nie udawało, bo to bankrutujące towarzystwa kolejowe doprowadzały do planetarnych kryzysów finansowych, jak w roku 1873.

Wydaje się, że niemal wszystkie wynalazki XIX wieku i wszelkie nowe pomysły jakie powstały przy opracowywaniu nowych wynalazków, są blisko związane z morską nawigacją.

I jakby przy okazji, astronomowie pooglądali sobie komety i odkryli nowe planety i planetoidy. Choć może to właśnie kometa była praprzyczyną tego skoku technologicznego…

Dodatkowe informacje i wykorzystane linki

Trochę humoru na koniec…


1673. Teleskop „powietrzny” Hewelisza – a raczej rodzaj lunety. Engraved illustration of a 46 m (150 ft) focal length Keplerian astronomical refracting telescope built by Johannes Hevelius.
Fig. AA from Machinae coelestis, 1673, by Johannes Hevelius (1611-1687). Typ 620.73.451, Houghton Library, Harvard University.

A to słynny Lewiatan…

Zdjęcie z 1880 ?.
The Leviathan in 1885, a 1.8 (6 foot wide/ 72 inch)) aperture metal-mirror reflecting telescope in Ireland
The Leviathan of Parsonstown, the 6 foot telescope of William Parsons, 3rd Earl of Rosse (1800-1867). The photo also features Lawrence Parsons, 4th Earl of Rosse (1840-1908). Taken at Birr Castle, Parsonstown, Offaly.

Inne obrazki pokazujące „Lewiatana”

Jedno z dwóch istniejących w muzeum zwierciadeł Lewiatana

Plus do uważnego poczytania „Kometa czyli mniemany koniec świata”.
Autor polemizuje z innymi autorami, szczególnie z artykułem z krakowskiego „Czasu”. Inne gazety, tak jak „Czas”, przepowiadają, powołując się na jakichś naukowców, „koniec świata”, jaki miało spowodować zderzenie z kometą w dniu 13.06.1857. Autor twierdzi, że naukowcy niemieccy nic nie wiedzą o takiej komecie, więc jak niemiecki naukowiec coś twierdzi, to tak ma być, a zapowiadane „przekręcenie się planety” nie nastąpi i bać się nie należy. Cudny tekst! Wyżej cytowałem Wikipedię która pisze o panice światowej wywołanej wyliczeniem Hinda i mającej uderzyć w Ziemię komecie w czerwcu 1857 – co nie nastąpiło…

Proszę zauważyć, że dla nas, żyjących w XXI wieku, przelot komety to „atrakcja obserwacyjna”. Dla społeczeństw XIX wieku, pojawienie się komety było zwiastunem mogącej nadciągnąć tragedii. I ludzie byli całkowicie przekonani, że katastrofy wywołane przez kometę są całkowicie realne, a chyba najbardziej się bali „fikołka Ziemi” jak w efekcie Dżanibekowa, lub nawet zwyczajnego „przestawienia się osi ziemskiej”. Co z kolei dla nas jest pomysłem zupełnie absurdalnym…

Autor: Fryderyk Henryk Lewestam
Data wydania: 1857
Wydawnictwo: W. Rafalski
Drukarz: Drukarnia braci Hindemith
Miejsce wyd. – Warszawa

https://pl.wikisource.org/wiki/Kometa_czyli_mniemany_koniec_%C5%9Bwiata/ca%C5%82o%C5%9B%C4%87

Dodatkowe linki

https://en.wikipedia.org/wiki/Comet_Donati
https://fr.wikipedia.org/wiki/C/1858_L1_(Donati)
https://commons.wikimedia.org/wiki/Category:Comet_Biela
https://en.wikipedia.org/wiki/Near-Earth_object
https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Ward_-Com%C3%A8te_de_1858.jpg?uselang=fr
https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Com%C3%A8te_Donati
%C3%A0_Paris.jpg?uselang=fr
https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Image_taken_from_page_258_of_%27L%27Espace_c%C3%A9leste_et_la_nature_tropicale,description_physique_de_l%27universpr%C3%A9face_de_M._Babinet,_dessins_de_Yan%27_Dargent%27(11052351984).jpg?uselang=fr
https://fr.wikipedia.org/wiki/Emmanuel_Liais
https://fr.wikipedia.org/wiki/C/1874_H1_(Coggia)
.https://en.wikipedia.org/wiki/File:Comet_Coggia,1874.jpg
https://en.wikipedia.org/wiki/Robert_Stawell_Ball
https://en.wikipedia.org/wiki/Great_Comet_of_1811
https://en.wikipedia.org/wiki/William_Henry_Smyth
https://en.wikipedia.org/wiki/Comet_Encke
https://fr.wikipedia.org/wiki/Grande_com%C3%A8te_de_1881
https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Trouvelot
The_great_comet_of_1881-_1881.jpg?uselang=fr
https://en.wikipedia.org/wiki/Pierre_Janssen
https://fr.wikipedia.org/wiki/David_Gill

