♫ – OFF TOPIC – Miasta (część 1 o Prawie Magdeburskim)




Z okazji 100-lecia „odzyskania niepodległości” wszystkim Rodakom życzę serdecznie „Szalom”…

♫ – OFF TOPIC – Miasta (część 1 o Prawie Magdeburskim)

Wstęp o cywilizacji – znów bardzo długi…

Błogosławiona Wikipedia (zawsze dziewica), pisze tak:

„Cywilizacja – poziom rozwoju społeczeństwa w danym okresie historycznym, który charakteryzuje się określonym poziomem kultury materialnej, stopniem opanowania środowiska naturalnego i nagromadzeniem instytucji społecznych. Stanowi ona najwyższy poziom organizacji społeczeństw, z którymi jednostki identyfikują się. W skład cywilizacji wchodzą mniejsze jednostki, np.: narody, wspólnoty pierwotne czy inne zbiorowości.

Za przejawy cywilizacji uznaje się:

 – zorganizowane życie miejskie
 – monumentalne obiekty sakralne
 – pismo
 – rozwinięty handel
 – jakiś rodzaj organizacji zajmowanego terytorium

Definicja samej cywilizacji, czy też określenie liczby cywilizacji, które istniały, bądź istnieją obecnie, jest sporna.”
https://pl.wikipedia.org/wiki/Cywilizacja

Jak widać, najważniejszym objawem „cywilizacji”, jest tworzenie miast. Jak jest miasto, to można tam i jakieś miejsce narad (czyli świątynię) zbudować i w niej lub wokół niej handlować.

Moim, prywatnym zdaniem, by „rozpoczęła się cywilizacja”, muszą się pojawić cztery czynniki.

A. Dogodny szlak rzeczny, bo zgodnie z teorią Igora Szkurina, cywilizacja rozwijała się korzystając z dróg wodnych, od brzegów morskich w górę rzek.

B. W pobliżu tych „dogodnych szlaków rzecznych”, muszą być niezalesione ziemie, które będą zdatne pod pola uprawne.

C. Muszą być też w niedalekiej bliskości surowce mineralne, z których można wytwarzać narzędzia.

D. Musi też być „czynnik ludzki”, czyli ludzie, którzy wychodząc „z lasu na polanę”, lub z łódki na brzeg rzeki, potrafią ocenić jakość gleby, będą posiadać wiedzę i doświadczenie w jej uprawianiu. Ale zanim wzejdą pierwsze plony, ludzie ci muszą wiedzieć jak łapać i wędzić ryby. Powinni mieć też jakieś umiejętności związane z hodowlą.

A najważniejsze: muszą posiadać wiedzę na temat „kamieniarstwa, górnictwa i hutnictwa”.

A dlaczego? Ano dlatego, że bez zbudowania domu z drewna trudno przetrwać zimę w szałasie z zerwanych rękami gałęzi. Do budowy domu potrzebne są ostrza krzemienne lub miedziane. Bez takich ostrzy, nie można też zdjąć skóry ze zwierzęcia ani poćwiartować mięsa. Nie można też zbudować łodzi.

Stajemy przed problemem, co było pierwsze: kura czy jajko?

Załóżmy, że wychodzi z lasu na polanę grupa ludzi, która posiada już podstawową wiedzę rolną, rybacką i „kamieniarsko-przemysłową”. Oceniają glebę na zdatną pod plony (mają ze sobą różne nasiona i ziarna) i postanawiają się tu osiedlić. Jedni zaczynają zrywać gałęzie na szałasy, drudzy za pomocą kijów i znalezionych drągów zaczynają wzruszać glebę, mozolnie ją przygotowując pod pierwszy zasiew – zakładamy, że pora po temu jest odpowiednia.

Jedna grupka wyrusza na zlustrowanie okolicy. Szukają wzgórz ze skałami zdatnymi do wyrobu narzędzi. A może ta grupa już jest tak „doświadczona”, że nawet szuka już „metali”? I tu natrafiamy na pierwszy problem technologiczny. Jedynymi metalami jakie występują na planecie w formie „żył metalicznych” jest srebro i złoto. Więc gdyby nasi poszukiwacze, jakimś szczęśliwym trafem znaleźli grudki złota czy srebra, to mogą zanieść je do obozu i jedynie rozdać jako świecidełka swoim kobietom. Ze srebra i złota siekiery ani noża się nie zrobi. To znaczy zrobić można, ale po co? W celu ozdobnym?

Poza żelazem jedynym metalem z którego można wykonać przydatne narzędzie jest miedź. Ale z miedzią jest jeden mały problem. Poza obszarem Wielkich Jezior w Ameryce Północnej, NIGDZIE NA ŚWIECIE miedź nie występuje w formie „metalicznej”. ZAWSZE w postaci rudy, czyli skały. Należy ją rozbić, sproszkować i ogrzewać w odpowiednio wysokiej temperaturze!

Załóżmy jednak, że nasi przykładowi koloniści znajdują odpowiednie skały na zrobienie ostrzy na noże i siekiery, oraz że niedługo potem znajdują odpowiednią rudę z której wytapiają miedź na doskonalsze narzędzia od kamiennych.

W tym miejscu natrafiamy na „problem logistyczny”. Krzemień, obsydian, czy ruda miedzi jest o dzień drogi od „pól wioskowych” i na ogół jest w górach. Nie da się nosić 100 kg rudy miedzi, by wytopić z niej kilogramową siekierę. Nie da się nosić znalezionych, ciężkich brył krzemiennych, by w wiosce (na razie „szałasowym obozowisku”), rozpocząć „produkcję”.

Cała obróbka musi być w pobliżu znaleziska. Tu też trzeba więc postawić szałasy i zacząć produkcję na miejscu. Nasza grupa w sposób naturalny dzieli się na „rolników” i „przemysłowców”. Możliwe, że po wytworzeniu pierwszych narzędzi, wszyscy wspólnie budują domy w dwóch „wioskach”, tej „rolniczej” i tej „przemysłowej”. Budują też łodzie, bo w rzece są ryby, a rzeka jest środkiem komunikacji ze światem.

Możliwe, że niektórzy zaczynają się specjalizować w łowieniu ryb, dostarczaniu jedzenia rzeką dla „przemysłowców” i dostarczaniu dla „rolników” wyprodukowanych przez przemysłowców narzędzi.

Podkreślam jeszcze raz. Bez narzędzi nie zbuduje się domu ani łodzi! Bez narzędzi można „wzruszać kijem glebę”, można zrywać ręcznie kłosy (tak jak to pokazują kroniki filmowe z Zachodniej Europy, z lat 20-stych XX wieku) i można utłuc drewnianym kołkiem ziarno w drewnianym moździerzu na prymitywną mąkę.

Jeżeli nasza grupa, podzieliła się na „rolników”, „przemysłowców” i „rzeczników”, to ci ostatni stają się w sposób naturalny „uprzywilejowani”. Nie tylko dostarczają ryby, nie tylko wiedzą gdzie jest głębia a gdzie znajduje się dogodny bród, którym można przeprowadzić bydło na pastwiska leżące po drugiej stronie rzeki. Dochodzą też „umiejętności logistyczno transportowe” oraz wykształca się w tej grupie umiejętność negocjacji z pozostałymi społecznościami, co stawia ich na uprzywilejowanej pozyscji. Mają też sposobność poznawać inne grupy ludzkie, w dole i w górze rzeki. Stają się otwarci na nowe narzecza i nowe idee. Mają możliwość przekazywania pomysłów i towarów. Tworzą się w tej grupie umiejętności „negocjacyjne”.

W tym momencie przerywam na moment naszą opowieść, by wyrazić moją osobistą opinię…

Moim zdaniem, jednym z pierwszych na terenie Europy Wschodniej ośrodków cywilizacyjnych był obszar „Krzemionek Opatowskich”. Niebywała skala tego terenu górniczo-przemysłowego, oraz to, że produkowane pod dzisiejszym Opatowem narzędzia krzemienne były eksportowane na teren obecnej Polski, Ukrainy, Białorusi i tereny dawnego NRD, nawet na odległość niemal 700 km, świadczy że od Berlina po Mińsk była to chyba jedyna kopalnia i jednocześnie zakład produkujący masowo ostrza kamienne.

Warto przypomnieć w tym miejscu za Wikipedią, że „kopalnie krzemienia zostały odkryte w 1922 przez geologa Jana Samsonowicza. W obiekcie występują cztery rodzaje kopalń: jamowe, niszowe, filarowo-komorowe oraz komorowe. Zlokalizowano tu przeszło 2700 szybów połączonych siecią rozchodzących się promieniście chodników. Przeciętna głębokość szybu wynosi 5-6 m, maksymalna 9 m. Maksymalna średnica 4 – 5 m. Szerokość chodników dochodzi do 0,7, a ich wysokość waha się w granicach 0,6-1,2 m.

W chodnikach odnaleziono pozostawione filary i ślady stemplowania. Na powierzchni odkryto pozostałości pracowni, w której obrabiano wydobyty krzemień. Na ścianach chodników zachowały się nieliczne rysunki wykonane przy pomocy węgla drzewnego. Podziemia są udostępnione do zwiedzania dzięki trasie turystycznej o długości 465 m.

Część wydobytego tutaj krzemienia była też przetwarzana w okolicznych osadach i później rozprowadzana nawet na odległość 660 km. Najpopularniejszymi produktami były czworościenne siekiery i dłuta.

Po okresie eksploatacji neolitycznej tereny krzemionek przez długi czas zarastał las. Dzięki temu ślady prahistorii nie zostały zniszczone. Dopiero w 1913 roku powstała wieś Krzemionki, nastąpił wyręb lasów, a następnie odkrycie wyrobisk górniczych.”

Archeolodzy i „historycy” uważają, że ten zespół górniczo przemysłowy działał „w epoce neolitu i brązu” – jakieś 3900-1600 p.n.e.

