♫ – OFF TOPIC – Trochę prywaty – część 2



Ruiny zamku w Czersku z ilustrowanego czasopisma z lat 1880-1886…
Zamki których ilustracje zamieszczam wizytował Ignacy Krasicki. Według jego opisu były już „uszkodzone” ale jeszcze „zamieszkałe”. Grafiki pochodzą głównie z opracowań Pana Biekbułata Kamałowa…

♫ – OFF TOPIC – Trochę prywaty – część 2

Trochę prywaty. Część II

Wstęp, czyli bardzo długi dopisek do części I-szej, przed bardzo długą „częścią właściwą”…

W poprzedniej, długiej opowieści, naświetliłem tło historyczne związane z tworzeniem edukacji w Polsce, co było związane z „kasowaniem Jezuitów”. W całkowicie osobnej opowieści powiem Państwu o „antycznym” i średniowiecznym handlu, oraz o systemie finansowania i przekazywania pieniędzy. Mam na myśli zarówno papieską „złotą sieć”, jak i Templariuszy oraz Jezuitów.

Wydaje się, że tak jak Templariusze, którzy byli „przechrzczonymi żydami”, tak i Jezuici, tworzyli swoje finansowe imperium na bazie „pewnej warstwy społecznej”, wspierając się na aktualnych zdobyczach wiedzy finansowej „monetarystów – merkantylistów” (zachęcam do poczytania życiorysów pierwszych „jezuitów”).

Ich ośrodki powstawały na trasach komunikacyjnych, czyli tam gdzie trwał intensywny handel opium (z Indii do Chin i do Europy), oraz haszyszu i yerba mate z Ameryki Południowej. Jezuici zakładali plantacje herwy, czyli yerba mate w Ameryce Południowej. Tam też sprowadzili konopie, których uprawa i eksport do Europy stanowił ich dodatkowy, ogromny dochód.

Za Wikipedią (Zawsze Dziewicą) – https://pl.wikipedia.org/wiki/Komisje_Rozdawnicze_Koronna_i_Litewska

W 1773 roku Sejm Rozbiorowy w milczeniu przyjął breve kasacyjne Klemensa XIV „Dominus ac Redemptor” – podpisane przez papieża 21 lipca 1773 a wydane / ogłoszone drukiem/ 16 sierpnia.

Stanisław August Poniatowski dążył do przejęcia zarządu nad majątkiem pojezuickim poprzez podsunięte osoby.

Wyznaczona przez monarchę komisja miała administrować pojezuicką masą majątkową i czuwać nad jak najkorzystniejszym obrotem kapitałów, przeznaczonych na edukację publiczną. Projekt ten wniesiono w czasie obrad delegacji 8 października 1773.

Zgodzono się utworzyć komisję edukacyjną oraz lustracyjną. Do zadań tej drugiej miało należeć zbadanie wartości pojezuickiego majątku ruchomego i nieruchomego.

Marszałek Adam Poniński przystał na ten projekt z zastrzeżeniem, by nieruchomości oddano w emfiteuzę szlachcie rodowej. 14 października 1773 na wniosek Stanisława Augusta Poniatowskiego… powołano Komisję Edukacji Narodowej.

Jednak przed przybyciem lustratorów magnaccy fundatorzy dzieł jezuickich i ich sukcesorzy zdołali zabrać dużą część majątku pojezuickiego, niejednokrotnie zajmując ich grunta i przesuwając kopce graniczne. Także sami lustratorzy dopuszczali się kradzieży.

14 marca 1774 przyjęto wniosek kanclerza wielkiego koronnego biskupa poznańskiego Andrzeja Stanisława Młodziejowskiego by powołać dwie komisje rozdawnicze: koronną oraz litewską, liczące po 14 senatorów i 32 posłów, do przydziału dóbr ziemskich.

Szacowana wartość mienia jezuitów przejętego przez Rzeczpospolitą wynosiła 32 mln złp. W rozdziale dóbr ziemskich miała uczestniczyć tylko dawna szlachta rodowita, zaś nieruchomości w miastach mogła nabywać również świeża szlachta i mieszczanie; kolegia pojezuickie pozostawiono do dyspozycji KEN.

Dobra ruchome i sprzęty nieprzydatne w edukacji sprzedano na licytacji.

