♫ – OFF TOPIC – Miasta 2 (O miejskich murach… )



Panorama Krakowa. 1618… Test na spostrzegawczość Czytelnika.
Oryginalny skan: https://www.davidrumsey.com/luna/servlet/detail/RUMSEY~8~1~301655~90072647:Vol-VI–41A–Cracovia-Metropolis–K?sort=pub_list_no_initialsort%2Cpub_date%2Cpub_list_no%2Cseries_no#

♫ – OFF TOPIC – Miasta 2 (o miejskich murach…)

Wstęp i jednocześnie rozwinięcie o murach miejskich…

Święta Wikipedia definiuje miasto w ten sposób:

„Miasto (od prasłow. „местьце”, „mě́stce” – „miejsce”) – historycznie ukształtowana jednostka osadnicza charakteryzująca się dużą intensywnością zabudowy, małą ilością terenów rolniczych, ludnością pracującą poza rolnictwem (w przemyśle lub w usługach) prowadzącą miejski styl życia.

W różnych państwach kryteria miejskości są różne, najczęściej są to kryteria ludnościowe bądź administracyjnoprawne (prawa miejskie).

W wiekach ciemnych i okresie archaicznym głównym czynnikiem powstawania miast było porzucanie przez ludzi i osiedlanie pod ochroną znaczącej świątyni (okręgu kultowego) lub twierdzy. Miasta takie cechuje nieplanowy rozwój, przez co nie mają jasno wytyczonych granic i umocnień, oddzielenie i niepowiązanie planistycznie agory, zabudowań świątynnych (często umieszczonych poza obrębem właściwego miasta, na akropolach) i domostw, których lokalizacja zależała od korzystnych warunków topograficznych, oraz prostota, wręcz prymitywizm, budynków mieszkalnych.

W 1. poł. V w. p.n.e. Hippodamos z Miletu (prawdopodobnie; jego autorstwo nie jest pewne) opracował nowy układ urbanistyczny, zwany systemem hippodamejskim. System uwzględniał warunki naturalne, perspektywiczny rozwój i funkcjonalność miasta. Obszar przyszłego miasta o wyraźnie zakreślonych granicach dzielono głównymi arteriami wytyczonymi wzdłuż osi północ-południe i wschód-zachód na kwartały. W centralnie usytuowanej części miasta lokowano ośrodek administracyjno-handlowy (agora) i kultowy (akropol), pozostałe kwartały zapełniała zabudowa mieszkalna. Miasto uzupełniał m.in. teatr lokowany w kotlinie na zboczu. Główne i boczne ulice krzyżowały się pod kątem prostym, tworząc geometryczną regularną siatkę. System ten, opierający się na demokratycznej zasadzie równości, był podstawą greckiej urbanistyki aż do pocz. naszej ery, powrócono do niego także w czasach nowożytnych – większość nowo zakładanych miast w Ameryce Północnej od XVII do XX wieku także posiada regularną, hippodamejską siatkę ulic.

W starożytnym Rzymie, z połączenia wzorców etruskich i greckich, wykształciła się forma tzw. castrum Romanum – warownego obozu wojskowego wznoszonego według ściśle określonego planu, mającego kształt kwadratu lub prostokąta, otoczonego zawsze fosą i wałem, często też murem lub palisadą, z czterema bramami. Przy tego typu obozach powstawały osiedla canabae, które często przeradzały się stopniowo w miasta. Castra Romana dały początek takim m.in. Kolonii, Wiedniowi, Paryżowi czy Reims, będąc po rozbiórce wszelkich fortyfikacji jądrem miast średniowiecznych. Zgoła odmiennie sytuacja przedstawiała się w już istniejących miastach, których struktura narastała przez lata, jak np. w Rzymie, gdzie mimo różnych przekształceń układ przestrzenny pozostał nieregularny. Centrum każdego rzymskiego miasta stanowiło tzw. forum, które w odróżnieniu od greckiej agory było nie tyle placem targowym, ile pełniło funkcje reprezentacyjne – przy nim lokowano najważniejsze gmachy publiczne, główne świątynie itp. ”

Dalej nie będę cytował, możecie Państwo te brednie poczytać sami w oryginalnym źródle:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Miasto

Streszczę krótko w ten sposób. Od najdawniejszych czasów miasta powstawały wokół świątyń i w celach handlu. (Wiemy z poprzednich odcinków, że w „świątyni” zawierano umowy handlowe i tam przechowywano „umowy notarialne” – po to właśnie powstawały te budowle.)

Do obrony przed „napadającymi”, miasta były otaczane murami obronnymi na wzór otoczonego palisadą rzymskiego warownego obozu wojskowego „castrum Romanum”.

I od tych „starożytnych czasów” nie było żadnych zmian przez ponad tysiąc lat, by dopiero po wojnach włoskich (1494-1559) wprowadzić w końcu udoskonalenia, związane z rozwojem techniki wojskowej.

Okazało się że nastąpił taki rozwój artylerii, że „budować zaczęto twierdze, zastępując mury wałami ziemnymi a baszty – bastionami.”

Tak zaczęły powstawać „miasta-twierdze” oraz „zamki gwiazdy”.

Teoretyczne podstawy budowy takich systemów murów miejskich stworzył niejaki „Sébastien le Prestre de Vauban (ur. 15 maja 1633 w Saint-Léger-de-Foucheret, zm. 30 marca 1707 w Paryżu) – francuski inżynier wojskowy i architekt, marszałek Francji oraz ekonomista. Twórca nowego systemu budowania i zdobywania twierdz, który obowiązywał w Europie ponad półtora wieku.”
https://pl.wikipedia.org/wiki/S%C3%A9bastien_Le_Prestre_de_Vauban

Podsumowujemy oficjalną wiedzę. Przez ponad tysiąc lat otaczano miasta MURAMI, a w pierwszej połowie wieku XVI stwierdzono, że te mury są za słabe na ówczesną artylerię i pomyślono, że na te kule armatnie lepszy jest nie prosty, kamienny czy ceglany mur, ale WAŁ ZIEMNY, w kształcie opracowanym w drugiej połowie XVII wieku – prawie sto lat później!!!

Potem upiększono i wzmocniono te WAŁY ZIEMNE za pomocą oblicowania ich kamieniami lub cegłami – a nawet GLINĄ – patrz na końcu dopisek o zamku w Rzeszowie. I taki system budowania murów miejskich obowiązywał przez kolejne PÓŁTORA WIEKU, czyli do roku 1850.

W ten sam sposób budowano WSZYSTKIE FORTYFIKACJE od XVIII wieku począwszy, aż do I Wojny Światowej (patrz Twierdza Przemyśl). W ten sam sposób budowano „mury obronne” wszystkich „palazzo in fotezza” czyli pałacu-zamku, zwanego też „zamkiem gwiazdą”: SYPANO WAŁ ZIEMNY i OBLICOWYWANO KAMIENIAMI.

Zgłaszam wniosek formalny, by autorom tych bredni pomocy medycznej udzielił lekarz psychiatra, a pomocy fachowo-teoretycznej, zwykły Pan Józio, co na co dzień obsługuje betoniarkę, jako pomocnik murarza!

Dodam, że Pan Józio jest też ekspertem od czasoprzestrzeni, bo nie raz kopał rów od muru do godziny trzeciej po południu!

A teraz zaglądamy do drugiej w kolejności polskiej encyklopedii, z roku 1777, którą napisał watykański uczony, klasy europejskiej.