Osobiście uważam, że okres eksploatacji tych kopalń jest nam dużo bliższy, może „średniowieczny” lub nawet „późnośredniowieczny”. Wszak dobry nóż krzemienny jest o niebo ostrzejszy, wytrzymalszy i „bardziej długotrwały” niż najlepsze ostrze z miedzi. Bo o „brązie”, jako produkcie „bardzo dawnym”, sądzę że Czytelnik sobie już na podstawie wielu moich poprzednich wpisów i informacji, wyrobił jednoznaczne zdanie…

Zresztą, angielska Wikipedia twierdzi, że kopalnie krzemienia pasiastego w Krzemionkach były zakupione w roku 1509 przez niejakiego Jakuba z pobliskiego Szydłowca. Ta tradycja przemysłowa przetrwała do pierwszej połowy XX wieku, a na terenie jeszcze istniejących kopalń i zakładów przetwarzających krzemień powstały kamieniołomy wydobywające i przetwarzające wapień.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Krzemionki
https://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%9A%D1%88%D0%B5%D0%BC%D1%91%D0%BD%D0%BA%D0%B8-%D0%9E%D0%BF%D0%B0%D1%82%D0%BE%D0%B2%D1%81%D0%BA%D0%B8%D0%B5
https://en.wikipedia.org/wiki/Krzemionki
https://en.wikipedia.org/wiki/Spiennes
https://en.wikipedia.org/wiki/Grime%27s_Graves

Uważam też, że powinniśmy raz na zawsze zapomnieć o jakichś „ośrodkach cywilizacyjnych” na terenie środkowych i południowych Włoch („imperium rzymskie”), czy „starożytnej Grecji”.

Cywilizacja powstawała tam gdzie były jednocześnie – to blisko siebie położone – dogodne pola uprawne, lasy i ruda miedzi (lub krzemień).

A takich miejsc na terenie Europy i basenu Morza Śródziemnego (zwanego do końca XVIII wieku „Morzem Białym”), jest tak mało, że możemy je wyliczyć jednym tchem. To oczywiście Hiszpania, obecny teren Belgii (Siennes – kopalnie krzemienia), Anglia (Grime’s Graves – kopalnie krzemienia), Czechy i Morawy – wraz z leżącą obok Saksonią, oraz tereny po obu stronach Sudetów i Tatr. I dalej idąc na południowy wschód – obecny teren Słowacji i Rumunii. Czyli teren leżący wokół Karpat. Wypisz wymaluj – Wokółpontyjski Okręg Cywilizacji.

Na południe od Alp jedynym kandydatem na „ośrodek cywilizacji” wydaje się być podalpejska dolina z obecnymi miastami Turyn i Mediolan – z uwagi na „nie tak znowu odległy” Tyrol.

Na wybrzeżu Afrykańskim, kandydatami na ośrodki cywilizacji wydają się być obszary położone wokół Gór Atlas – szczególnie tereny Marokka, z ich bujnymi jeszcze w XIX wieku lasami. No i Egipt, z własnymi złożami rudy miedzi i importem tejże z obszaru Erytrei.

Należy zapomnieć raz na zawsze o „cywilizacji greckiej i rzymskiej”. Mityczna Hellada – to obszar wokół Morza Spokojnego, czyli Czarnego i Kaukaz, o który Grecy Wokółpontyjscy „od zawsze” wojowali z Persami. Po co Persom była by potrzebne terytorium obecnej Grecji jeżeli pod bokiem mieli rozwiniętą i bogatą cywilizację wokół obecnego Morza Czarnego?

Tereny obecnej Grecji pełniły w starożytności tą samą rolę jaką mają teraz – ośrodka wypoczynkowego dla „klasy panującej”. Tylko że teraz tam latamy samolotami, a w „starożytności” pływano stateczkami wycieczkowymi – na przykład z Morza zwanego teraz „Czarnym” przez bardzo wąski Bosfor (święte ewangelie Wikipedii twierdzą że do XVIII wieku szerokość Bosforu wynosiła „200 kroków”).

Wracamy do mojej bajki…

Ale wróćmy do naszej małej społeczności, która zaczęła się specjalizować, tworząc „kasty” rolników, rzeczników i przemysłowców. Wydaje się naturalne, by pierwsze duże skupiska ludzi powstały przy kopalniach krzemienia a potem rudy miedzi. Możliwe, że po jesiennych zbiorach, a przed wiosennym oraniem pól i zasiewaniem pól, ci rolnicy którzy nie produkowali tkanin, pracowali razem z „przemysłowcami”. Warto dodać, że do czasu rozpoczęciu produkcji żelaza w XIX wieku pola przekopywano zaostrzonym kołkiem drewnianym lub motyczką z rogu jelenia. Później, lub nieco wcześniej, zaczęto do orania pól używać wołów i drewnianej sochy. Było tak na polskiej wsi aż do końca XIX wieku, do momentu aż pojawiły się na wsi konie i obite żelazem pługi.

„Miasta” te były pewnie ad hoc skleconymi budami, takimi jak tymczasowe osiedla „budników”, czyli „zespołów specjalistów leśno-chemicznych”, którzy produkowali węgiel drzewny dla „przemysłowców”, smołę na uszczelnienie łodzi dla „rzeczników” i potaż dla coraz bardziej rozwijającej się społeczności rolnej. Jak już wiemy, potaż służył na początku do produkcji mydła.

Stąd tyle w Polsce wsi o nazwie „Budy”…

Przypomnę z jednego poprzednich odcinków: https://kodluch.wordpress.com/2018/09/20/%e2%99%ab-off-topic-synteza-czesc-4/

W roku 1420 odkryto w tyrolskim Schwaz srebro i wkrótce powstały tam pierwsze kopalnie do których ściągnęli górnicy z Saksonii i Czech. W XV i XVI wieku, miejscowość ta liczyła 20 tysięcy mieszkańców i była największym po Wiedniu miastem w całym imperium Habsburgów. A także największym w Europie ośrodkiem górniczym. W tych czasach, tyrolskie kopalnie w Schwaz były największymi kopalniami srebra w całej Europie.

Prawa miejskie nadał tej miejscowości cesarz Franciszek Józef I dopiero w roku 1898, bo byłoby głupio wcześniej nadawać takie prawa wsi, która była większa niż większość miast całego kontynentu. Byłby to ogromny wstyd dla wielkich stolic państw które miały po stuleciach powstać!

Dodatkowo przypomnę, że podczas swej wyprawy do Ameryki, Humboldt odkrywa w Meksyku „nieznane w Europie” 70-cio tysięczne miasto Guanaxuato oraz znajdujące się wokół miasta kopalnie srebra.
https://kodluch.wordpress.com/2017/11/22/%e2%99%ab-off-topic-historia-jednej-mapy/

Czyli, że może szybko powstać wielkie miasto, które „staje się miastem” dopiero po „nadaniu praw miejskich” przez władzę. Proszę to dokładnie zapamiętać, bo jest to niesłychanie ważna informacja.

Rzecznicy, czyli Ludzie Rzeki…

Wracając do „naszych rzeczników”…

Początkowo byli zwykłymi, wioskowymi rybakami. Wraz z budową coraz doskonalszych łodzi, do czego przyczyniały się coraz lepsze narzędzia produkowane przez „przemysłowców”, oraz smoła produkowana przez wioskowych „budników”, zaczęli wypuszczać się w coraz dłuższe wyprawy. Łowili ryby, część przywozili do swojej wioski, część wymieniali ze społecznościami innych osad za ich nietypowe wyroby. Powoli zaczynali handel wymienny pomiędzy różnymi wioskami, a wraz z nim, i wraz se słabnącymi więziami ze swoją wioską, zaczęli tworzyć własną „społeczność”. Na rzece spotykali takich samych jak oni „rzeczników”. Zaczęła się coraz bliższa współpraca pomiędzy grupami dawnych rybaków. Nie byli uwiązani do terytorium, do lewego czy prawego brzegu, a coraz bardziej byli związani z grupami innych byłych rybaków, którzy zaczynali być bardziej uzależnieni od handlu wymiennego jak od rybołówstwa.

Synchronicznie, lub w czasowo „blisko” mogły nastąpić dwie rzeczy. „Ludzie rzeki” zauważyli, że na ogół zatrzymują się w tych samych miejscach, nie zawsze leżących przy „swojej wiosce”. Miejsca te były dla rybaków „wygodne”, łatwo było przybić do brzegu, łatwo było znaleźć chrust na opał. Jednocześnie było blisko do ścieżki wiodącej do wioski oraz do rozwidlenia z kolejną rzeką. Z czasem, w tym samym, dogodnym miejscu zaczęło zatrzymywać się na postój coraz więcej łodzi. Postanowiono, że wspólnym wysiłkiem „rzeczników” i „ludzi z wioski”, z pomocą fachową „przemysłowców” zbuduje się odpowiednie przystanie. Polegało to na zrobieniu jakiegoś drewnianego pomostu z jednym lub kilkoma palami – wbitymi w dno rzeki bierwionami – do których można było przywiązać łódź.

Utarło się, że jedno miejsce postojowe, ten „pal” – a przyszły rzeczny port – leżało o jeden dzień podróży rzeką od kolejnego „pala” czyli portu.

Ale najważniejszą sprawą, która rozluźniła związek „rzeczników” z „wioskowymi”, stał się ich sojusz zawarty z hodowcami bydła. Bowiem raz do roku, przybywali nad rzekę ci co pasają na odległym stepie bydło rogate, kozy i owce. Przepędzanie stad przez rzekę zawsze było ryzykiem. Od zawsze, pomagali im w tym „ludzie rzeki”. Znali każdą mieliznę, każdy bród i każdą głębię.