Wszelkie srebra kościelne oddano do mennicy, nie wyłączając monstrancji. W czasie likwidacji majątku dopuszczano się wielu malwersacji, nagminnie dochodziło do przypadków korupcji. Oblicza się, że nawet połowa materiału przesyłanego do mennicy mogła być przejęta na cele prywatne przez lustratorów i ich pomocników.

Ze sprzedaży naczyń kościelnych 1,5 mln złp przypadło Augustowi Kazimierzowi Sułkowskiemu / bardzo ciekawa postać – mój dopisek/, 600 tysięcy złp biskupowi wileńskiemu Ignacemu Jakubowi Massalskiemu, tyle samo kanclerzowi Młodziejowskiemu / biskup i prymas, zabójca interreksa Łubieńskiego, opłacany przez Oldenburgów z Petersburga – mój dopisek/. Znaczną sumę przekazano także królowi.

W komisjach rozdawniczych dużą rolę odgrywali m.in. Adam Poniński, hetman polny koronny Franciszek Ksawery Branicki, marszałek wielki litewski Władysław Gurowski, biskup wileński Ignacy Jakub Massalski, biskup poznański Andrzej Stanisław Młodziejowski. Nuncjusz Giuseppe Garampi skarżył się na wymienionych biskupów do Rzymu, że przeprowadzając sekularyzację dóbr pojezuickich, przywłaszczyli sobie znaczne sumy, pozwalając na zabór kielichów, sreber i naczyń kościelnych. Wzburzony nazywał Polaków narodem bezprzykładnym. Sam biskup Massalski dopuścił się defraudacji 300 000 złotych polskich z funduszy przeznaczonych na edukację. Według ówczesnych świadectw członkowie komisji dopuszczali się łupiestw i kradzieży, rozdzielając pomiędzy siebie lub swoich krewnych za bezcen dobra pojezuickie.

Dobra i kapitały jezuitów przejmowali komisarze rozdawniczy, członkowie delegacji sejmowej, dworzanie i faworyci królewscy. Niejednokrotnie król podpisywał przywileje na emfiteuzę na żądanie swoich faworytek.

Ustanowiono też dwie komisje sądownicze po 32 członków każda dla dóbr, w stosunku do których toczyły się procesy sądowe. Już 5 komisarzy wystarczało do kompletu.

Dopiero Sejm 1776 ustanowił komisję egzaminacyjną, która zajęła się działalnością KEN, komisji rozdawniczych i sądowych. Na wniosek biskupa płockiego Michała Poniatowskiego 22 października rozwiązał komisje rozdawnicze i sądowe, przelewając ich kompetencje na KEN.

Tako rzecze Wikipedia. A teraz krótko wyjaśniam. Proszę zwrócić uwagę na to, jak niezwykle szybko, sprawnie i jednomyślnie „rzucono się” na majątek jezuitów! Dobra „materialne” w postaci złota i srebra miały iść na bicie monet, szkoły jezuickie stawały się „szkołami KEN”, zaś ziemie szły jako „ emfiteuza” dla „szlachty rodowej”. Czyli, że istniała wtedy już „grupa społeczna”, zwana „szlachtą bez rodowodu”. A oficjalnie to dokumenty „rodowodowe” zaczęto tworzyć w połowie XIX wieku! Można domniemywać, że przez trzy pierwsze lata (1773-1776), „zabezpieczano księgi” Jezuitów, przy okazji „prywatyzując” to i owo, a następnie zaczęto wyprzedaż ogromnego majątku Jezuitów przez „komisję windykacyjno-komorniczą”, czyli Komisję Edukacji Narodowej.

Nikogo nie interesowały „kościoły” Bractw Miłosierdzia, czyli budynki „kantorów bankowo-notarialnych”. One niszczały, lub je pracowicie wyburzano…

O pojęciu „emfiteuza” pisałem tutaj: https://kodluch.wordpress.com/2018/10/02/%e2%99%ab-off-topic-synteza-czesc-6/

Było to mówiąc prosto, wydzierżawianie ziemi leżącej odłogiem jako rodzaj „wieczystej dzierżawy” z prawem dziedziczenia i sprzedaży „wypożyczonej” ziemi, będącej nadal „własnością wspólną”.