Tu dodam, że cytując polskie dzieła z XVIII i XIX wieku ja nie kpię z głupoty i prymitywizmu „polskich uczonych”. To wszystko byli ludzie, którzy podróżowali wiele po Europie, studiowali lub wykładali na zachodnich i „papieskich” uniwersytetach. Wiedza którą prezentują nie jest wiedzą z jakiegoś „Krakowa czy Berdyczowa” które leżą w dalekiej Azji za Uralem, ale jest odzwierciedleniem najnowszych zdobyczy nauki i wiedzy ich czasów!

Dlatego też końcem XVIII wieku odkrywają barometr rtęciowy, osioł jest dla nich nieznaną „bestią mityczną”, w przeciwieństwie do konia którego każdy zna (trzeba tylko wiedzieć że „koniem” nazywano „osła”) i do początku XIX wieku nikt nie słyszał o maszynach parowych! A „stal” to meteorytowe żelazo, którego szuka się kijem zakończonym żelaznym końcem…

„Krótkie zebranie zarzutów ciekawych o rzeczach tego świata pod, zmysły nam podpadających i je zadziwiających ku pożytkowi młodzi zwięzłemi odpowiedziami ułatwione – rozdz. o świecie, jego właściwościach fizycznych, geograficznych, atmosferycznych, o wodzie itp., Józef Iwanicki, Berdyczów (1777).”
https://pl.wikipedia.org/wiki/Polskie_encyklopedie
https://pl.wikipedia.org/wiki/Polskie_encyklopedie_og%C3%B3lne
https://pl.wikipedia.org/wiki/J%C3%B3zef_Iwanicki_(1744-1830)

Wśród takich ciekawych informacji, których parę wrzucam niżej, znajdujemy perełkę.

Mianowicie, na stronie 99 (113 strona skanu) nasz europejski uczony ksiądz, choć ze Lwowa i Berdyczowa, informuje Czytelnika, że proch wymyślił w roku 1330 Niemiec Bertchyldus Niger. Eksperymentując z ubijanym proszkiem, wynalazł też moździerz, który nazwano po polsku „strzelbą”.

Naukowiec dodaje, że „Ogień Grecki” wymyślił niejaki Kalimachus. Stosowali ten wynalazek Rzymianie, oraz „Konstantyn Wschodni Cesarz”, a potem też „Hugo, król Francji” – wszyscy używali go w walce przeciwko Saracenom. Europejskiej klasy specjalistą od „ognia greckiegoczyliogni sztucznych” był „Kazimierz Sieminowicz, hrabia Litwin, dawny generał artylerii Królestwa Polskiego”.

Za chwilę wrócę do opowieści o murach, teraz w celu ubarwienia tekstu dodaję smakowitości z encyklopedii z roku 1777.

Znajdujemy tam definicję „stali”. A więc „stal” to magnetyt, czyli bryłki żelaza, takie które mogą być kompasem, i z nich robi się stal. Inaczej mówiąc, „stal” to żelazo wytopione z rudy magnetytowej (meteorytowej?) – czyli bryłek magnetytu. Dlatego też szuka się ich chodząc z kijem, który ma na końcu kawałek zwykłego żelaza.

Około roku 200 p.n.e. wymyślono w Rzymie kompas.

Klepsydrę wynaleziono w tym samym czasie co kompas, dokładnie to w roku 159 p.n.e. – zaś „zegary kołowrotowe” wymyślono w Niemczech w roku 1530.

Dzwony wynaleziono w Kampanii we Włoszech w roku 400 (chyba „naszej ery”). Wynalazku dokonał „biskup Paweł Nolański”. Od miejsca ich wynalezienia, dzwony nazywamy teraz „Campana”.

W czasach powstania tej encyklopedii nastąpił najwyraźniej postęp w budowie zwierciadeł wklęsłych i wypukłych. Dawniej Archimedes za pomocą zwierciadeł palił wrogie statki, a w XVIII wieku używa się ich w sposób pokojowy i przemysłowy do „topienia kruszców”.

Pierwszy rodzaj papieru wyprodukowano w Rzymie około roku 508 (trudno określić w naszej czy poprzedniej erze). Wytwarzano ten „papier” bijąc młotami skóry bydlęce na rodzaj papieru. Później tę samą technologię zastosowano w Aleksandrii – zaraz po założeniu tego miasta. „Bito młotami sitowie” otrzymując rodzaj papieru.

Druk wynalazł niemiecki mistrz Jan Faust wraz z uczniem Piotrem Schoffterem. Niestety, nie podano daty powstania tego wynalazku. Nie zdziwił bym się, gdyby się okazało, że Gutenberg „zapożyczył” sobie ten znany od kilkuset lat pomysł, lub okazał się postacią mityczną.

Wracamy do murów. Jeżeli uznamy za prawdziwą informację o wynalezieniu prochu w roku 1330, to wydaje się zupełnie nieprawdopodobny, tak powolny rozwój moździerzy, czyli „strzelb”. Bo dopiero po 150 latach zauważono, że kamienne i ceglane, wielometrowej grubości mury miejskie są za słabe na artylerię (czyli moździerze, zwane po polsku „strzelbami”).

A znów kolejne niemal 100 lat zajęło na opracowanie wynalazku, polegającego na usypaniu wokół miast wałów ziemnych, które miały chronić miasto przed ogniem artylerii, lepiej jak 4-metrowy mur używany powszechnie od ponad tysiąca lat.

Jedynym, logicznym wytłumaczeniem wydaje się to, że te „strzelby – moździerze” były tak kiepskie, że wystarczyło usypać wał ziemny, by zwiększyć odległość między strzelającą „strzelbą” a pierwotnym, kamienno-ceglanym miejskim murem.

Dodam – a raczej przypomnę – że na Wystawie Światowej w Wiedniu, w roku 1873 chwalono się odlaniem największego na świecie „kawałka żeliwa”. Miał on masę 52 ton i powstał w Zakładach Kruppa poprzez jednoczesne zlanie w jedno miejsce ŻELIWA z 1800 sztuk „wielkich pieców”. Skąd wiadomo, że maksymalna wydajność (masa) jednego wytopu metalu w roku 1873 to 30 kg! Stąd można domniemywać, że ówczesne „armaty” miały maksymalną masę 30 kg.

Istnieje też inne wytłumaczenie, które podpowiada Vaduhan-08. Polecam dyskusję w poniższym linku oraz wszystkie wpisy Mistrza Wadima.

Vaduhan-08 sugeruje, że może było zupełnie inaczej?

Wpierw wokół miast sypano zwyczajne wały ziemne, a dopiero dużo później obudowywano miasta murami z kamienia i cegieł? Wydaje się to całkiem logiczne i zgodne z rozwojem technologii.
https://vaduhan-08.livejournal.com/385705.html

Ja bym poszedł jeszcze dalej niż Pan Wadim i zapytał się, PO CO budowano wokół miast jakieś mury? Przed „nieprzyjacielem”?

Jak opisałem „bajkowo” w poprzedniej części, miasta powstawały na WYDZIERŻAWIONYM terytorium, NALEŻĄCYM do lokalnej społeczności – komuny. Z opłaty za dzierżawę, „komuna” miała czysty zysk – dopływ srebrnej monety, lub dopisywany dochód do swojej hipoteki.