Kiedyś, przy jakimś wspólnym ognisku, po szczęśliwym przejściu przez rzekę stada krów, zaczęto zwykłe, „słowiańskie narzekanie”. Gdy już skrytykowano paskudną pogodę, zdradliwą rzekę, suszę na stepie, niesłownych bogów, zaczęto krytykować sąsiadów. No i od słowa do słowa, „pastuszkowie” i „rzecznicy” zawarli sojusz, przeciwko „wioskowym”. Nie był to jakiś sojusz wojenny, ani złośliwy. Po prostu, jedni i drudzy stwierdzili, że „ci z wioski” coraz mniej biorą ryb od rybaków i coraz mniej krów od „pastuchów”.

Przyczyną stała się hodowla świń w wiosce. Ta nowa moda po prostu psuła interes. Taka świnia łaziła sobie po wsi, wszystko jadła – szczególnie te coraz większe ilości resztek „produkowanych” przez wioskę. Nie trzeba było jej „łowić” jak rybę, ani pilnować i przepędzać z pastwisko na pastwisko jak krowę czy owcę.

Na znak solidarności wzajemnej, rzecznicy i pastuszkowie, postanowili że od dzisiaj nie będą jadać świniny. Niech się nieczystym mięsem wieprzowym udławią ci przeklęci wioskowi!

Szczególnie, że sami wioskowi zaczęli ostatnio nadwyżki wieprzowiny dostarczać do przemysłowców. I co najgorsze, robiona w wiosce szynka i kiełbasa była tak smaczna, że przemysłowcy zmniejszyli zamówienia na ryby i wołowinę!

Sojusz pastuchów i ludzi rzeki przypieczętowano nowym, wspólnym „logo”, czyli połączeniem znaków obu grup. Bo „pastwiskowi”, gdy z kimś nie mogli się dogadać, rysowali patykiem na piasku skąd są. Rysowali górę, czyli równoboczny trójkąt ją symbolizujący. Bo pierwsze wielkie hodowle powstały na stepach u podnóża gór. Każdy widząc ten znak, wiedział kogo on reprezentuje.

Z kolei „rzecznicy”, kiedyś posługiwali się prostym znakiem ryby. Niektórzy z ludzi rzeki używali znaku ryby na krótkich nóżkach, co znaczyło, że byli ludźmi z wioski, ale którzy zostali oddelegowani nad rzekę.

Ich bracia i wspólnicy, którzy zaczęli pływać przy brzegach mórz swymi „długimi łodziami rzeczników”, czyli „rzecznicy morscy”, pieczętowali się różnymi wariantami krzyża. Był to krzyż symbolizujący maszt i reję, czasem reja była pozioma, czasem ukośna – co symbolizowało ich wielki wynalazek, żagiel gaflowy (później nazwany „łacińskim”) – który zrewolucjonizował dalekie podróże, umożliwiając pływanie pod wiatr.

Czasem krzyż był „wielorejowy”, czasem z jedną lub dwoma rejami poziomymi a jedną ukośną. Nie mniej jednak, wspólnym znakiem rozpoznawczym wszystkich rzeczników, zarówno „tych z rzeki” jak i tych przemierzających morza „długimi łodziami rzeczników”, stał się trójkąt równoramienny skierowany w dół, co symbolizowało przekrój i głębię rzeki. Podobnie jak w przypadku „pastuchów”, także „rzecznicy”, gdy nie mogli się z kimś dogadać, rysowali ten swój trójkąt, symbolizujący kim są.

Zawarte nad ogniskiem przymierze czyli „zakon” ludzi rzeki z nomadami wypasającymi bydło, symbolizował odtąd znak łączący oba symbole rozpoznawcze, czyli dwa trójkąty, tworzące teraz sześcioramienną gwiazdę.

Ten moment, ta chwila zawarcia tego sojuszu „antywieprzowego”, był jednym z przełomowych momentów w historii. Bo od tej pory, mając tak potężnego sojusznika handlowego i dostawcę mięsa, rzecznicy stali się „handlowcami”…

A nowy znak firmowy zjednoczonego przymierzem klanu „handlowców” i „pastuchów” stał się najbardziej rozpoznawanym logo w historii wszystkich przyszłych kompanii handlowych. Niewiele ustępując krzyżowi jedno i wielorejowemu, będącym znakiem rozpoznawczym bratniej „kompanii handlowej”.

Dodam, że nie należy „krzyży rzeczników” mylić z narzędziem Męki Pańskiej, które było zgodnie z Pismem odczytywanym dosłownie „palem” czyli „kołem” („crux simplex” lub „stauros crux”).

Krótka informacja dla osób niewierzących…

Proszę by osoba uważająca się za „wierzącą” nie pomstowała w tym miejscu na to co piszę, lecz zapoznała się z Pismem i rzetelnymi informacjami. Ja nie wyrażam tutaj swoich prywatnych opinii, nie epatuję Czytelnika swoimi chrześcijańskimi poglądami (bo to jest dla każdego sprawa prywatna), ja tylko przytaczam ogólnie dostępne i chyba znane każdej osobie wierzącej i niewierzącej informacje i źródła…

PS

Mały dodatek dla osób którym obce jest chrześcijaństwo. Chrześcijanie mogą to pominąć, bo Pismo czytają i to doskonale wiedzą…

Wikipedia osobom „niewierzącym”, czyli tym którzy są dalecy od chrześcijaństwa i Pisma Świętego, podpowiada że:

„Do roku 1877 nowotestamentowy stauròs był powszechnie rozumiany jako crux immissa. W tym roku prof. Ethelbert W. Bullinger, anglikański duchowny i biblista, wyraził pogląd, że stauròs, na którym zginął Chrystus, był pojedynczym palem. Jego zdaniem również łacińskie słowo crux oznacza zwykły pal. E.W. Bullinger był zdania, że wyobrażenie stauròs w formie dwóch skrzyżowanych belek powstało dopiero pod koniec IV wieku i był to efekt zapożyczenia pierwszej litery imienia babilońskiego boga Tammuza, litery T (czyli tau).

Prof. Hermann Fulda (1800–1883) stał na stanowisku, iż Jezus umarł na zwykłym palu egzekucyjnym. Według niego przemawiają za tym trzy powody: zwyczaje egzekucyjne na Wschodzie, pośrednio ewangeliczny opis egzekucji Jezusa i wypowiedzi Ojców Kościoła. Podobny pogląd popularyzował John D. Parsons.

W 1858 roku James Johnstone w swym Dodatku poświęconym semantyce nowotestamentowego słowa stauròs i ksýlon argumentował na rzecz rozumienia tych słów jako pal/słup.

W roku 1903 australijski pastor Joseph Palmer zakwestionował przekonanie, że w Nowym Testamencie stauròs znaczy „krzyż”. Doszedł do wniosku, że słowo to znaczy „pionowa belka” lub „kłoda drewna”.

Leksykograf William E. Vine (1873–1949) był zdania, że w połowie III wieku Kościół zmienił niektóre swoje doktryny pod wpływem pogan coraz liczniej przyłączających się do kościoła. Formę krzyża, na którym zmarł Chrystus, zmieniono na T. W IV wieku w związku z wizją Konstantyna, który utrzymywał, że widział kształt X, dokonano kolejnej zmiany i odtąd krzyż był dwubelkowcem.

Niemiecki leksykograf i tłumacz Biblii dr Adolf E. Knoch (The Sacred Scriptures: The Concordant Version) wyraził pogląd, że stauròs znaczy pionowy pal lub słup, bez jakiejkolwiek poprzeczki.

Alexander Souter (1873–1949) biorąc pod uwagę List Barnaby (9:8), którego grecki tekst stał się dostępny po odkryciu Kodeksu Synajskiego (w roku 1844), był zdania, że stauròs odnosił się do poprzecznej belki umieszczanej na horyzontalnym palu. Całość przybierała kształt litery T. Leksykon Soutera jest dołączany do wydań The New Testament in the Original Greek.”

.https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/4/47/Justus_Lipsius_Crux_Simplex_1629.jpg
Crux simplex według Justusa Lipsiusa (1629)
https://pl.wikipedia.org/wiki/Stauros

Uwaga.

Moja osobista, „bajkowa” interpretacja. Możliwe, że po zawarciu sojuszu ludzi rzeki z nomadami z pastwisk, „wioskowi” dla przykładu wyrazili swoje niezadowolenie, przywiązując do pala rzecznego jednego znanego „rzecznika”, pochodzącego ze znanego wszystkim rodu rybaków. Okrutna śmierć z pragnienia, człowieka konającego na palu, ze stopami znajdującymi się tuż nad powierzchnią wody, miała być widocznym symbolem niezadowolenia rolników i przemysłowców z sojuszu rzeczników i nomadów…

Druga wersja „bajkowej interpretacji” z 12.11.2018

A może jacyś „rzecznicy” nie chcieli zrywać więzi rodowych z „wioskowymi” i „przemysłowcami”?  Może, by zerwać całkowicie te plemienne więzy, jakaś grupa rzeczników, czyli „ludzi rzeki”, na przykład taka, która chlubiła się swoim trochę konkurencyjnym logo z masztem i reją, postanowiła przywiązać do tego słupa jednego z poważanych na całej rzece „rzecznika”? Tak na „wieczystą pamiątkę”…

 

Prawo Magdeburskie – wstęp…

Jak wcześniej zauważyliśmy, miasto nawet ogromne, nie jest formalnie „miastem”, do tego momentu aż stanie się miastem „prawa”.

Kontynuując nasz przykład „wioskowo – rzeczny”, na początku był „pal”, czyli „koł”. Możliwe, że po zawarciu sojuszu ludzi rzeki z pastuchami, wieść o tym doszła do wioski. Postanowiono na początku „obłaskawić” dawnych wioskowych rybaków i zbudowano obok pala do wiązania łodzi i pomostu na brzegu, także jakiś dom-zadaszenie, takie „schronisko” dla wędrowców. Może potem ktoś z wioski zaczął w tym schronisku gospodarzyć i trzymać dla „rybaków” mąkę od rolników i ostre kamienne ostrza od „przemysłowców”? Rzecznikom z dołu i góry rzeki też pasowało takie miejsce, jako punkt wypoczynku, zaopatrzenia i składu przewożonych towarów…

Po pewnym czasie, handlowcy, którzy wcześniej byli rzecznikami, grzecznie zapytali wioskowych, czy nie mogli by obok schroniska i prymitywnego składu towarów w tymczasowym porcie, postawić swoje budynki i swoje składy towarów.