Jak widać wyżej, majątek ruchomy i nieruchomy jezuitów oszacowano na 32 mln złotych. Ile to było? Ano, w tym czasie roczne wydatki Rzeczpospolitej wynosiły około 20 mln złotych. Właściciele banków, na przykład Tepper, czy Prot Potocki mieli majątki rzędu 60 mln złotych każdy. Tak twierdzi święta Wikipedia…

Wikipedia podpowiada, że „w 1791 roku dochody Franciszka Ksawerego Branickiego szacowano na 774 995 złotych polskich. Ordynacja Zamoyskich przynosiła 400 000 złotych polskich intraty. Michał Kleofas Ogiński posiadał fortunę wartości 20 mln złotych polskich.

Franciszek Salezy Potocki posiadał 70 miast i około 700 wsi, oprócz tego posiadał 7 starostw i dzierżaw, liczących kilkadziesiąt miast i wsi, przynoszących mu w 1771 roku 200 000 złotych polskich rocznego dochodu. Karol Stanisław Radziwiłł Panie Kochanku miał 5 mln złotych polskich dochodu, posiadał w królewszczyznach 16 miast, 583 wsi, 25 wójtostw i wiele własnych dóbr dziedzicznych. W 1764 roku miał 6000 żołnierzy wojsk prywatnych. Dobra Stanisława Szczęsnego Potockiego na Ukrainie wraz ze starostwami liczyły 3 mln mórg, w tym przeszło milion mórg ziemi ornej i zawierały 130 000 osadników pańszczyźnianych. Potocki posiadał dochód 3 mln złotych polskich a jego dwór liczniejszy był od dworu królewskiego, bo liczył 400 dworzan i służby.”

Przypomnę, że po upadku banku Teppera i innych bankierów pochodzenia hugenocko-żydowskiego, okazało się że Tepper oraz inni bankierzy mają manko bankowe w wysokości 250 mln złotych, czyli przekraczające 12-letnie wydatki Rzeczpospolitej. Zadłużenie samego tylko Teppera sięgnęło 3,3 mln dukatów, czyli ok. 59,4 mln złotych polskich.

Cytat:W 1793 sejm grodzieński zdecydował o powołaniu Komisji Bankowej kierowanej przez biskupa Wojciecha Skarszewskiego, której zadaniem była likwidacja aktywów upadłych banków i zaspokojenie roszczeń wierzycieli. Mimo rozbiorów, komisja działała przez przeszło dekadę. Jej dokumenty stanowiły cenne źródło historyczne ukazujące złożone powiązania między polską finansjerą a domami bankowymi całej Europy. Większość z nich uległa jednak zniszczeniu w czasie II wojny światowej.”

W przypadku upadku banków, majątek trwały przechodził na rzecz wierzycieli, lub był sprzedawany. Ale najważniejszy i najcenniejszy był „majątek księgowy”. Dlatego też na pierwsze wieści o „upadku banku Teppera”, opieczętowano jego kantory i zabezpieczono księgi bankowe.

To było najcenniejszym aktywem bankowym!

Dlatego też, niezwykle szybkie działanie Sejmu i zgodne współdziałanie „kręgów rządzących i opozycyjnych”, czytaj – Oldenburgów z Petersburga, Berlina i Wiednia (plus Watykan) – wskazuje nam na to, że w przypadku jezuitów chodziło o szybkie zabezpieczenie „jezuickich aktywów”, czyli ksiąg bankowych.

Zaś dobra materialne, czyli ziemia, decyzją „dwóch komisji sądowniczych” przechodziła na własność podmiotów, które udowadniały przed sądami swoje prawa jako wierzyciele jezuitów. To nie jest żadna „kasata jezuitów”, ale zwykła, bankowa upadłość!

Przypomnę, że BEZPOŚREDNIĄ przyczyną „kasaty jezuitów” i zawalenia się ich imperium handlowo-finansowego, „była sprawa ojca La Valette’a, przełożonego na Martynice. La Valette zaciągnął kredyt na działalność handlową misji, jednak nie był w stanie terminowo spłacić długu, który m.in. wobec pewnej spółki handlowej z Marsylii osiągnął wysokość dwóch i pół miliona liwrów.