K O N I E C części 5 (V) i całego rozdziału „A”

Dalszy ciąg znajduje się tutaj:

vvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvv

ʘ ʘ ʘ ʘ ʘ ʘ ʘ ʘ ʘ ʘ ʘ ʘ ʘ ʘ

Zgodnie z sugestiami Czytelników, tym którym podoba się moja „pisanina”, umożliwiłem składanie osobistych podziękowań…

Można podziękować poprzez portal „Patronite”:

https://patronite.pl/blogbruska

Lub przez PayPal:

blogbruska@gmail.com

ʘ ʘ ʘ ʘ ʘ ʘ ʘ ʘ ʘ ʘ ʘ ʘ ʘ ʘ

vvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvv

= = = = = = = = = = = = = = = = = =

Do tłumaczenia tekstów można stosować na przykład:
http://free-website-translation.com/

= = = = = = = = = = = = = = = = = =

♫ – OFF TOPIC – SPIS TREŚCI tematów „OT”
https://kodluch.wordpress.com/2018/03/16/%e2%99%ab-off-topic-spis-tresci-tematow-ot/

https://kodluch.wordpress.com/about/

= = = = = = = = = = = = = = = = = =

 

6 uwag do wpisu “♫ – OFF TOPIC – Katastrofa według Andrieja Stiepanienki w świetle XIX-wiecznych informacji źródłowych. Część V rozdziału A

  1. Brusku rozważania na temat „teorii eteru” opierające się o dziewiętnastowieczne hipotezy „stacjonarnego” eteru należałoby moim zdaniem nieco zmodyfikować. Pod koniec XXw. ukazała się bowiem opracowana przez Władimira Akimowicza Acukowskiego (Владимир Акимович Ацюковский) genialna Teoria Eterodynamiki , w której wychodzi on z założenia , że eter nie stanowi statycznego środowiska lecz jest substancją gazo-podobną będącą w ruchu, omywającą układ słoneczny i naszą Ziemię z dużą szybkością. Na bazie tej teorii opracował jednolitą teorię pola (którą długie lata ,zupełnie nieskutecznie próbował rozpracować Einstein), tudzież opisał wiele paradoksów niewytłumaczalnych na gruncie oficjalnej fizyki (np. zjawisko spontanicznej kreacji protonów, zamiany swobodnych neutronów w protony po kilkunastu minutach, ciągłego rozrastania się Ziemi itd). Z oczywistych względów tzw. „oficjalna nauka” zupełnie ignoruje Teorię Eterodynamiki – dyskutować merytorycznie by ją obalić nie są w stanie , a przyjęcie jej skutkowałoby wyrzuceniem na śmietnik prac fizyków z ponad stu lat – poczynając od obu „objawień ” Einsteina. Wszystkim mającym przygotowanie merytoryczne i znającym język rosyjski gorąco polecam zaznajomienie się z pracami Władimira Akimowicza Acukowskiego – szczególnie inżynierom. Dla uproszczenia podaję link do biblioteki online skąd można ściągnąć sobie jego prace
    http://publ.lib.ru/ARCHIVES/A/ACYUKOVSKIY_Vladimir_Akimovich/_Acyukovskiy_V.A..html
    Na Youtubie można znaleźć cykl jego wykładów – w sumie kilkanaście godzin.
    Naprawdę warto ich wysłuchać

    Polubione przez 1 osoba

    • Dzieki za linki, duzo tego bedzie do poczytania w dlugie zimowe wieczory. Generalnie uwazam, ze obecna fizyka opisuje szczegolna superpozycje i jest bardzo daleka od praw uniwersalnych. Sadze rowniez ze na przelomie XIX i XX wieku rozpoczela sie silna cenzura w zakresie rozwoju nauki i utrwalanie pewnych praw jako zupelnie niepodwazalne. Obecnie natomiast jest bardzo silny atak na edukacje zeby nie ksztalcic zbyt blyskotliwych ludzi ktorzy mogliby otworzyc nowe horyzonty nauki vide system edukacji powszechnej np. w juesej.

      Polubione przez 1 osoba

Dodaj komentarz

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s