Wioskowi wyrazili zgodę, ale mając w pamięci sojusz rybaków z nomadami, zaproponowali „dzierżawę wioskowej ziemi” leżącej nad brzegiem rzeki, na uzgodnionym obszarze wokół istniejącej przystani. Dobito targu, i tak to się wszystko zaczęło…

Prawo Magdeburskie – rozwinięcie…

Z wtłaczanych nam na „historii” lekcjach, pewnie pamiętamy, że europejskie miasta zakładano głównie „według prawa magdeburskiego”.

Mamy tylko jeden, mały, drobny problem. Miast rządzących się „prawem magdeburskim” było tylko na terenie dawnej Rzeczpospolitej kilkaset! Jednak nie ma ANI JEDNEGO ORYGINAŁU takiego prawa!

Proszę sobie uświadomić, że w CAŁEJ EUROPIE nie ma ANI JEDNEGO egzemplarza takiego podstawowego dokumentu!

To tak jakby firma nie posiadała pozwolenia na działalność gospodarczą a kierowca nie miał nie tylko dowodu osobistego i prawa jazdy, ale żadnych dokumentów swojego pojazdu!

Mamy jedynie XIX-wieczne omówienia, sprzeczne opisy i interpretacje. Wszyscy dyskutują, jedni opierają się na opiniach drugich dyskutantów z tytułami naukowymi, ci opierają się na tym co piszą ci pierwsi, ale nie ma materiałów źródłowych!

Teraz zapis świętej i zawsze dziewicy Wikipedii:

„Prawo magdeburskie (prawo niemieckie; łac. „Ius municipale magdeburgense”, niem. „Magdeburger Recht”) – średniowieczne prawo miejskie, wzorowane na prawie Magdeburga. W 1035 Magdeburg otrzymał patent nadający miastu prawo do handlu i zjazdów. Prawo to spisane zostało w 1188, stając się wzorcem dla podobnych regulacji wielu miast środkowoeuropejskich.

Prawo niemieckie – termin powstały w początkach XIII w. na Śląsku i Morawach, początkowo jako prawo napływającej ludności, a następnie jako wzór przy organizacji samorządów miejskich i lokacji polskich wsi. Prawo magdeburskie dla ujęcia całości życia prawnego składało się z dwu spisów prawa, tj. obszerniejszego i bardziej wszechstronnego Zwierciadła Saskiego (Speculum Saxonum) oraz prawa posiłkowego „Weichbild” dla miast. W kolejnych stuleciach prawo magdeburskie, lub tzw. magdeburgia, stały się synonimem prawa miejskiego.

W Polsce prawo niemieckie stosowane było do 1791, kiedy Sejm Czteroletni przyjął ustawę „Miasta nasze królewskie wolne w państwach Rzeczypospolitej”, która zniosła prawo niemieckie i określiła nowy ustrój miast; ustawa została w całości włączona do Konstytucji 3 maja.

Na ziemie polskie przyniesione zostało przez niemieckich zasadźców. Z czasem wykształciły się lokalne odmiany, takie jak prawo poznańskie, prawo średzkie, prawo chełmińskie. Na prawie magdeburskim lokowano głównie miasta Śląska oraz znaczące miasta Małopolski, Wielkopolski i Rusi Czerwonej w tym Kraków, Poznań i Lwów. Miasta Prus Królewskich otrzymały przywileje przed 1454 gdy wchodziły w skład państwa krzyżackiego. W dawnej Polsce jedynie Elbląg, Tczew, Frombork, Chojnice, Braniewo i Hel przejęły prawo lubeckie, a nie magdeburskie. Inaczej przebiegał model lokacji miast na Mazowszu. Pierwsze miasto tej dzielnicy, Płock, został lokowany na prawie książęcym w 1237. W 1257 Pułtusk i 1298 Łowicz były miastami kościelnymi.

Pierwsze lokacje miejskie dokonały się na Śląsku w pierwszym czterdziestoleciu XIII wieku, czyli za panowania Henryka Brodatego. Miasta lokowane na prawie magdeburskim zachowywały łączność z Magdeburgiem poprzez zasięganie pouczeń tamtejszego sądu miejskiego w szczególnie skomplikowanych kwestiach prawnych.

Sąd w Magdeburgu pozostawał instancją odwoławczą od wyroków sądów miast Małopolski do 1356, kiedy to jego rolę przejął Sąd Wyższy Prawa Niemieckiego na zamku krakowskim, powołany przez króla Kazimierza Wielkiego. W tym czasie ustanowiono też Sąd Komisarski Sześciu Miast jako sąd najwyższej instancji, właściwy dla wydawania pouczeń prawnych, będący równocześnie sądem królewskim.

Zwykle przy lokacji wytyczano kwadratowy bądź prostokątny rynek w środku osady, z miejscem dla ratusza, a od niego w miarę regularną sieć ulic, przecinających się pod kątem prostym, ciągnących się do miejskich wałów i rowów, zastąpionych później przez mury. Duża część lokacji miast na prawie niemieckim odbywała się na obszarze lub w pobliżu już istniejących wczesnośredniowiecznych osad. Lokacja była więc nie tyle założeniem nowego miasta, co nowym etapem w życiu otwartego podgrodzia przy warownym grodzie, który już dawno istniał. Niekiedy pierwsza lokacja była nieudana i miasto lokowano powtórnie. Często lokowanie miasta trwało kilka lat. Wraz z osadnikami niemieckimi pojawił się w Polsce murowany dom miejski lapideae – kamienica. Wcześniej były tu tylko zamki, klasztory, drewniane dwory, karczmy i chałupy.

Miasta były wspomagane ulgami celnymi oraz przywilejami ekonomicznymi, z których najbardziej pożądane było prawo składu – zobowiązujące przejezdnych kupców do zatrzymania się w mieście i wystawienia wiezionego towaru na sprzedaż. Prawo takie na sól, ołów i miedź otrzymał Kraków i Kazimierz.

Przyjęcia norm prawa magdeburskiego nie należy utożsamiać z kolonizacją niemiecką w Polsce, gdyż prawem tym posługiwano się w wielu miejscowościach zamieszkanych wyłącznie przez Polaków. Jednakże w początkowym okresie osadnictwa na prawie niemieckim od XIII do poł. XVI wieku liczba ludności niemieckiej w miastach i wsiach mogła wynosić nawet 50%. Również pierwszymi zasadźcami i wójtami byli w tych miejscowościach w większości Niemcy, którzy następnie ściągali osadników z Saksonii, Czech i Moraw.

Intensywna kolonizacja od XIII do XV wieku spowodowała, że stworzona wówczas sieć miast i wsi przetrwała do XIX wieku.”

Moja uwaga:  budowano intensywnie miasta od XIII do XV wieku, a potem te średniowieczne miasta jakoś wpadły w szczelinę czasową i w niezmienionej formie pojawiły się w XIX wieku…

https://pl.wikipedia.org/wiki/Prawo_magdeburskie

Dodatkowo o „Prawie Chełmińskim” Dziewica Wikipedia pisze tak:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Wie%C5%9B_pruska
https://pl.wikipedia.org/wiki/Prawo_che%C5%82mi%C5%84skie

Prawo chełmińskie, niem. Kulmer Recht, łac. Jus Culmense vetus – odmiana prawa magdeburskiego powstała około 1233 w Chełmnie i Toruniu, używana głównie na Pomorzu, Prusach, Mazowszu, Warmii i Podlasiu. Na skutek zarządzenia Kazimierza Jagiellończyka od 1476 obowiązywało wszystkich mieszkańców Prus Królewskich (także szlachtę). Najstarsze dokumenty to Kulmer Handfeste Hermanna von Salza z 1232 i Alte Kulm z XIV wieku.

Nigdy nie uzgodniono oficjalnej kodyfikacji. W praktyce stosowano głównie wydane drukiem projekty kodyfikacji z lat 1566, 1580 oraz 1594.

Na prawie chełmińskim jedna służba zbrojna przypadała na 20-40 włók ziemi, na prawie pruskim jedna służba zbrojna przypadała na 2-4 włóki. Prawo pruskie dopuszczało do dziedziczenia tylko synów, w przeciwieństwie do prawa chełmińskiego, w którym dziedziczyły także córki i krewni linii bocznej. Dla osadników korzystniejsze było lokowanie wsi na prawie chełmińskim (mniejsze obciążenie wojskowe i większe prawa dziedziczenia). W wieku XV i XVI, po wyludnieniu wielu wsi na Warmii, w czasie ponownej kolonizacji wsi (głównie ludnością polską z ziemi chełmińskiej i północnego Mazowsza), wsie nadawano na prawie magdeburskim – różniło się od prawa chełmińskiego tym, że dopuszczało do dziedziczenia jedynie w linii męskiej (w razie braku męskiego potomka ziemia wracała do nadającego – na Warmii do biskupa).

https://pl.wikipedia.org/wiki/Prawo_%C5%9Bredzkie
https://pl.wikipedia.org/wiki/Prawo_pozna%C5%84skie
https://pl.wikipedia.org/wiki/Zwierciad%C5%82o_saskie

Tako rzecze Wikipedia: ( https://pl.wikipedia.org/wiki/Prawo_o_miastach )

„18 kwietnia 1791 uchwalono prawo o miastach.

Postanowienia

Mieszczanie:

 – mogli wysyłać swoich przedstawicieli na sejm jako plenipotentów w liczbie 24 przedstawicieli, z głosem jedynie w sprawach miasta (jako ciało doradcze),
 – dostali prawo do nietykalności osobistej (oprócz bankrutów)
 – mogli nabywać majątki ziemskie,
 – nie mogli być więzieni bez wyroku sądowego,
 – mogli obejmować urzędy, otrzymywać stopnie oficerskie i godności duchowne,
 – mieli prawo do nobilitacji, czyli przyjęcia do grona szlachty,
 – nie otrzymywali pełni praw tak jak szlachta.”