Generał Ricci odmówił spłaty długu La Valette’a, argumentując, że to La Valette pogwałcił prawo zakonu, które zabraniało swym członkom prowadzenia interesów z pozycji zarządzającego lub partnera, wobec czego Towarzystwo nie ponosi za te długi odpowiedzialności. Spółka z Marsylii pozwała zakon do sądu, który nakazał Towarzystwu spłatę długów La Valette’a. Jezuici odwołali się do paryskiego parlamentu, który wydał orzeczenie na ich niekorzyść.”

Tak twierdzi święta Wikipedia!

W wyniku sądowego i parlamentarnego orzeczenia, Jezuitów „zaczęto prześladować” we Francji, potem w Hiszpanii, Portugalii i… zaczęła się toczyć bankowo-upadłościowa śnieżna kula…

A poszło o „głupie” 2,5 miliona liwrów, czyli 50 mln solidów = 600 mln denarów = 200 mln talarów

Ponieważ wtedy 1/6 talara = 1 zł, stąd te 2,5 mln liwrów stanowiło równowartość 1 200 mln złotych polskich ( miliard dwieście milionów ówczesnych złotych, = ~ 66,66 mln dukatów).

To była suma odpowiadająca wydatkom Rzeczpospolitej przez 60 lat!

Równało się to (zakładając że 1 talar zawierał 16,56 g do 23,3 grama czystego srebra), wartości około 4 000 ton srebra (cztery tysiące ton czystego srebra).

Przypomnę, z poprzednich części, że za 7-8 ton czystego srebra Fugger „zakupił sobie” kopalnie i huty Tyrolu, zaś wcześniej Jagiełło za niemal taką samą ilość srebra „zwindykowaną” na Braciach Miłosiernych, czyli Krzyżakach, wykupił sobie prawa do kopalni srebra i miedzi na terenie obecnej Słowacji.

Talary Marii Teresy, bito od roku 1751 do roku 2000. Wyprodukowano ich do końca XX wieku 389 milionów sztuk, z tego w roku 1931 szacowano, że z wybitych do tego roku talarów, w ilości 245 milionów sztuk, 20% znajdowała się w Etiopii – gdzie też były też jezuickie „faktorie”.

Pojawia się pytanie: po co lokalnemu oddziałowi „Banku Miłosiernych Jezuitów” z Malty (bo chyba nie chodzi o jakiegoś „ojczulka z Valetty” na środkowoamerykańskiej wyspie Martynika?), „drobna pożyczka” w wysokości 60 budżetów Polski?

Jeżeli „Miłosierni Jezuici” pożyczyli te pieniądze, to pod zastaw – bo tak praktykowano – co było przedmiotem zastawu? Majątki i interesy jezuickie na terenie Europy Wschodniej? A może całe terytorium ówczesnej Rzeczpospolitej – od Poznania po Smoleńsk i Morze Czarne?

A jeżeli pożyczono, to zamierzano pożyczkę spłacić! Przynajmniej odsetki…

Gdyby pożyczono na jeden rok, sumę 1 200 mln złotych, na standardowy procent ówczesny (= 4%), to odsetki wynosiły po roku 48 milionów złotych, więcej niż dwa budżety Rzeczpospolitej końca XVIII wieku!

Skąd lokalny bank jezuicki (z Martyniki czy Malty) miał zamiar wziąć ODSETKI od pożyczonej sumy? Proszę sobie uzmysłowić, jakimi zyskownymi towarami i jak ogromnymi sumami pieniędzy obracali jezuici!

Powyższe rozumowanie powinno w sposób dostateczny uświadomić Czytelnikowi, że jedynym towarem, który dawał natychmiastowy i bardzo wysoki zysk, były narkotyki!

Warto przypomnieć, że do czasu, gdy w połowie XIX wieku ograniczono osobistą odpowiedzialność majątkową, do wysokości udziału w spółce akcyjnej lub „z ograniczoną odpowiedzialnością”, ród, gildia czy „firma”, a także osoba mająca tylko niewielki udział „akcyjny” w jakimś przedsięwzięciu, odpowiadała całym swoim majątkiem!

Więc nawet drobna niewypłacalność, w jednym interesie, powodowała dług wszystkich udziałowców na całym ich majątku. Tak było w podawanym przykładzie Roberta Stephensona.

Więc, „mała niewypłacalność” w jednym kantorze „Miłosiernych Jezuitów”, powodowała to, że cały ich majątek szedł pod młotek. A co dopiero mówić o wyżej wspomnianym zadłużeniu!