Miasto „rzeczników -handlowców – obcych” było całkowicie uzależnione od dostaw żywności z otaczających je wsi. Kilkudniowa przerwa w dostawach zboża „ze wsi’ powodowała głód w mieście. Z drugiej strony, istnienie miast, tych „wydzielonych stref ekonomicznych”, było impulsem do zwiększania produkcji zboża przez „rolników” i wzrostu pogłowia bydła przez „pastuchów”. Żaden interes „głodzić miasto”. Należało go chronić i bronić!

A jaki to „nieprzyjaciel” mógłby zagrozić naszemu miastu? Inne miasto, leżące w dół czy w górę rzeki, o jeden dzień płynięcia łódką? Związane z „naszym” miastem „przymierzem ludzi rzeki”?

A może „inna społeczność”, mająca tereny nad sąsiednią rzeką? Gdyby takiej „drugiej społeczności”, znajdującej się „nad sąsiednią rzeką” przyszło do głowy wybierać się na „zdobycie” miasta, to kto to miał zrobić? Odwołani od obowiązków „rolnych” chłopi? Czym mieli by walczyć, cepami czy drewnianymi widłami? A przechodząc przez tereny społeczności wokół miasta musieliby zdobywać jedzenie „na naszej społeczności wiejskiej”. Przecież nikt by sobie na to nie pozwolił! Wszak grupka „wiejskich chłopaków” do dziś potrafi walczyć na pięści i sztachety po jakimś nieporozumieniu z „obcymi z sąsiedniej wioski”, którzy przyjechali na wspólną zabawę, ale ośmielili się zalecać za bardzo do „naszych” dziewczyn! A daję słowo, że kilku zdenerwowanych i podchmielonych „naszych”, którzy „bronią honoru wsi” to „większa i mocniejsza armia” niż cały stadion współczesnych „kiboli” piłkarskich! Nie obrażając ani „kiboli” ani „wiejskich chłopaków”, broniących „honoru swojego terenu i swoich kobiet”.

A więc po co otaczano miasto wpierw wałami ziemnymi a potem murami?

Odpowiedź znają historycy, którzy mają dostęp do oryginalnych „praw miejskich”. Założę się o duże pieniądze, że któreś z tych praw – prawo lubeckie, „fryburskie”, magdebursko-teutońskie, chełmskie, polskie, śląskie czy pruskie – powinno jasno określać dodatkowy obowiązek miasta wobec społeczności która wydzierżawiła teren pod miasto.

Tym obowiązkiem było właśnie odgrodzenie się przez miasto od okolicznej społeczności poprzez zbudowanie odpowiedniej przegrody!

Wszak w mieście mieli zamieszkać „obcy”. A my dzierżawimy w naszym domu jedno pomieszczenie i nie chcemy by dzierżawca nas zdominował ani narzucał nam swych zwyczajów! Niech zrobi sobie osobne wejście, nie śmieci, nie hałasuje, a to co robi w wydzierżawionym od nas pokoju to nas nie interesuje. Dopóki nam za wynajęty pokój płaci!

Nie chcemy by jakimiś „cudzoziemskimi zwyczajami” deprawował nas i młodzieży z naszego domu!

Bo po prostu, miasto to było swoiste „getto”, otoczone murami miejsce, które wynajmowano dla prowadzenie działalności gospodarczej prowadzonej przez „obcych”. Kropka!

Wikipedia zawsze dziewica pisze tak:

„Getto – odizolowana część miasta, przeznaczona dla zamieszkania mniejszości narodowej, etnicznej, kulturowej bądź religijnej, poza którą nie wolno tejże społeczności zamieszkiwać. Od średniowiecza do XX wieku przez getto rozumiano wydzielony obszar miasta, zamieszkany przez Żydów lub przedstawicieli innych narodów. W wielu europejskich miastach do XIX wieku getta pozostawały dla Żydów i innych mniejszości przymusowym miejscem osiedlania.

W państwach okupowanych przez III Rzeszę w czasie II wojny światowej władze okupacyjne tworzyły zamknięte i strzeżone getta, w których przymusowo osiedlano ludność żydowską z danego terenu. Getta te były zazwyczaj otoczone strzeżonym od zewnątrz murem i całkowicie zależne od dostaw żywności oraz energii. Utworzenie gett było pierwszym etapem Zagłady Żydów, zaplanowanej i przeprowadzonej przez nazistów.

Getto w ujęciu socjologicznym to wyodrębniony obszar w przestrzeni miejskiej, który można opisać za pomocą specyficznych, jemu tylko przynależnych cech.

Idea odseparowania Żydów od innych narodowości zrodziła się wśród żydowskiej diaspory już w starożytności. W średniowieczu w chrześcijańskiej Europie dążenie do odseparowania było obustronne. Getta żydowskie zakładano w II połowie XVI wieku prawie we wszystkich miastach włoskich należących do papieża. W gettach powstawały pierwsze synagogi; wcześniej Żydzi nie mogli ich budować ze względu na obowiązujący ich zakaz posiadania ziemi na własność. Życie społeczne w obrębie odseparowanego getta, w którym, jak w miastach włoskich, zetknęli się ze sobą Żydzi Sefardyjscy i Żydzi aszkenazyjscy, wykształciło odrębną i bogatą kulturę żydowską.”
https://pl.wikipedia.org/wiki/Getto

Widzimy więc, że nawet Ewangelia Świętej Wikipedii, łączy w jedno zjawisko: powstawanie miast, korporację rzeczników – handlowców, oraz „getta”.

Tylko, że moim zdaniem „handlowcy” różnych „wyznań” i „korporacji handlowych” (jedne miały w herbie znak masztu z rejami, inne dwa trójkąty lub złączone dwa kwadraty – bo i takie znaki znajdujemy często w naszych miejskich „kościołach – sądach”) sami się zamykali w „gettcie miasta”, bo „idea odseparowania Żydów od innych narodowości zrodziła się wśród żydowskiej diaspory już w starożytności”.

Rolnicy i przemysłowcy tego nie wymyślili!

Pomysł „odseparowania się murami” powstał „u handlowców”.

Pewnie wyglądało to tak.

Grupa wioskowych rybaków, już „rzeczników” ale jeszcze związanych „kontraktem rodowym” z „resztą społeczności na brzegu”, i jeszcze nie „handlowców”, zgłasza się do wybranego jak zawsze w drodze głosowania, „pierwszego sekretarza komuny nadrzecznej”, z prośbą o to by rozbudować przystań i by sprowadzić tam znajomych rzeczników morskich, tych co mają fajne logo z masztem i rejami.

Sekretarz robi okrągłe oczy. Coooo? Wy jesteście „nasi” choć wam lekko na tej rzece odbija i rzuca się na mózg z nowymi pomysłami. Naprawdę chcecie sprowadzić na NASZ BRZEG tych pokurczów, co mają takie dziwne zwyczaje, a mieszkają w górze lub w dole rzeki? Przecież oni nam zdeprawują młodzież! Po co nam nowe zwyczaje, po co nam nowe narkotyki jakie rozprowadzają w swych „świętych opłatkach” i „kadzidłach” ci od „masztu z reją”? Jak nasza młodzież potrzebuje „się sztachnąć” na wiejskiej zabawie, to mamy od groma posadzonej konopii, z której robimy zimą płótno! Wystarczy wyjść za dom, sobie narwać i wysuszyć na piecu! Nie będziemy płacić aż dziesiątej części naszych zbiorów (bo słyszałem że takie są ceny tych nowych narkotyków) – za to by się sztachnąć w tej waszej nowej świątyni!