Był to pierwszy krok do likwidacji Rzeczpospolitej. Następnym krokiem i zarazem gwoździem do trumny który jednocześnie zmienił cały znany nam świat, była Konstytucja 3 Maja, uchwalona dokładnie 15 dni później! . Ale o tym będzie w kolejnym odcinku.

Co oficjalnie wiemy o „Prawie Magdeburskim” w Polsce?

.-. Prawo powstało jako „wzorzec” na przełomie XII i XIII wieku
.-. Powstało kilka „mutacji” tego wzorca, w Lubece, Poznaniu, Środzie Śląskiej, Chełmnie / Toruniu
.-. Różnice pomiędzy tymi „mutacjami” polegały na tym, że prawo magdeburskie dopuszczało dziedziczenie tylko w linii męskiej, w odróżnieniu od „odmian tego wzorca”, które powstały później i preferowały dziedziczenie „w linii kobiecej”.
.-. Regulowało organizację miastach i wsiach
.-. Formalnie miasta „podlegały” pod sąd w Magdeburgu
.-. Mieszkańcy miast nie mogli nabywać ziemi poza miastem
.-. Mogli być więzieni bez wyroku sądowego
.-. Nie mogli obejmować urzędów, otrzymywać stopni oficerskich i godności duchownych
.-. Nie posiadali pełni praw tak jak szlachta ( prawo do nobilitacji, czyli przyjęcia do grona szlachty)

Pytanie dnia. Czy w przypadku prawa z odległego końca XII wieku, a które było skodyfikowane na piśmie jako „prawo chełmińskie” w latach 1566, 1580 oraz 1594, nie jest tak jak z krzemieniem pasiastym, który był wydobywany i przerabiany 2 tysiące lat p.n.e., a w praktyce prowadzono tam działalność przemysłową na początku XVI wieku?

Z poprzedniego „wykładu” wiemy, że mieszkańcy miast nie mogli kupować ziemi poza miastem (potwierdza to jak widać Wikipedia).

Widzimy, że prawo chełmińskie powstawało równolegle z postanowieniami Sejmu dotyczącymi tworzeniu systemu hipotecznego w Polsce – o czym niżej.

Zaglądamy teraz do już wspominanej i cytowanej Encyklopedii Ignacego Krasickiego z roku 1781-1783.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Zbi%C3%B3r_potrzebniejszych_wiadomo%C5%9Bci
https://jbc.bj.uj.edu.pl/dlibra/publication/279721/edition/267389?language=en
https://jbc.bj.uj.edu.pl/dlibra/publication/279721/edition/267389/content?ref=desc

Hasło „Prawo Magdeburskie” odsyła Czytelnika do hasła „Prawo Chełmińskie” (Strona 195, Tom 1), sugerując że to jedno i to samo. Znajdujemy tam niezwykle obszerny, nietypowo duży dla tej encyklopedii zapis – aż do połowy strony 200!

Czytamy tam, że „prawo chełmińskie stare jest jak świat”, czyli że powstało po roku 1223, gdy powstało miasto Chełmno. Historycy końca XVIII wieku nie bardzo wiedzą, czy miasto Chełmno powstało w czasach „przed” czy „po krzyżackich”. Pewne jest dla nich, że prawem chełmińskim rządzą się wszystkie miasta Prus, poza trzema miastami (Elbląg, Braniewo i Frombork), które wcześniej „używały prawa z Lubeki”.

Ale, po długim wstępie, mamy długi tekst „historyczny”. Przepisuję fragment we współczesnej polszczyźnie:

„Tak słynna i od kilku wieków znana nazwa „prawa chełmińskiego” budzi uzasadnioną ciekawość co do czasu jego pojawienia się i zbadania skąd się ono wzięło? Czy jest jakieś prawo wcześniejsze od „prawa chełmińskiego”? Kiedy i przez kogo zostało stworzone i rozszerzone? Co spowodowało, że to prawo zaczęto stosować w Polsce? Czym się to prawo chełmińskie różni od praw w innych krajach, że otrzymało swoją nazwę własną?

Wszystkie te pytania starożytność pokryła ciemnością, tak dalece, że im dalej próbuje się to zbadać, tym bardziej się wydaje, że mamy fałszywe nazwiska / nazwy/ i tylko same cytaty starego prawa chełmińskiego.

Prawo to znamy jako „odnowienia” oraz „rewizje” prawa chełmińskiego, tylko z bardzo późnych źródeł drukowanych.”

Mój komentarz. W roku 1781, Prawo Chełmińskie znane jest ze stosunkowo niedawno wydrukowanych komentarzy i „zmian”. Nie ma żadnych oryginałów, nie ma informacji na temat kto i kiedy go ustanowił. „Ciemność widzę, widzę ciemność”.

Dalej Krasicki twierdzi, że /prawdopodobnie/ pierwsza informacja o Prawie Magdeburskim, pochodzi z roku 1303. Napisał o tym jakiś „kapłan zakonu Krzyża”, niejaki Dusberg. Wspomniał o Prawie Chełmińskim przy okazji opisu jakiegoś wielkiego trzęsienia ziemi, jakie wystąpiło na terenie Prus – „w jednym czasie po całych Prusach”. Moim zdaniem, kolejne wersy świadczą o tym, że Krasicki uważa, że wielkie trzęsienie ziemi było karą bożą za wprowadzenie przez Krzyżaków „Prawa Chełmińskiego” i za „zdradę Polaków i podbicie kraju”.

W kolejnych zdaniach, Autor pisze, że są jeszcze inne informacje o wprowadzeniu Prawa Chełmińskiego. Znane / Krasickiemu/ źródło podaje, że to prawo nadał miastom „i ziemi” w roku 1233 mistrz krzyżacki Hermann de Salca. 

Dokument oryginalny spalił się w pożarze miasta Chełmna. Powtórne „odtworzenie” tego prawa, nastąpiło w roku 1251 przez „zarządcę Inflant i Prus”, niejakiego Eberharda de Seyne. To prawo nadane powtórnie dla miasta Chełmno dodało jakieś nowe „przydatki i odmiany”, do prawa poprzedniego. Ten przywilej (z roku 1251) jest w czasach Krasickiego nazywany „starym prawem”. Obowiązywało ono do „przywileju Kazimierza IV z roku 1454”.

Tu dodam swoją uwagę. Widać jak niezwykle ważny był ORYGINAŁ prawa miejskiego. Po zniszczeniu ORYGINAŁU tworzono kolejny ORYGINAŁ.

Krasicki stwierdza, że jest tu jakaś wielka zagadka, bo w „Akcie Concordiae” zawartym pomiędzy obywatelami Prus, a zakonem krzyżackim z roku 1249, które wynegocjował legat papieski Jakub Leodyceński, obywatele pruscy chcą się rządzić „prawem polskim” („Elegerunt judicia Polonorum vicinorum suarum”).

Krasicki pyta, jak można „rządzić się prawem polskim” gdy już rzekomo od 16 lat Prusy rządzą się „prawem chełmińskim” nadanym przez Krzyżaków, który to pierwotny dokument „jeszcze się nie spalił”.

Dalej mamy informacje o tym akcie z roku 1251. Wygląda na to (część tekstu po łacinie), że „prawa ziemskie” mają być wzorowane na „prawie magdeburskim”, prawa „dziedziczenia i pomiarów ziemi” są wzorowane na „prawie flanderskim” / z Flandrii? Dokładnie „Flammingicalea”/.
Obowiązuje też „prawo feudalne”, zaś „prawo śląskie” i „fryburskie” /”Freybergskie”/ stosuje się do górnictwa /”kopiących kruszce”/.

Autorzy Encyklopedii stwierdzają, że to „prawo chełmińskie” nie zawiera żadnych „nowych praw sądowych dla obywateli” i wyrażają zdziwienie, dlaczego ten zbiór przepisów zasłużył sobie na nazwę „Prawo Chełmińskie”. Jedyną „nowinką” jest ustalenie „magistratur sądowych” w Chełmnie i Toruniu.

Krasicki pisze, że jego zdaniem, wszystko się wzięło stąd, że w Chełmnie ustanowiono rodzaj sądu apelacyjnego, w związku z czym, skargi sądów innych miast polskich nie szły teraz do rozpatrzenia w sądzie w Magdeburgu, ale do sądu apelacyjnego w Chełmnie.

A wszystko to, zdaniem Krasickiego, wzięło się z „trudności w tłumaczeniu oryginalnego Prawa Magdeburskiego”.

W roku 1454, Kazimierz IV, potwierdza miastom pruskim prawa: magdeburskie, chełmińskie, polskie i pruskie. To znaczy, każdy dalej używa takiego prawa jakie dotychczas stosował, a może jakie mu pasuje.

Zdaniem Krasickiego, świadczy to dobitnie o tym, że przed rokiem 1454 Prusy nie miały „osobnego, tylko dla siebie i jednolitego prawa chełmińskiego”.

Aby było zawilej, tenże Kazimierz IV, w roku 1476, likwiduje wszystkie prawa „nadane Prusom przez Krzyżaków”.

Kolejna perełka następuje w kolejnych zdaniach. Autor twierdzi, że w związku z tym, że król Zygmunt I w roku 1526 zmienia prawo,  jest to oczywistym dowodem na to, że przed rokiem 1526 prawo chełmińskie nie było znane w Polsce.

I tak dalej, i tak dalej…

Wygląda na to, że dopiero w roku 1585 coś takiego jak mityczne „prawo chełmińskie” zostało po raz pierwszy w historii wydrukowane. A tak zwane „Prawo Magdeburskie” to było do tej pory w rękopisach, jako kopie „pierwszego prawa magdeburskiego”, które było nadane dla miasta Wrocław przez księcia Henryka Śląskiego.