Pewnie zupełnym przypadkiem jest wysłanie w roku 1766 do Polski biskupa Młodziejowskiego, który zaraz morduje interexa Łubieńskiego, a potem ma tylko w głowie budowę cmentarzy, by następnie grać pierwsze skrzypce w pilnowaniu „kasaty majątku jezuitów”. Bo w roku 1766 akurat jezuitów „wyrzuca się” z Hiszpanii…

Ale dla naszych rozważań, najważniejsza jest informacja, mówiąca o tym, że już w roku 1776 (22 października), Sejm likwiduje komisje związane z likwidacją majątku jezuitów i te kompetencje ceduje na KEN!

Mówiąc prosto, Komisja Edukacji Narodowej, w roku 1776 otrzymuje prerogatywy „likwidatora” majątku upadłego „zakonu jezuitów”, szacowanego na 32 miliony złotych.

Majątek „byłych jezuitów” KEN szacuje, spienięża i… musi przekazywać jakieś sumy wierzycielom! A jakieś „resztki” tych sum „idą na edukację”…

A że głowni wierzyciele Jezuitów byli we Francji, stąd może wynikać niezwykłe zainteresowanie Francuzów sprawami Polski i Europy Wschodniej. Czy Napoleon był zwykłym windykatorem (komornikiem) pieniędzy jakie bankom Marsylii byli winni Jezuici? Skąd prawie pół wieku później wziął pieniądze Ksawery Branicki i dlaczego stał się tak hojny dla Francji? Był wszak „oficjalnym wrogiem nr 1” Oldenburgów z Petersburga! A car nie tylko pozwala mu wyjechać z Ukrainy, ale pozwala mu spieniężyć i wywieźć do Francji niewyobrażalny majątek!

Stąd bierze się to, że KEN działa nieprzerwanie przez „całą końcówkę” Rzeczpospolitej, a wszystkie „stronnictwa” zajadle zwalczające się nawzajem w Sejmie, zgodnie współpracują (nie zważając na to od którego z Oldenburgów biorą pieniądze i z jakiej są loży masońskiej), starając się „wkręcić” do prac KEN, by mieć oko na kasę.

Działalność Komisji Edukacji Narodowej formalnie ustaje się w latach 1793-1794.

A akurat w roku 1793 kompetencje „likwidacji banków” Teppera i innych, Sejm przekazuje na rzecz „Komisji Bankowej”, która sobie działa, mimo „rozbiorów Polski”, jeszcze co najmniej do roku 1803.

Aby było ciekawiej, hugenockie i żydowskie (niemieckie) „banki Tepperów”, w okresie prosperity, za pożyczanie pieniędzy królowi, otrzymują wyłączność na wydobycie i handel solą, oraz na handel „tabaką” (czytaj narkotykami – proszę sobie poszukać w internecie i sprawdzić jakie rośliny ozdabiały słynne tabakierki XIX wieku). I te „przywileje” trwają aż za połowę XIX wieku, mimo że ta „wyłączność” miała ograniczony czasowo charakter!

 

Ruiny zamku w Zawieprzycach. Jak widać, zamek popada w całkowitą runę w ciągu KILKUDZIESIĘCIU lat XX wieku. Dlatego też, wszystkie zamki w dawnej Rzeczpospolitej stały się „ruinami” w ciągu kilkudziesięciu lat, przed rokiem 1880-1890… Grafiki ułożyłem w kolejności pogarszania się stanu zamku. Zamek odwiedzał Ignacy Krasicki około roku 1780-1790. Nosił on wtedy pierwsze ślady zniszczeń…

http://www.zamki.pl/?idzamku=zawieprzyce#


Oficjalnie: 1858-1859.Litografia Adama Lerue


Oficjalnie: Drzeworyt według rysunku F. Strzyżowskiego. Tygodnik Ilustrowany 1862


Oficjalnie: Litografia Juliana Celińskiego według rysunku Marcina Olszyńskiego. Rok 1850.


Oficjalnie: Drzeworyt, Kłosy 1869 rok.


Oficjalnie: Zdjęcie z lat 1920-1930


Oficjalnie: Zdjęcie z lat 1935-1939


Oficjalnie: Brama wjazdowa. Zdjęcie z lat 1920-1930.