Ale rybacy uspokajają. „Nie będzie tak źle”.

„Jak zawrzemy umowę o wydzierżawieniu przystani, to my w tej umowie się zobowiążemy, że wybudujemy szczelną palisadę, a na niej będą dzień i noc dyżurować nasi strażnicy, tak by mysz się nie przecisnęła w jedną czy druga stronę! W ten sposób zagwarantujemy i zadbamy o to, by nasi nie chodzili na dziewki do was, a wasi nie chodzili do naszych świątyń, by sobie za darmo powdychać kadzidła. Interes jest interes! Nic za darmochę!”

I tak to było z powstaniem miast i palisad, a potem wałów ziemnych, by skończyć na murach z kamienia i cegły.

Bajeczka jest całkiem prawdopodobna, szczególnie jak się na nowo spojrzy na wały „miasta-gwiazdy” oraz sposób budowy murów „obronnych” od strony miasta.

My to mamy stale przed oczami, ale tego nie widzimy!

To jest dokładnie tak jak ze słynnym „Chińskim Murem”. Odwiedziło go miliony turystów, ale dopiero jakiś jeden, konkretny człowiek, zauważył, że ten mur jest tak skonstruowany, że żadną miarą nie mógł bronić „pokojowo nastawionych Chińczyków” przed „hordami dzikich Mongołów”.

Jego budowa wskazuje na to, że służył do ochrony Imperium Tartarii syberyjskiej przed „dzikimi Chińczykami”. Koniec, kropka, amen!

Dokładnie tak samo wygląda z „murami miejskimi”. One nie broniły „cywilizowanych mieszkańców miast” przed hordami dzikich, wiejskich barbarzyńców z okolicy. Mieszkańcy miast wznosili te mury by „dzika miejska stonka” nie zmieniła obyczajów stojących wyżej w rozwoju mieszkańców okolicy. Bo każdy występek mieszkańca miasta był srogo karany przez społeczność „wiejską”.

Przypomnę z poprzedniego odcinka, że do czasu uchwalenia sejmowej ustawy o miastach (18 kwietnia 1791), mieszkańcy miast nie mieli prawa do nietykalności osobistej oraz mogli być więzieni bez wyroku sądowego.

Mówiąc prosto: wyszedłeś poza teren „miasta-getta” i naruszyłeś nasz miejscowy zwyczaj – mogą cię wstępnie za obrazę naszych „uczuć religijnych” obić po mordzie, a dodatkowo, jak już ludność ci wszystko wytłumaczy pięściami, to pójdziesz bez wyroku do naszego więzienia!

Prawo było proste i jednoznaczne! Obowiązywało we WSZYSTKICH miastach Rzeczpospolitej Obojga Narodów (Królestwo Polskie i Wielkie Księstwo Litewskie).

Prawdopodobnie, obowiązywało to prawo we wszystkich miastach Europy i całego świata!

Obcy z miasta to OBCY, więc powinien siedzieć w mieście dla swojego bezpieczeństwa!

To dla ochrony SWOICH mieszkańców przed „linczem miejscowych”, miasta budowały wały a potem wysokie mury! Strach przed ogniem armat można sobie schować do czasu uruchomienia rzeczywistej produkcji prochu z saletry sprowadzanej z Ameryki Południowej oraz Indii w wieku XIX. I do czasu aż opanowano odlewanie większej masy metalu niż „jednorazowe 30 kg odlewy” – czyli do roku 1873. Bo „30 kilogramowym działem – strzelbą” to można było sobie dopiero w roku 1873 postrzelać na wiwat, a nie „iść na jakąś wojnę” z murami miasta!

Ale wróćmy do „wałów ziemnych” w kształcie tych „wielobocznych gwiazd”. Jeżeli na tych najbardziej wystających, położonych najdalej od miasta „elementach” znajdował się JEDEN CZŁOWIEK (na każdym takim bastionie), to ten jeden człowiek na pewno nie obroni miasta, ale za to będzie miał doskonały widok na przyległe dwa wały. On widzi je niemal pod kątem prostym, jakby obserwował „od strony wsi”. I taki JEDEN STRAŻNIK może w przypadku, gdy jakiś miejski podrostek o gorącej krwi, spróbuje sforsować mur by pozalecać się do panny ze wsi – albo go ostrzec, albo krzyknąć na pomoc, albo po prostu posłać do niego strzałę z łuku!

Mało tego! Przeglądnąłem bardzo dużo „średniowiecznych” i „odrodzeniowych” grafik z planami i panoramami miast. Na wielu tych grafikach, te wysunięte bastiony „gwiazdowe” są używane do ustawienia na nich wiatraków do mielenia mąki!

I jest to całkowicie logiczne i naturalne!

Wróćmy do naszej bajeczki o społeczności wspólnej (mówiącej jednym narzeczem – „pospolitą rieczą” – od „речь” czyli „mowa” stąd „rzecz pospolita”), zasiedlającą WSPÓLNĄ ziemię, ale która zaczyna się dzielić na „specjalności” – przemysłowców, rolników i rybaków.

Rybacy stają się „ludźmi rzeki”, czyli „rzecznikami”. Potem chcą zostać „handlowcami” i proponują „braciom z wioski” że wydzierżawią port i postawią kilka dodatkowych domów.

Wioska się zgadza, pod warunkiem, że handlowcy otoczą powstające miasto, na małym wydzierżawionym terenie, wysoką palisadą. Ale budowa takiej palisady na początku jest skomplikowana, wymaga poproszenia o pomoc zarówno rolników jak i przemysłowców. Więc handlowcy proponują, że może szczelną palisadę to zbudują trochę później, a teraz to usypią ładny wał ziemny i postawią na rogach tego czworokątnego wału dyżurnych, którzy będą pilnowali by jakiś „miastowy” nie poszedł „w pola”…

Wioskowi się trochę krzywią, bo nie taka była umowa. Porządna palisada do nie jakiś wał ziemny!

Na to handlowcy wyciągają asa z rękawa. Proponują, że na każdym rogu muru postawią wiatrak do mielenia mąki i będą za darmo świadczyć usługi mieszkańcom okolicznych wsi!

I to był właściwy argument! Bo piętą achillesową społeczności wiejskiej był brak dostatecznej ilości młynów. Z pomocą przemysłowców pobudowano ich kilka, jeden na 3 – 4 przysiółki wiejskie, ale było to wciąż za mało w związku z rozwojem wsi i osady przemysłowców.

Jako, że wał wokół portu powstawał jako trzy boki kwadratu, gdzie czwartym „bokiem” był brzeg rzeki, dosypano jeszcze trochę ziemi „w dwóch kątach” wału, tak by stanęły tam dwa młyny. Jeden pracował dla „handlowców” w mieście, a drugi „prowadził działalność usługową” dla wsi. Gdy po jakimś czasie się okazało, że ta współpraca „młynarska” jest korzystna, a moce przerobowe dwóch młynów są za małe, sami „wioskowi” zaproponowali by usypać dodatkowe „ostrogi” ziemne, wybiegające od dotychczasowego wału w stronę wsi. Dzięki temu, powstały kolejne trzy młyny. I zaczął się tworzyć „fort gwiezdny” czyli „fortezza”.