Takie prawo dla Wrocławia, zatytułowane właśnie „Prawo Magdeburskie”, znaleziono w końcu przed rokiem 1781, i datowano je na rok 1394. Dalsze badania dowiodły, że Krzyżacy to prawo nadane przez Henryka dla Wrocławia , niemal literka po literce przepisali i zmienili jedynie tytuł na „Prawo Chełmińskie”.

Kolejna perełka ( a omawiane hasło jest nieprawdopodobnie długaśne) jest teraz.

Autor stwierdza, że nie wiadomo co to jest „Prawo Chełmińskie”, bo nie ma żadnego oryginału. Są owszem, różne „prawa”, pisane w różnych językach (polski, łaciński, niemiecki ), ale prawa te się od siebie różnią więc nie wiadomo kto te prawa nadawał Prusom: Krzyżacy czy królowie polscy i na dodatek kiedy.

A już rozbrajają kolejne zdania, mówiące o tym, że w związku z brakiem jednolitości prawa obywatele Prus „stanu rycerskiego”, w roku 1589 „dopraszali się ułożenia sobie własnych praw ziemskich”. Co im łaskawie pozwolono w roku 1598 – bo pewnie lepiej jak sobie obywatel sam prawa ustanowi i się ich trzyma, jak ma żyć w „wieloprawiu” i mieć mętlik w głowie które prawo jest ważne a które już nie…

Pod koniec wpisu docieramy do „Prawa Magdeburskiego albo Teutońskiego”, które było stworzone w roku 978 przez cesarza Ottona. To prawo na terenie Polski jakoby po raz pierwszy nadał miastu Kraków Bolesław Wstydliwy. Potem Bolek Wstydliwy bezwstydnie nadaje to prawo „Magdebursko – Teutońskie” innym miastom w Polsce. Ale po jakimś czasie podniósł się lament, że sądy ślą w trudnych sprawach apelacje aż do Magdeburga, z tej racji, że prawo „Magdebursko – Teutońskie” ustalało, że tam gdzie jest to prawo tam działa, tak jest i „teutońska prowincja” = „Teutonicale Provinciale”.

Więc dobry Król Kazimierz Wielki stwierdził, że tak dalej być nie może, by polskie sądy miejskie sprawy wysyłały do Magdeburga, a mieszkańcy miast tracili czas i ponosili dodatkowe koszty, więc z uwagi na sytuację „nieprzystojną dla krajowej administracji”, zakończył ten cały galimatias i zabronił odsyłać spraw do Magdeburga.

Kazimierz tak się zawziął na miasto Magdeburg, że zakazał nazywać to prawo od nazwy tego miasta. Teraz się to prawo nazywało „Teutońskie”.

Kazimierz Wielki wyznaczył Zamek Królewski w Krakowie jako siedzibę Najwyższego Sądu Apelacyjnego. Sąd ten składał się z adwokata królewskiego (jako prezesa Sądu) i siedmiu sędziów apelacyjnych z siedmiu miast w Polsce, których wyznaczał Prokurator Generalny (królewski). Prawo to było potwierdzane było w latach 1356 (Kazimierz Wielki), 1421 (Władysław II), 1444 (Władysław III).

Ten krakowski Sąd Apelacyjny ujednolicał „ogólne prawo Chełmińskie” i „Magdeburskie prawo prowincjonalne”, gdyż prawa te miały „różne odmiany w różnych miejscach”. Decyzje Sądu w Krakowie były następnie zatwierdzane przez królewskie potwierdzenia oraz „plebiscyty” – można się domyślać, że były „procedowane i głosowane” na sejmach.

Tako rzecze źródło z końca XVIII wieku.

A teraz z zawiłego i niezwykle długiego hasła (!!!!!), tłumaczę krótko „na nasze”.

Końcem XVIII wieku zastanawiano się jak to dawniej było z tym prawem magdeburskim i chełmińskim. Okazało się, że nie ma żadnego jednolitego, udokumentowanego źródłami historycznymi „prawa magdeburskiego” ani „prawa chełmińskiego”. Nikt nawet nie wie i nie rozumie skąd się wzięły te nazwy, szczególnie że „prawo magdeburskie to inaczej teutońskie”.

Inaczej mówiąc, w roku 1781 Krasicki doszedł do wniosku, że nazwy „Prawo Magdeburskie” oraz „Prawo Chełmińskie” pochodzą od umiejscowienia w tych małych miastach „sądów arbitrażowych”, które rozpatrywały sporne sprawy nadsyłane z sądów miejskich, z setek miast całej Europy.

Krasicki wyraża zdumienie, dlaczego takie sądy apelacyjne nie mieściły się w Krakowie, Wrocławiu, Wiedniu, Berlinie, ale w jakimś „Pcimiu Dolnym” i „Wólce Górnej”, i dlaczego w związku z tym prawa te nie nazywały się „Prawem Krakowskim / Wrocławskim / Wiedeńskim/ Berlińskim (niepotrzebne skreślić)”…

Od siebie dodam, że nie jest zrozumiałe, dlaczego te akty prawne nazywano „Magdeburskim” czy „Chełmińskim”, jeżeli oryginalne tytuły podawane przez Krasickiego, oraz święta Wikipedia, piszą o „Prawie z Kulm”, oraz o „Prawie Saksońskim” („Zwierciadło Saskie”). Zagadka…

Spojrzyjmy na daty podawane przez Ignacego Krasickiego, a dotyczące tworzenia praw miejskich na terenie „obecnej Polski”. Daję cudzysłów, bo trudno mówić o strukturze państwowej na obszarze gdzie każde miasto i prowincja stosuje własne zasady i prawo.

978 – Prawo Magdeburskie czyli Teutońskie ogłasza cesarz Otton II (955 – 983, król niemiecki od 973, Święty Cesarz Rzymski od 980). Wikipedia twierdzi, że w 1035 Magdeburg otrzymał patent nadający miastu prawo do handlu i zjazdów. Prawo to spisane zostało w 1188. Widać że 200 lat w tę czy tamtą stronę to dla historyków jest nieistotna sprawa, szczególnie przy czymś tak istotnym jak Prawo Magdeburskie.

1233 – mistrz „Zakonu Krzyża” Hermann de Salca nadaje to prawo miastu Chełmno. Wikipedia potwierdza tę datę, zmieniając imię i nazwisko mistrza na „Hermann von Salza”. Prawo Chełmińskie jest według Wikipedi „Prawem z Kulm”. O „Jus Culmense vetus” wspomina Encyklopedia Krasickiego.

Pomiędzy 1243 a 1279 Prawo Teutońskie (Magdeburskie) otrzymuje Kraków a potem „inne miasta w Polsce”. Nadaje tym miastom to prawo książę Bolesław IV Wstydliwy ( 1226 – 1279)

1249  – „Akt Concordiae” stanowi, że obywatele Prus mają się rządzić „prawem polskim” a nie „chełmińskim”.

1251 – powtórne nadanie prawa miastu Chełmno (tak zwanego „starego prawa”) z małymi zmianami w stosunku do wersji z 1233 przez Eberharda de Seyne. Prawo to jest zlepkiem zasad (różnych „praw”), dotyczących praw ziemskich, prawa dziedziczenia i prawa górniczego. Wygląda, jakby te prawa zupełnie nie dotyczyły miast!

1303 – pierwsza formalna wzmianka o „prawie chełmińskim”, podana przy okazji informacji o „wielkim trzęsieniu ziemi” jakie dotknęło całe Prusy

1356 – Kazimierz Wielki potwierdza prawo nadane przez Eberharda de Seyne (w 1251)

1394 – książę Henryk Śląski nadaje „Prawo Magdebursko – Teutońskie” miastu Wrocław. Prawo to powielają Krzyżacy, zmieniając tylko nazwę na „Prawo Chełmińskie”. / moja uwaga: jeżeli Krzyżacy w 1394 kopiują „Prawo Magdeburskie” i nadają mu nazwę „Prawo Chełmińskie”, to jest to rok „powstania tego prawa”! Druga uwaga: Krasicki wyraźnie stwierdza, że nadanie miastu Wrocław „Prawa Magdebursko – Teutońskiego” jest PIERWSZYM w historii nadaniem praw miejskich według tego prawa! Czyli, że Wrocław uzyskał „Prawo Magdeburskie” jako pierwsze miasto na świecie w roku 1394. Zaś „Prawo Chełmińskie” jest krzyżacką kopią tego prawa „wrocławskiego”, czyli że powstało po roku 1394. Amen!!! /

1421 – Władysław II potwierdza prawo nadane przez Eberharda de Seyne (w 1251)

1444 – Władysław III potwierdza prawo nadane przez Eberharda de Seyne (w 1251)

1454 – Kazimierz IV Jagiellończyk nadaje „nowe prawo”. Przestaje obowiązywać „stare prawo magdebursko-teutońsko-chełmińskie”. Miasta pruskie mają teraz stosować prawa: magdeburskie, chełmińskie, polskie i pruskie. To znaczy, każdy dalej używa takiego prawa jakie dotychczas stosował. Zdaniem Krasickiego, świadczy to dobitnie o tym, że przed rokiem 1454 Prusy nie miały „osobnego, tylko dla siebie i jednolitego prawa chełmińskiego”.

1476 -Kazimierz IV likwiduje wszystkie prawa „nadane Prusom przez Krzyżaków”. Ustanawia Kraków, jako miejsce posiedzeń Sądu Apelacyjnego dla miast Rzeczpospolitej. Potwierdza to Wikipedia.

1526 – Zygmunt I Stary nadaje prawa Prusom, „bo nie ma tam dotychczas żadnych praw” – w tym „chełmińskich”. Dla Krasickiego jest to oczywistym dowodem na to, że przed rokiem 1526 Prawo Chełmińskie nie było znane w Polsce!