 

 

Wstęp do materiału źródłowego

Przypomnę z poprzedniego odcinka, że Księstwo powstało w wyniku podpisania w Tylży w dniach 7 i 9 lipca 1807 roku dwóch układów pokojowych, pomiędzy cesarzem Napoleonem Bonaparte a cesarzem Aleksandrem I oraz z Królestwem Prus.

Komisja Rządząca – tymczasowy rząd Księstwa Warszawskiego działa od 14 stycznia do 5 października 1807 roku.

26 stycznia 1807 roku Komisja Rządząca powołuje Izbę Edukacji Publicznej, która istniała w latach 1807–1812

W sytuacji, gdy nieunikniona stała się konfrontacja zbrojna z Rosją, Napoleon udzielił Księstwu pożyczki w wysokości miliona franków na pokrycie żołdu jego armii. Już w maju 1812 przygotowywał z ministrem skarbu Księstwa, Tadeuszem Matuszewiczem, ogłoszenie Konfederacji Generalnej Królestwa Polskiego. 26 maja Fryderyk August I przekazał swym ostatnim dekretem pełnię swojej władzy Radzie Ministrów Księstwa.

Po klęsce Napoleona w 1812 w Rosji, na terytorium Księstwa Warszawskiego wkroczyły wojska rosyjskie, kładąc praktycznie kres jego istnieniu. 18 marca 1813 Aleksander I powołał pięcioosobową Radę Najwyższą Tymczasową Księstwa Warszawskiego z prezesem Wasylem Łanskojem, której zadaniem było ściągnięcie z księstwa wysokiej kontrybucji na potrzeby armii rosyjskiej. W latach 1813–1814 Rosjanie pozyskali tą drogą 258 milionów złp. Prawnie Księstwo przestało istnieć w 1815 wskutek decyzji kongresu wiedeńskiego.

Z kolei Królestwo Polskie zostało utworzone formalnie na mocy traktatu rosyjsko-austriacko-pruskiego z 3 maja 1815, w którym mocarstwa dokonały podziału ziem Księstwa Warszawskiego.
Traktat podziałowy wszedł później do aktu końcowego postanowień kongresu wiedeńskiego z 9 czerwca 1815.

Państwo polskie działało w oparciu o Konstytucję Królestwa Polskiego, będąca wypełnieniem postanowień kongresu wiedeńskiego. Zaliczana jest ona do najbardziej liberalnych w pokongresowej Europie. Przy jej redakcji pracował kilkuosobowy zespół, z księciem Adamem Jerzym Czartoryskim na czele. Ostateczny tekst uwzględniał uwagi króla, który 27 listopada 1815 konstytucję podpisał, przez co uzyskała moc prawną. 13 lutego 1825 król Aleksander I znowelizował Konstytucję dodając Artykuł Dodatkowy wprowadzający tajność obrad Sejmu.

 


Ruiny zamku w Szydłowcach pod Radomiem

Przedmiot rozważań..

Przedmiotem mojego opowiadania jest praca Michała Mariana Grzybowskiego (ur. 1937, polski ksiądz, kanonik, historyk Kościoła, profesor doktor habilitowany, profesor historii w Wyższym Seminarium Duchownych w Płocku, dyrektor Biblioteki Diecezjalnej w Płocku i wicedyrektor Archiwum Diecezjalnego), badacza historii kościoła na Mazowszu. Mając dostęp do archiwów, wydał i opracował materiały źródłowe dotyczące biskupów płockich Michała Jerzego Poniatowskiego oraz Adama Prażmowskiego.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Micha%C5%82_Marian_Grzybowski

W swoim opracowaniu „Wypisy źródłowe do dziejów szkolnictwa elementarnego w powiecie mławskim i płockim, z wizytacji A. M. Prażmowskiego w roku 1817”, wspierał się pracami:

S. Kieniewicz: W: Historia Polski. Warszawa 1958. T. 2 cz. 2 s. 173—174.
Dziennik praw Księstwa Warszawskiego. T. 1 s. 169.
Z. Kukulski: Źródła do dziejów wychowania i szkolnictwa w Polsce z doby Izby Edukacji Publicznej 1807—1812. Lublin 1931 s. 444.
E. Podgórska: Szkolnictwo elementarne Księstwa Warszawskiego i Królestwa Kongresowego 1807—1831. Warszawa 1960 s. 13—14. 23 — Studia płockie t. VIII

Całość, znaleziona w internecie, znajduje się w części dalszej mojego opracowania. Pogrubionym drukiem zaznaczyłem interesujące fragmenty.