Młyny kręciły się dobrze, bo stały wyżej o kilka, kilkanaście metrów nad ziemią, a jak jeszcze wały odpowiednimi ostrogami aerodynamicznymi wyprofilowano, to ciąg powietrza napędzający skrzydła wiatraka był nawet wtedy jak niemal przestawało wiać…

Koniec tego etapu bajki. Przeskakujemy o jakiś okres czasowy. Młyny działają, wały zostały cudnie omurowane kamieniami od przemysłowców a potem wyprodukowaną cegłą – bo złoża świetnej gliny znaleźli nad jeziorkiem w lesie budnicy, ci co produkowali potaż. Już nie tylko produkowany „na mydło” ale do wyrobu zaprawy budowlanej.

W okolicy wprowadzono nowy wynalazek, którego pomysł przywieźli z dalekiej wyprawy handlowcy. Pomysłem tym było spiętrzenie jednego potoku i zbudowanie centralnego, dużego młyna napędzanego kołem wodnym. Budowlę wznosili przemysłowcy, którzy następnie ten patent wykorzystali w powstającej właśnie hamerni i kuźni.

Młyny na wałach ziemnych poszły do lamusa. A że miasto się już wzbogaciło, była zaprawa z potażu i cegielnia właśnie zbudowana, postanowiono wydać trochę miejskiej kasy na „zbytek”, jakim był mur z kamienia i cegły. Budowa była długa i skomplikowana, bo trzeba było zrobic wielkie wykopy i zbudować mocny kamienny fundament. Wysiłek okazał się to strzałem w dziesiątkę, bo nie trzeba było aż tylu strażników co na dotychczasowym wale ziemnym. Wystarczył jeden człowiek na bocianim gnieździe w wysokiej baszcie, który zawiadamiał strażników w mieście, gdy jakiś nieodpowiedzialny człowiek chciał sforsować ceglany mur. Bo teraz forsowanie muru było dużo bardziej skomplikowane niż starego, nachylonego pod kątem wału.

Patrząc od strony miasta, mur był wysoki, z wąską drewnianą galeryjką po której się przechadzał strażnik – dookoła tego muru. Wąska galeryjka nie służyła do obrony tego muru, bo mieścił się na niej tylko jeden człowiek. A była specjalnie wąska dlatego, by złapać ewentualnego „turystę,” który jakimś sposobem już dotarł z poziomu ulic miejskich na mury. Strażnicy zaganiali delikwenta z dwóch stron, ten mógł się albo poddać strażnikom na wąskim pomoście, albo skoczyć na bruk miejski łamiąc kark.

Niektórzy próbowali się wyrwać „z getta na wolność” skacząc z muru do wykopanej i napełnionej wodą fosy. Jeżeli karku nie skręcił, i o dziwo umiał pływać, to po jakimś czasie mogło mu się udać wygrzebać na przeciwległy brzeg, wyłożony śliskimi od wody balami drewnianymi.

Ale uciekinier napotykał na problem. Strażnicy miejscy już bili w dzwony, powiadamiając okoliczne wioski o zbiegu. Czasem odzywały się z murów rogi „wzywające do polowania na lisa”. I ten „rudy lis” faktycznie miał problem. Miejscowi mogli go obić a potem wsadzić do jakiejś dziury u przemysłowców, albo oddać „swoim” gdzie by go tradycyjnie przywiązano na kilka dni do rzecznego pala portowego.

Sprawę ucieczki utrudniała dodatkowo umowa zawarta niegdyś przez wioskowych i handlowców, bo rozpatrywano też taki przypadek. Wtedy handlowcy zaproponowali, że spowodują iż postarają się, by tak „oznaczyć” mieszkańców swojego miasta, aby taki mieszkaniec – gdyby się znalazł przypadkiem jakimś na terytorium „wioskowym” – był od razu rozpoznawalnym „obcym”, którego należy złapać i odstawić do miasta.

Dlatego też rada miejsko-kapłańska, wydała kilka rozporządzeń, nakazujących mieszkańcom noszenie na głowie dziwnych nakryć głowy, do tego kazano włosy nad uszami zaplatać w specjalny sposób, a na dodatek najbardziej uporczywym „turystom” z miasta nakazano nosić specjalne, charakterystyczne stroje, czasem przyozdabiane przez naczelnego kapłana miasta żółtą i z daleka widoczną gwiazdą. Rzecznicy z drugich klanów handlowych dostali nakaz noszenia wielkich białych prześcieradeł z narysowanym, wielkim, czerwonym lub czarnym znakiem klanowym, przedstawiającym maszt i reję…

Ubrano to jak zwykle w szereg numerowanych i spisanych nakazów miejsko-religijnych, bo handlowcy, jak wiemy, słynęli od zawsze ze swej dokładności i skrupulatności…

W tym miejscu kończę moją bajkę o murach miast, zapraszając na kolejne opowieści z nieprawdopodobnych i nieznanych nam czasów, alternatywnej a jednak prawdziwej naszej historii, zapewniając Czytelnika że jeszcze nie jedna sensacja zapewni nam niezłego fikołka w głowie…

W ostatnim zdaniu dodam, że na podstawie bardzo dużej ilości widzianych grafik miast i fortyfikacji, stwierdzam autorytatywnie, że albo daty na grafikach są błędne, albo system „wałów ziemnych” – „miast gwiezdnych”, powstał o co najmniej 100-200 lat przed oficjalną datą ich wynalezienia…

Dodatkowe linki:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Palazzo_in_fortezza
https://de.wikipedia.org/wiki/Palazzo_in_fortezza
https://pl.wikipedia.org/wiki/Fortyfikacja
https://de.wikipedia.org/wiki/Festung
https://pl.wikipedia.org/wiki/Twierdza
https://pl.wikipedia.org/wiki/Bastion
https://pl.wikipedia.org/wiki/Rawelin
https://pl.wikipedia.org/wiki/Redan_(fortyfikacja)
https://pl.wikipedia.org/wiki/Basteja
https://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%93%D0%BE%D1%80%D0%BE%D0%B4
https://en.wikipedia.org/wiki/City
https://pl.wikipedia.org/wiki/Twierdza_Przemy%C5%9Bl
https://pl.wikipedia.org/wiki/Twierdza_Osowiec

Cytat na zakończenie, jako przykład stosowny.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Zamek_w_Rzeszowie#Palazzo_in_fortezza

Opis zamku w mieście Rzeszów. Dodam, że Rzeszów nigdy nie miał „murów obronnych”, co historycy tłumaczą rozciągającymi się wokół bagnami i jeziorkami, które w naturalny sposób chroniły miasto od napadu. Miasto należało „od zawsze” do jakiegoś „miejscowego magnata”. Przeszło na własność Austrii w pierwszej połowie XIX wieku. W 1820 Jerzy Roman Lubomirski oficjalnie sprzedał kompleks zamkowy władzom austriackim. Sporo wcześniej ród przeniósł swoją siedzibę do Charzewic koło Rozwadowa.

Wygląda na to, że do roku 1820, miasto było „prywatne”, czyli że należało do lokalnej społeczności, reprezentowanej przez Lubomirskich. A „handlowcy” jacy zamieszkiwali miasto, byli jeszcze bardziej „rzecznikami”, związanymi stosunkami feudalno-rodzinnymi z mieszkającą okolicę ludnością niż „handlowcami” z miast otoczonych murami…

Oficjalnie jest tak: od 1820 do 1897 zamek popadał w całkowitą ruinę i został przebudowany / odnowiony/ na przełomie XIX i XX w.:

„Najwięcej informacji dostarcza inwentaryzacja przeprowadzona w 1897 r. przez Zygmunta Hendla.