1585 – „Prawo Chełmińskie” po raz pierwszy zostaje wydrukowane (Toruń – 5 tomów). W roku 1781 uchodzi ten tekst za najstarszy znany tekst „prawa chełmińskiego”. Proszę zwrócić uwagę na to, że święta Wikipedia twierdzi, że „Prawo Chełmińskie” drukowano w latach 1566, 1580 oraz 1594

1589 – W związku z brakiem jednolitości prawa, obywatele Prus „stanu rycerskiego”, proszą o „ułożenie sobie własnych praw ziemskich”. Co im łaskawie pozwolono w roku 1598.

Wiem, że Czytelnik jest już znużony „wyliczankami”, ale sprawy poruszane są nadzwyczajnie ważne dla zrozumienia tego co się działo na przełomie XVIII i XIX wieku.

W tym miejscu, dla porównania wklejam daty związane z tworzeniem się hipotek w Polsce (https://kodluch.wordpress.com/2018/11/05/%e2%99%ab-off-topic-o-instytucji-hipotecznej-w-polsce/)

Pierwsze prawo hipoteczne: 1503 (zmiany w latach: 1527, 1539, 1550, 1588, 1607, 1768, 1775, 1808, 1810, 1818, 1825, 1856-1861)

Kluczowymi datami są prawa z roku 1768 i 1775 gdyż stanowią początek tworzenia się jednolitych „praw obowiązujących miasta” na terenie RP i WKL. Możliwe, że istnieje korelacja przyczynowo-skutkowa pomiędzy nadaniem praw Prowincji Pruskiej praw w roku 1526 z ustanowieniem prawa hipotecznego w roku 1527.

Choć prawo ustanowione w roku 1588 było „prapoczątkiem” jednolitych praw miejskich (hipotecznych) w Polsce, gdyż stanowiło o zapisywaniu do ksiąg hipotecznych długów, jednak nie określało okresu czasu uprawomocnienia się zapisów, czyli wpisywania umów sądów lokalnych w archiwach „ziemskich” – tak zwanego „oblatowania”. Takie sztywne ramy „uprawomocnienia się zapisów” hipotecznych wprowadzano dopiero w latach 1768 i 1775, co można uznać za początek systemu prawa miejskiego i hipoteczno – sądowego.

Widzimy wyraźną korelację pomiędzy datą 1585 (ukazało się pierwszy raz drukiem „prawo magdebursko-chełmińskie) i datą 1588 – pierwszy nakaz zapisywania długów do ksiąg hipotecznych. Takie długi „generowały” jedynie miasta w czasie prowadzenia „działalności handlowej”.

Mówiąc inaczej, na podstawie informacji Krasickiego oraz Wikipedii, widzimy korelację dat związanych z prawem miejskim i hipotecznym: 1526  – 1527 oraz 1585 – 1588. W obu parach dat, pierwsza data związana jest z prawem miejskim a druga w tej parze data związana z prawem sądowo-hipotecznym. Chyba nie jest to przypadkiem, szczególnie że Krasicki wyraźnie się upiera, że przed rokiem 1526 Prawo Chełmińskie nie było znane w Polsce!

Prawa te jeszcze przez wiele lat nie obowiązywały na całym terenie Polski i WKL, bo w 1589 roku obywatele Prus chcą własnych i jednolitych praw, co im się przyznaje w roku 1598.

Wracamy do cywilizacji…

Wracając do naszego przykładu początkowego i mojej interpretacji warunków powstania „cywilizacji”. Możemy do tych warunków (od A do D), dopisać warunek konieczny „E”.

Tym warunkiem jest wspólne dla całej grupy, jednolite i przez wszystkich uznane zasady obowiązujące w grupie. Zbiór tych wspólnych zasad to „prawo”. Początkowo jest ono „nie pisane”, ale zapamiętywane. Może te zasady są przekazywane młodzieży podczas jakiegoś obrzędu inicjacji, ze starodawnym obyczajem symbolicznego uderzenie w policzek lub wytargania za uszy „ku lepszej pamięci”. I to wspólne prawo, zasady działania grupy, obowiązują wpierw naszą społeczność „wędrowców” który przyszli na nadrzeczne pola. Obowiązuje ich także po podzieleniu się grupy na „specjalistów”: czyli „wioskowych rolników”, przemysłowców i rzeczników.

Z uwagi na to, że w sąsiedniej społeczności obowiązują trochę inne zasady, tworzenie się „jednostki nadrzędnej” czyli „państwa”, zaczyna się od momentu rozpoczęcia prac nad uzgodnieniem jednego, szanowanego przez wszystkie osady nadrzeczne prawa.

Przypominamy sobie naszą opowieść o „rzecznikach” co stali się „handlowcami”. Gdyby nie zawarli sojuszu z pasterzami, wyłamując się z prawa obowiązującego rolników, przemysłowców i rybaków, mogli by zgodnie ze wspólnym prawem, jako część społeczności, spokojnie i za darmo, NA SWOJEJ (ale wspólnej ) ZIEMI rozbudować port rzeczny. Ponieważ wyłamali się ze wspólnego prawa, zostając „handlowcami”, stali się w tym momencie „obcymi”. Więc jako „obcy”, dostają prawo na rozbudowę portu rzecznego, ale na „prawie obcych”. Czyli że ziemia „portowa” (brzeg) jest własnością wioski, a handlowcy teraz muszą go teraz „wydzierżawić”.

Prawdopodobnie, zgodnie z tą odwieczną zasadą, miasto górnicze Schwaz nie płaciło nikomu podatków od roku 1420 do roku 1898. Można domniemywać, że przez ten okres „przemysłowcy” z Schwaz to „miejscowi”, związani umową plemienną z otaczającą miasto ludnością. Dopiero w 1898 roku tamtejsi „przemysłowcy” postanowili zerwać z „plemieniem” i stojące od 478 lat miasto, zostało „wydzierżawione” mieszkańcom. Tym samym, mieszkańcy wyszli spod „prawa rodowego” i zaczęli podlegać pod jakąś formę „prawa magdeburskiego”. Dokładnie tak, jak w przykładzie z „rzecznikami” którzy się usamodzielnili.

Jest to niezwykle ważny moment w historii. Bo muszę Państwu zdradzić, lub tylko przypomnieć, że do 3.05.1791, OBYWATELAMI Polski byli jedynie „Słowianie mieszkający poza miastami”.

Eksterytorialne miasta zamieszkiwali cudzoziemcy, którzy nie posiadali praw „obywatela RP i WKL”.

A najważniejsze jest to, że do 3.05.1791 „obywatel – Słowianin” NIE PŁACIŁ w Polsce ŻADNYCH PODATKÓW !!!

Proszę sobie gdzieś to czerwonym mazakiem zanotować by się utrwaliło!

Do Konstytucji 3 Maja, podatki płaciły jedynie miasta, czyli „eksterytorialne strefy ekonomiczne”!

”Dar” a „podatek”…

W tym miejscu musimy jasno i wyraźnie odróżnić „datek” od „podatku”.

„Datek”, czyli „dar”, nie był „zobowiązaniem finansowym”, ale odwieczną praktyką obdarowywania wybranego przez społeczność „naczelnika wioski”. Ten „pierwszy sekretarz kołchozu pańszczyźnianego” przekazywał „sekretarzowi wyższego organu”, czyli „księciu”, także swoje „datki” czyli „dary”. Również książę co roku przekazywał tradycyjne „dary” swojemu królowi.

Zgodnie z zasadą „wasal mojego wasala nie jest moim wasalem”, te dary nie przekazywał szlachcic królowi, ale swojemu suwerenowi, którym był książę. Te coroczne „dary” były odwieczną tradycją, tak mocno zakorzenioną, że jeszcze teraz w Polsce, podczas corocznych dożynek, symboliczne „dary” są składane na ręce aktualnej władzy partyjno-państwowej.

Te dary były dobrowolne, składano je po zbiorach, a ich ilość zależała od urodzaju.

Z kolei, podatki, to stały „dar” = „po-datek”, będący STAŁYM ZOBOWIĄZANIEM FINANSOWYM, choć płacony najczęściej w naturze. Pierwsze stałe podatki na terenie Rzeczpospolitej płaciły miasta – eksterytorialne strefy ekonomiczne. Te „strefy ekonomiczne” były JEDYNYM ŹRÓDŁEM DOCHODU Polski i Litwy!

Potem wprowadzono rzeczywiste podatki typu „dziesięcina” oraz „podatek od duszy” lub od domu ( „od dymu”). Zbieranie tych stałych zobowiązań powierzono organizacji która właśnie się pojawiła na terenie Europy Wschodniej, czyli papieskiemu „kościołowi”. Wprowadzenie dziesięciny mogło nastąpić tylko w momencie wprowadzenia systemu dziesiętnego, przy jednoczesnym pojawieniu się „organizacji windykacyjnej”. Czyli najwcześniej, w pierwszej połowie XIX wieku.

Ciekawostka.

Czytelnik wie o tym, że po rzekomym „pierwszym rozbiorze Polski” (1772), Pomorze i Warmia przypadły Prusom.

Ale nie wiem czy wie o tym, że do roku 1794 (tak zwany „trzeci rozbiór Polski”, czyli jak już wiemy, bankructwo Polski związane z bankructwem Jezuitów), miasta leżące nad Wisłą, takie jak Gdańsk i Toruń, nadal płaciły podatki Rzeczpospolitej!

Podatek ten nazywano „palowe”, i był związany z „palem” czyli kołkiem do uwiązywania łodzi.

Inaczej mówiąc, Gdańsk i Toruń płaciły Polsce opłatę dzierżawną za teren portu, tak jak nasi bajkowi „rzecznicy” płacili podatek dzierżawny na rzecz społeczności „wioski” po swoim „wyemancypowaniu się”. I płacili nadal „swojej wiosce”, mimo tego, że dawni „wioskowi” się wyprowadzili w inne miejsce i brzeg zajęło sąsiednie plemię.

Można to też ująć w ten sposób.

Miasta Gdańsk i Toruń płaciły podatek dzierżawny „swojej dawnej wiosce plemiennej” (Rzeczpospolita). Potem okolice zajęło inne plemię (Prusy), ale stare więzi plemienne były tak silne i zwyczaj był tak „święty”, że „rzecznicy” z Gdańska i Torunia nadal płacili ten podatek „swojej dawnej, plemiennej społeczności”. A na dodatek, „nowa plemienna społeczność” (Prusy), nie żądała by teraz sobie płacić tej „dzierżawy”, bo szanowała odwieczny zwyczaj.

Tako rzecze święta i błogosławiona zawsze dziewica Wikipedia.

Krótkie podsumowanie…

A. Pod koniec XVIII wieku gorączkowo i bezskutecznie poszukuje się informacji o „Prawie Magdeburskim / Teutońskim / Chełmińskim/”. Można podejrzewać, że to „szukanie źródeł prawa”, jest związane z tworzeniem na terenie Polski i Wielkiego Księstwa Litewskiego, jednolitego prawa ”miejsko-hipotecznego”. Jasnym dowodem na to stwierdzenie jest nieprawdopodobnie długie, pełne pytań i sprzecznych informacji źródłowych, hasło w „Encyklopedii Krasickiego” z 1781 roku, o „Prawie Chełmińsko – Magdeburskim”.

B. Z uwagi na to, że do 3.05.1791 podatki w Polsce płacili jedynie mieszkańcy „eksterytorialnych stref ekonomicznych w miastach”, aby zwiększyć wpływy do skarbu państwa polskiego, należało ujednolicić i unormować ( = zwiększyć ) podatki nakładane na miasta. Do tego potrzebne było jednolite prawo hipoteczno – miejskie. Bo tylko mieszkańcy miast mogli prowadzić handel.

C. Zręby prawa hipotecznego powstały najwyraźniej w latach 1768 i 1775. Możemy chyba śmiało mówić, że „jednolite prawa miejskie” powstały także w tym okresie. Na pewno prawa te zostały ostatecznie ustalone Konstytucją 3 Maja 1791.

D. Istnieje niewątpliwa korelacja czasowo – przyczynowo – skutkowa w tworzeniu „praw miast w Polsce” z tworzeniem systemu prawno-hipotecznego (1768 – 1775), oraz bankructwem („kasatą”) Jezuitów (21.07.1773). Przypomnę że 5 marca 1762 parlament francuski rozpoczął obrady „na temat długu Jezuitów”, a w lipcu uznał działalność Towarzystwa Jezusowego za szkodliwą dla interesów Francji i przygotował zarządzenie o usunięciu zakonników z kraju, które król podpisał dopiero w listopadzie 1764. Angielska Wiki: „The suppression of the Jesuits in the Portuguese Empire (1759), France (1764), the Two Sicilies, Malta, Parma, the Spanish Empire (1767) and Austria and Hungary (1782). Prior to the eighteenth-century suppression of the Jesuits in many countries, there was an early ban in territories of the Venetian Republic between 1606 and 1656/7, begun and ended as part of disputes between the Republic and the Papacy, beginning with the Venetian Interdict. However the interdict had prompted a ban from the territories of the Venetian Republic of the Jesuits, and this continued until 1656/7, when it ended as part of the reconciliation of another period of disputes between the Republic and the Papacy.”

E. Proces ten zakończył się w roku 1794, tak zwanym „trzecim rozbiorem Polski”, a w istocie bankructwem istniejącego systemu finansowego, powiązanego z bankową siecią „Miłosiernych Jezuitów” (bankructwo Jezuitów orzeczono w roku 1773).

F. Po roku 1794 do władzy dochodzą „fizjokraci”, następuje zmiana istniejącego systemu feudalno-hipoteczno-salickiego na bankowo-patriarchalny poprzez wykup praw lennych w pierwszym etapie i „wykup od pańszczyzny” w jego drugim etapie. Proszę zwrócić uwagę na dziwną i symptomatyczną sprawę wspomnianą przez Krasickiego. Prawo „Magdeburskie” mówiło o dziedziczeniu w linii męskiej, a rzekomo później powstałe prawa, na przykład „Chełmińskie”, głosiły dziedziczenie „po linii kobiecej”. Dziwny i znamienny paradoks!!!

G. W latach 1905 – 1937 następuje całkowita spłata zobowiązań bankowych przez byłych chłopów pańszczyźnianych na terenie całej Europy (zakończenie wykupu pańszczyzny).

W latach 1905, 1914, 1917, 1936, 1939 następują kolejne etapy „resetu systemu”. Wszyscy którzy mają teraz ziemię / nieruchomości/ na całkowitą własność są jej formalnie pozbawieni, przez wprowadzenie kolejnych podatków, bo w momencie spłaty bankowych zobowiązań, właściciel ziemi nie jest już nic nikomu winien i nie powinien za nią nikomu płacić… Pomiędzy 1918 a 1945 poszczególne państwa przejmują rolę banków, każąc płacić sobie za już wykupioną na własność ziemię w formie stałego „podatku”.

Hipoteza na zakończenie…

Jak informowałem tutaj: https://kodluch.wordpress.com/2018/10/02/%e2%99%ab-off-topic-synteza-czesc-6/ w roku 1862 dokonano spisu ludności Królestwa Polskiego. Ustalono, że jest 4 972 193 osób w całym kraju. W tym było mieszkańców miast 1 216 285 ( 24,5% ), a mieszkańców wsi 3 775 908 ( 75,9%). Takie proporcje liczebności mieszkańców miast i wsi dawały wtedy Polsce niemal absolutne pierwszeństwo w Europie i na świecie. Świadczy to o niesłychanym rozwoju cywilizacyjnym Królestwa Polskiego.

Miast w Królestwie Polskim było 452, z tego było 223 „miast państwowych” i 226 „miast prywatnych”. Autorzy informacji nie wspominają jaki status miały trzy miasta, bo 223 + 226 = 449.

Jak wiemy, rok 1864 jest ostatnim rokiem istnienia niezależnej Polski, bo od roku 1865 jej budżet zostaje włączony do budżetu Cesarstwa, maszyny Mennicy Warszawskiej zostaną wywiezione do Petersburga i zacznie się wykup pańszczyzny przez chłopów na 42-letni kredyt .

Równocześnie władze z Petersburga zamierzają „likwidować miasta prywatne”.

Czy jesteśmy w stanie zinterpretować tę niesłychanie ważną informację? Tak!

Po pierwsze, do roku 1864 istniało w Polsce aż 226 miast „prywatnych” = 50% wszystkich polskich miast!

A po drugie, co to znaczy, że „miasto jest prywatne” lub „państwowe”?

Nie będziemy chyba robić błędu, jeżeli zinterpretujemy to w ten sposób, że miasto „prywatne” to miasto „należące do lokalnej społeczności”. Czyli miało status górniczego miasta Schwaz, które istniało jako „miasto górników i przemysłowców” od roku 1420 do roku 1898, gdy nadano miastu „prawa miejskie”. Miasto takie nie płaciło podatków do „kasy państwowej”, bo należało do lokalnej wspólnoty „wioskowych – przemysłowców -rzeczników” – czyli „obywateli którzy nie płacą podatków”. Przy tym, nie jest ważne jak nazywał się „pierwszy sekretarz partyjnej organizacji wspólnotowej” – Branicki, Lubomirski czy Potocki.

Jeżeli nasza hipoteza jest słuszna, to okazuje się, że do roku 1865, POŁOWA WSZYSTKICH MIAST w Polsce należała jeszcze do wspólnot rodowych!

A od roku 1865 planuje się by wszystkie polskie miasta otrzymały jakieś wspólne „prawa magdeburskie”.

Gdy tymczasem w Austrii, proces ten trwa aż do samego końca XIX wieku, bo Schwaz „upaństwowiono”, czyli odebrano lokalnej społeczności rodowo-plemiennej, dopiero w roku 1898!

Jest nad czym pomyśleć, nieprawdaż?

= = = = = = = = = = = = = = = = = =

Do tłumaczenia tekstów można stosować na przykład:
http://free-website-translation.com/

= = = = = = = = = = = = = = = = = =

♫ – OFF TOPIC – SPIS TREŚCI tematów „OT”
https://kodluch.wordpress.com/2018/03/16/%e2%99%ab-off-topic-spis-tresci-tematow-ot/

https://kodluch.wordpress.com/about/

= = = = = = = = = = = = = = = = = =

4 uwagi do wpisu “♫ – OFF TOPIC – Miasta (część 1 o Prawie Magdeburskim)

  1. „Jest nad czym pomyśleć, nieprawdaż?”
    No cóż, żyjemy nadal w zakłamywanej rzeczywistości. Pociecha w tym, że są wybitne jednostki które na przekór zdrajcom i zaprzańcom fałszującym historię mają pasję odkrywania prawdy i dzielenie się zdobytą wiedzą. A tak przy okazji, czy Napoleon Bonaparte był postacią fikcyjną. To że tzw. Kodeks Napoleona powstał wcześniej niż Napoleon stał się personą znaczącą, nie wyklucza faktu, że Kodeks Francuski mógł zmienić swą nazwę w późniejszym czasie stając się Kodeksem Napoleona.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Re: ” To że tzw. Kodeks Napoleona powstał wcześniej niż Napoleon stał się personą znaczącą, nie wyklucza faktu, że Kodeks Francuski mógł zmienić swą nazwę w późniejszym czasie stając się Kodeksem Napoleona.”

    Oczywiście! Więc niech wszystkie Wikipedie i nauczyciele historii napiszą i powiedzą, że Kodeks Francuski przygotowano i uchwalono przed dojściem Napoleona do władzy, a potem na jego cześć Kodeks nazwano „Kodeksem Napoleona”. Tylko i aż tyle.

    PS
    Dziękuję za „czytelnictwo” 🙂
    Pozdrawiam…

    Polubione przez 1 osoba

Dodaj komentarz

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s