Podstawowym budynkiem kompleksu był murowany, piętrowy, dwutraktowy dwór położony w północnej części założenia. Miał on rzut zbliżony do prostokąta z sienią przelotową na osi. Przy nim stało prawdopodobnie kilka budynków gospodarczych, których dokładna lokalizacja i funkcje nie są znane. Cały zespół zabudowań otoczony był kamiennym murem kurtynowym o grubości ponad 1,5 m. Trzy jego ściany (wschodnia, zachodnia i południowa) wyposażone były w strzelnice szczelinowe. Fortyfikacje wzmacniała umieszczona w południowo-wschodnim narożniku baszta na planie kwadratu. Być może druga stała w narożniku południowo-zachodnim. Nic nie wskazuje na istnienie jeszcze dwóch baszt, choć prawdopodobnie za czasów Ligęzy planowano już ich budowę. Brama prowadząca do dworu znajdowała się tam, gdzie obecnie, czyli pośrodku zachodniego muru.

Prawdopodobnie budując umocniony dwór Ligęza chciał podkreślić swoją pozycję i zamożność, a fortyfikacje miały raczej budzić podziw i lęk u ludności niż pełnić realną rolę obronną. Przy takich założeniach nie dziwi łatwość, z jaką bratanek Mikołaja, Andrzej Ligęza dwukrotnie sforsował umocnienia. W 1603 przy pomocy zaciężnych żołnierzy najechał on Rzeszów, staranował mury, spalił przedmieścia i przystąpił do oblężenia zamku, który po kilku dniach zdobył. Mikołaj odpowiedział uderzeniem odwetowym na należące do bratanka Staroniwę i Zwieńczycę. W efekcie Andrzej raz jeszcze złupił Rzeszów ponownie zdobywając zamek. W kolejnych latach Mikołaj Ligęza toczył także starcia z awanturnikiem z pobliskiego Łańcuta Stanisławem Stadnickim „Diabłem” (1600–1605), oraz jego synem Władysławem (1617–1619). Wszystkie te potyczki sprawiły, że po 1620, kiedy był już kasztelanem sandomierskim podjął decyzję o gruntownej przebudowie zamku.

Nowy zamek przyjął nowoczesną na owe czasy formę palazzo in fortezza. Z lessu usypano wały i bastiony w typie nowowłoskim, które częściowo obmurowano kamienno-ceglanym płaszczem, a częściowo odziano blokami z surowej gliny. Mury kurtynowe poprzedniej fortecy utworzyły trzy ściany zewnętrzne nowej. Czwarte skrzydło stanowił prawdopodobnie przedłużony budynek dworu obronnego. Inwestycji nie dokończono, ale jej zaawansowanie i wyposażenie zamku w artylerię pozwoliło w 1624 obronić przeprawę mostową na Wisłoku przed czambułem tatarskim. Podczas przebudowy zamek obsadzono stałą załogą. Prawdopodobnie zbudowano w nim wtedy również kaplicę usytuowaną pomiędzy bramą i basztą. Fortyfikacje uzupełniał zespół ziemno-drewnianych warowni w pobliskich miejscowościach.

Ligęza zmarł w 1637 / Pomysłodawca systemów obronnych jaki budował Ligęza, czyli Sébastien le Prestre de Vauban, miał wtedy 4 lata. – przypomnienie BK/.

W swoim testamencie polecił żonie aby zamku domurowała i po wieczne czasy Ligęzowem nazwała i obwałować kazała.”

Jak widać, kamienne mury zamku (o grubości 1,5 metra) zamieniono na „wały lessowe, obmurowane kamienno-ceglanym płaszczem”, jakieś 50 lat przed tym, zanim wymyślono takie rodzaje umocnień i kolejne 250 lat przed tym jak nauczono się odlewać metal w ilościach z których można zrobić armatę do „walki” z takim murem…

Wysoki Sądzie! Nie mam więcej pytań!

Amen!


Panorama Krakowa. 1618… Test na spostrzegawczość Czytelnika.
Oryginalny skan: https://www.davidrumsey.com/luna/servlet/detail/RUMSEY~8~1~301660~90072642:Vol-VI–43–Cracovia–Krakow–?sort=pub_list_no_initialsort%2Cpub_date%2Cpub_list_no%2Cseries_no&qvq=w4s:/where%2FKrakow%2B%252528Poland%252529;sort:pub_list_no_initialsort%2Cpub_date%2Cpub_list_no%2Cseries_no;lc:RUMSEY~8~1&mi=1&trs=2#

= = = = = = = = = = = = = = = = = =

Ciekawostka.

Königstein czyli Szwajcaria Saska (Saské Švýcarsko). Przykład erozji rzecznej czyli rodzaj „fiordu śródlądowego”. Zdjęcia z Wikipedii. Zupełnie nie wiem po co w takim przypadku budowano mury obronne…


1650 rok


Zdjęcie wykonano pomiędzy rokiem 1890 a 1905


Plan i przekrój. Około 1690

= = = = = = = = = = = = = = = = = =

Do tłumaczenia tekstów można stosować na przykład:
http://free-website-translation.com/

= = = = = = = = = = = = = = = = = =

♫ – OFF TOPIC – SPIS TREŚCI tematów „OT”
https://kodluch.wordpress.com/2018/03/16/%e2%99%ab-off-topic-spis-tresci-tematow-ot/

https://kodluch.wordpress.com/about/

= = = = = = = = = = = = = = = = = =

14 uwag do wpisu “♫ – OFF TOPIC – Miasta 2 (O miejskich murach… )

  1. Z twoich wywodów wynika, że Tam się osiedlili co najmniej jacyś Kosmici.
    Co znowu może być zgodne z teorią, jakoby życie inteligentne na Ziemi nie wytworzyło się Tutaj.
    My jesteśmy na 99,999% przybyszami na tą planetę. Pytanie (retoryczne) czym przybyliśmy?

    Polubione przez 1 osoba

    • Rozważania w stylu: jak zrobić łódkę nie mając siekiery, po to by tą łódką dopłynąć do polany gdzie spadł żelazny meteoryt, by z niego zrobić siekierę do produkcji łódki którą się przypłynęło – do tego nie mając młotka ani kowadła, tylko kruche kamienie – pozostawiam bajkopisarzom, czyli teologom…

      Ja zakładam, że grupa posiada już wiedzę, umiejętności i zdolności organizacyjne do podziału na „drużyny” rolników, przemysłowców i handlowców…

      Po za tym ja nie tworzę teorii, tylko zadaję pytania z których można wysnuć dopiero hipotezy. Wpadłem ostatnio na dwie chyba genialne myśli 🙂 – jedną z nich się podzieliłem Andriejem Stiepanienką:
      https://chispa1707.livejournal.com/3023714.html

      Ta hipoteza wyjaśnia nie tylko dzieje Europy i świata ale dzieje Polski. Ale rozwinę to w swoim czasie…

      Pozdrawiam…

      Polubione przez 2 ludzi

  2. Witam; Kapitalny artykuł. Naprawdę super napisane. Jestem pełen podziwu. Jeśli można ,to proszę więcej takich tekstów. Często jest tak że patrzymy na coś, i nic nie zauważamy. Dopiero zwrócona nam uwaga, powoduje nasze ogromne zdziwienie. Opowiem prawdziwą historyjkę,której byłem autorem. Na jakimś przyjęciu , z jakiej okazji to było? to już nie za bardzo pamiętam, mieliśmy lekko w czubach. Robiło się trochę nudno, więc dla poprawy atmosfery , wpadłem na pomysł i zadałem pytanie? Czy ziemia jest płaska czy jest kulą? Zacne głowy, niektóre nawet po studiach. Popatrzeli na mnie jak na wariata. I stwierdzili
    jednogłośnie – Kula. No to ja na to ,miałem parę pytań dodatkowych , takich pytań naprowadzających. No i się zaczęło. Na ich jedną odpowiedź,
    ja im dwa pytania dodatkowe. Zaplątali się z kretesem. Trzeba było widzieć ich dziki wzrok, Ich wewnętrzną szamotaninę, Nie potrafili logicznie odpowiedzieć. Dyskusja była do białego rana. Po prostu zabrakło im argumentów że ziemia jest kulą. Nie wiem co potem pomyśleli, ale nigdy nie chcieli powrócić do tego tematu. Wniosek tyle lat nauki w szkole, niektóre detale uczone na pamięć , bez jakiekolwiek zastanowienia.
    Gdy doszło do konfrontacji, gdy trzeba było użyć własnych półkul mózgowych, a tu taka klapa i brak kontr argumentów. I dlatego często patrzymy i nic nie widzimy, ktoś zwraca uwagę? No i klops, jesteśmy w kropce. Na koniec ,trochę przydługiego wywodu,proponuję takie motto:
    Człowiek jest tyle wart, ile sam stworzy i służy drugim ludziom. Nie tym
    którym mu każą, ale tym którym powinien pomóc. Ono nie ma związku,
    ale jest ładne. Pozdrawiam.

    Polubione przez 1 osoba

    • Re: tomasz2160927936 , 16 listopada 2018 at 21:14
      Dziękuję… I zapraszam na kolejne opisy alternatywnej / prawdziwej (niepotrzebne skreślić) historii…

      Re: mch13 , 16 listopada 2018 at 20:38

      Dziękuję za kolorową wersję.

      Jeżeli chodzi o Caculatorum, to Wikipedia odsyła do https://en.wiktionary.org/wiki/caculatum#Latin a stamtąd do „servitude”

      https://en.wiktionary.org/wiki/servitude

      “servitude” in le Trésor de la langue française informatisé (The Digitized Treasury of the French Language).
      Etymology
      From Latin servitus, servitutem, probably a borrowing.

      I tu trafiamy z kolei na https://en.wikipedia.org/wiki/Servitude_in_civil_law

      Jak to do kupy poskładamy, to wszystko krąży wokół prawa własności, pożyczki, hipoteki i „prawa kabalnego” – „którego zabraniał Kodeks Napoleona” – według Wikipedii.

      Hehe – a KF właśnie „wracał od hipoteki do niewolnictwa za długi”…

      Moim zdaniem jest to budynek albo sądu albo archiwum ziemsko-hipoteczne.

      Kolejne ciekawostki. Dzięki kolorowej grafice, zauważamy, że dachy miasta pokryte są chyba dachówką, w odróżnieniu od chyba pokrytych zaśniedziałą blachą miedzianą dachów Wawelu i obecnego Kościoła Mariackiego.
      Czyżby obecny budynek Kościoła Mariackiego był na równi z budynkiem „państwowym” siedziby króla? Czyżby pełnił funkcje sądu / hipoteki państwowej?

      Zastanawiający jest brak krzyży na Kościele Mariackim – poza jednym, nad prezbiterium. Krzyże też dziwne- na obu grafikach. Raczej „urządzenia krzyżopodobne” a nie coś co uważamy za krzyż. Tu by trzeba napisać cały artykuł – podpowiadam: co jest najważniejsze w „urządzeniu krzyżopodobnym” w kościołach budowanych przed rokiem 1900? Ano jedna lub dwie kule! Na ogół jedna z nich jest większa i „spłaszczona”. Często występują nie tylko „przestrzenne krzyże” ale przestrzenny element poniżej – ni to półksiężyc, ni to łódka lub inna antena.
      Na podobnych grafikach z Zachodniej Europy, krzyży takich jakie znamy jest zdecydowana mniejszość. Na ogół są to anteny przypominające krzyż lotaryński, prawosławny lub „wilczy”. Czasem na jakiejś panoramie połowa kościołów obecnych ma na wieżach koguty galijaskie – takie jakie macie Państwo na banknocie .

      Nie mogę zrozumieć, dlaczego na WSZYSTKICH panoramach średniowiecznych miast są na tych „krzyżach – instalacjach – antenach” zawieszone flagi. Po co to rysowano? A jeżeli grafik rysował coś rzeczywistego (z natury), to jak taką flagę wieszano?

      Ale najciekawszy jest „Kopiec Krakusa” opisany jako „Tumulus dictus Rękawka”.

      Elektroniczny translator tłumaczy „tumulus dictus” jako „grób powiedział” lub „grobu wspomnienie”.

      Jak na każdej panoramie miasta średniowiecznego – jest widoczna chrakterystyczna, trójbelkowa szubienica. W Krakowie stoi ona pod tym wzgórzem. Cmentarza oczywiście nie zaznaczono – tak jak na każdej takiej panoramie – bo cmentarze powstały po wywalcowaniu pierwszej blachy na pierwszą łopatę po roku 1850. Co robiono ze zwłokami? Ten rysunek potwierdza moją obserwację – składowano w jednym miejscu – aż wyrosło wzgórze.

      Może potem, albo wcześniej – składowano zwłoki w Barbakanie – i dopiero prochy wywożono na wzgórze? Nie na darmo Austriacy po zajęciu Krakowa kazali natychmiast wyburzyć Barbakan ze względu na smród który zabijał miasto… Burmistrz przebłagał Austriaków by tego nie robić i zobowiązał się że „miasto uporządkuje Barbakan”. Wywieźli resztę zmumifikowanych ciał i prochy na Wzgórze?

      Proszę przeczytać dokładnie:

      https://pl.wikipedia.org/wiki/R%C4%99kawka

      Jak widać, ludność na wiosenne Zaduszki czyli „Dziady” – przychodziła na kopiec wspominać złożone tam prochy krewnych…
      Zwyczaj ten jest niezwykle żywy jeszcze teraz, choć zatarł się jego sens…

      Co ciekawe – te „zaduszki”, czyli słowiańskie „Święto Zmarłych” = „Dziady”, odbywały się na pierwszy dzień wiosny = 21 marca! Wcale nie jest wykluczone, że to słowiańskie, wiosenne święto Zmarłych, zostało zawłaszczone przez nową religię i przemianowane w „święto zmartwychwstania”.

      A po co Walezy dawał pieniądze na palenie ognia na Rękawce… W jakim celu palili tam ogień? Nazwa jak widać pochodzi od „prasłowiańskiego słowa o znaczeniu związanym z pochówkiem (czeskie rakev, słowackie rakva – trumna, serbskie рака/raka – grób, chorwackie rakva – grób, słoweńskie raka – mary, grób, starosłowiańskie raka – grób, rosyjskie рака/raka – arka/trumna na relikwie[3], wspólne rosyjskie, białoruskie, ukraińskie рака/raka – „grobowiec z relikwiami świętego”, bułgarskie рака/raka – „szkatuła z relikwiami”; Walery Leonidowicz Wasiljew wywodzi prasłowiańskie *raka ⇐ *orka ⇐ łacińskie arka[4].

      Do przejawów pierwotnej czci oddawanej zmarłym należało między innymi zrzucanie ze wzgórza pokarmów i monet. Możliwe, że nastąpiło to, w oparciu o, być może jeszcze przedsłowiański, kopiec oraz połączenie wątków z legendy o Kraku z wierzeniami słowiańskimi[6]. Obrzęd może być również echem dawnych tradycji celtyckich związanych z kultem boga śmierci Smertiusa[7].

      Po stoku kopca co możniejsi toczyli jajka, szewskie placki, obwarzanki, bułki, jabłka, pierniki, wprost w ręce chłopców i gawiedzi[8]. Jeszcze w 1939 największą atrakcją było rzucanie z góry chleba, jabłek, pisanek, zabawek, baloników[9].

      Przypuszcza się, że budowa pochodzącego z XI lub XII wieku kościoła św. Benedykta i ustanowienie święta patrona w dniu 21 marca (pierwszy dzień wiosny), było reakcją Kościoła katolickiego na żywe słowiańskie praktyki religijne na Krzemionkach.

      Historycznie rzecz ujmując, co najmniej od XVII wieku, o czym świadczą przekazy źródłowe, ze szczytu kopca w czas odpustu (we wtorek, będący kiedyś również dniem świątecznym) zamożni krakowianie zrzucali owoce, słodycze i pieniądze (w powierzchniowej warstwie odnaleziono monety z różnych okresów dziejowych), zaś biedni, żacy i dzieci zbierali je u podnóża. Do połowy XIX w. Rękawka odbywała się na samym kopcu Krakusa, jednak po przekopaniu wzgórza na potrzeby budowy linii kolejowej, przeniosła się na górę św. Benedykta w północnej części wzgórza Lasoty i połączona została z odpustem i ludową zabawą koło kościoła św. Benedykta na Krzemionkach.[potrzebny przypis]

      W okresie zaboru austriackiego, w 1897 roku obchody zostały zakazane. Zamknięto nawet dojście na kopiec”.

      Powyżej cytat z Wikipedii.

      Może nasze zwyczaje wielkanocne – jajka malowane, śniadanie wielkanocne itd… – wzięły się z pierwotnych słowiańskich, wiosennych „Zaduszek”, czyli „Dziadów”, czyli „wspominania zmarłych przodków” – a ten mocno zakorzeniony w społeczeństwie, prastary (ale jakże jeszcze żywy) zwyczaj opisuje Wikipedia…

      Polecam: ♫ – OFF TOPIC – O Powązkach nietypowo…
      https://kodluch.wordpress.com/2017/12/09/%e2%99%ab-off-topic-o-powazkach-nietypowo/

      Polubione przez 2 ludzi

      • Elektroniczny translator tłumaczy „tumulus dictus” jako „grób powiedział” lub „grobu wspomnienie”.

        To jest problem z elektronicznymi translatorami. Groby nie mówią (a gdyby nawet, to wówczas powinno być „dixit”). Nie jest to także wspomnienie.
        „Dictus” to moim zdaniem participium perfecti passivi, czyli imiesłów bierny czasu przeszłego dokonanego. Dosłownie „powiedziany”. Mogłoby by być jeszcze „rzeczony”. Choć sądzę, że najlepszym tłumaczeniem w przypadku „tumulus dictus Rękawka” jest po prostu „grób zwany Rękawka/Rękawką”.

        Korzystając z okazji – tematy poruszane przez Pana w Off Topicach zdecydowanie lokują się poza obszarami moich bezpośrednich zainteresowań. Dlatego nie za wiele mam zazwyczaj do powiedzenia. Niemniej moja niewiedza sprawia, że czytam je z tym większym zainteresowaniem. Jest to niezwykle zajmująca oraz kształcąca lektura i chylę czoła przed Pana wiedzą oraz pracą, jaką Pan wykonuje, by to wszystko zebrać i opisać.

        Pozdrawiam!

        Polubione przez 2 ludzi

        • WItam i dziękuję za miłe słowa!

          Dziękuję za wyjaśnienie łacińskiego określenia wzgórza. To potwierdza moje podejrzenia i „szamotanie się” uczonych w próbach wyjaśnienia celu powstania tego niewątpliwie sztucznego kopca i zwyczajów ludowych, nakazujących czcić tam zmarłych.
          A po tym, że dopiero na sam koniec XIX wieku Austriacy zabronili tam się gromadzić, świadczy, że zwyczaje były mocno utrwalone a nowa religia dopiero próbowała zawłaszczyć zwyczaje tubylców…

          Co do „naszej niewiedzy”, sam jestem zaskoczony czytając źródła sprzed wieków, bo jak się okazuje, moja wiedza nabyta w szkole i „obiegowo powszechna”, zupełnie nie przystaje do realiów źródłowych…

          Teraz, piszę o Konstytucji 3 Maja – i to dopiero będzie szokiem!

          Przy okazji trafiłem na niemal bezpośrednie dowody jakiejś wielkiej katastrofy przyrodniczej jaka spotkała tereny Rzeczpospolitej w XVIII wieku. Trudnością będzie obrobić „statystycznie” te dane oficjalne, bo dotyczą geografii i demografii. A nie napiszę przecież że „było tak i tak – i już!”. Czytelnik potrzebuje widocznych dowodów i źródłowych informacji, które okazuje się że istnieją, ale na pierwszy rzut mało czytelne. Po za tym, każdy to widzi czytając Wikipedię, ale nie zauważa oczywistej oczywistości…

          Ale patrząc na mapki z Wikipedii, wszystko staje się jasne…

          Polubione przez 2 ludzi

          • Cieszę się, że mogłem pomóc przynajmniej w wymiarze symbolicznym.
            Niecierpliwie czekam na tekst o Konstytucji oraz wszelkie następne. 🙂

            Jeszcze, już poza bieżącym tematem, pozwolę sobie zapytać – kiedyś wspominał Pan tu o jakimś źródle/mechanizmie zasilania, które umożliwia uniezależnienie się od źródeł zewnętrznych. Czy ma Pan zamiar coś o tym kiedyś napisać, czy raczej nie będzie Pan rozpowszechniał tych informacji? (co byłoby dla mnie zrozumiałe). Bardzo interesują mnie tego rodzaju sprawy.

            Polubione przez 2 ludzi

      • Witam; Pięknie opisane, jak się dzisiaj patrzy, na to wszystko, to można się doszukać powiązań, które cementują naszą historię.A w szkole uczą co innego. Uczą jak im się żywnie podoba , a młodzież do książki nie zajrzy, i jest pozamiatane. Dzięki za informacje.Pozdrawiam.

        Polubione przez 1 osoba

  3. Maszt w Caculatorum biorąc pod uwagę jego dalszy plan musiał być ogromny , większy niż kościoły – jaki to miało by sens konstrukcyjny. Jeśli ktoś zbudował tak wysoki maszt to musiał on służyć czemuś praktycznemu. W powiększeniu widać że jest zamocowany na jakiejś półkuli ( dachu ) i składa się jakby z 3 masztów o coraz cieńszej średnicy. Ciekawe co w tej chwili w tym miejscu się znajduje.

    Polubione przez 1 osoba

Dodaj komentarz

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s