Wnioski zamieszczam poniżej…

 


Grobowiec w Krupie pod Lublinem

Osobiste wnioski…

* 1 *

Po śmierci Michała Jerzego Poniatowskiego (prymasa i szefa KEN) w roku 1794, następuje w diecezji warszawskiej swoiste krótkie bezkrólewie.

18 grudnia 1795 papież Pius VI mianuje biskupem pomocniczym diecezji warszawskiej (do 1798 w diecezji poznańskiej) i biskupem tytularnym Zenopolis, byłego jezuitę Jana Chrzciciela Albertrandi.
Jan Chrzciciel Albertrandi (1731 – 1808; biskup pomocniczy poznański w latach 1796–1798, biskup pomocniczy warszawski w latach 1798–1808, dziekan płocki, wikariusz generalny w archidiakonacie warszawskim w latach 1796-1797, prepozyt kapituły kolegiackiej Św. Jana Chrzciciela w Warszawie w 1779 roku, kanonik kapituły katedralnej gnieźnieńskiej fundi Wiewiec w 1786 roku, historyk, tłumacz, poeta, publicysta i bibliotekarz, główny cenzor mianowany przez rosyjskiego komendanta Warszawy gen. Friedricha von Buxhoevedena po stłumieniu insurekcji kościuszkowskiej.)

Postać niezwykle ciekawa. W roku 1764 prymas Władysław Aleksander Łubieński powierzył mu wychowanie swojego wnuka stryjecznego Feliksa Łubieńskiego.

A matką Feliksa Łubieńskiego (Feliks Walezjusz Władysław Łubieński, 1758 – 1848), była Paula Anna Szembek (1737 – 1798, tyrolska rodzina Schönbach), inaczej Paula Łubieńska, Paula Potocka, starościna guzowska i Paula Ogińska. Miała trzech mężów (Celestyn Łubieński, Jan Prosper Potocki, Andrzej Ignacy Ogiński), z którymi miała czwórkę dzieci: Feliks Łubieński, Antoni Protazy Potocki, Michał Kleofas Ogiński, Józefa Ogińska.

Feliks Łubieński miał z drugą żoną, Teklą z Bielińskich, następujących potomków: Franciszek Łubieński, Tomasz Łubieński, Piotr Łubieński, Jan Łubieński, Maria Skarzyńska, Paulina Morawska, Henryk Łubieński, Tadeusz Łubieński, Józef Łubieński, Róża Sobańska.

Widać jak na dłoni „przełożenie” srebra Tyrolu na ogromne majątki i władzę Ogińskich, Łubieńskich i Potockich.

A czy Czytelnik wie, że było wielu spokrewnionych ze sobą Szembeków, którzy byli prymasami i biskupami, którzy władzę „kościelną” przekazywali sobie z rąk do rąk, a niektórzy z nich byli „specjalistami od górnictwa”?

Taki na przykład konsyliarz Konfederacji Targowickiej, biskup Krzysztof Hilary Szembek. W 1782 król wydał przywilej dla Kompanii Olkuskiej na prowadzenie wydobycia rud miedzi w rejonie Olkusza, pod Buskiem i w Krzestanowicach i powołał 10 kwietnia Komisję Górniczą, na której prezesa wyznaczył Szembeka.

W 1800 roku, biskupem diecezjalnym warszawskim zostaje Józef Miaskowski. Sprawował urząd krótko, bo zmarł w roku 1804, nie mniej jednak „w nowej diecezji warszawskiej zorganizował życie religijne, przyczynił się do przywrócenia w niej karności kościelnej wśród duchowieństwa. Przeprowadził wizytację diecezji.”

Kolejnym biskupem warszawskim został kolejny były jezuita, Ignacy Raczyński (1741 – 1823 – okres sprawowani władzy biskupiej w Poznaniu 1794–1806, jako arcybiskup metropolita gnieźnieński w latach 1806–1818; „zastąpił na stanowisku” Ignacego Krasickiego – 1795-1801).

Raczyński był ostatnim „prymasem Polski i Litwy”. Potem następują dziwne rozdwojenia na „prymasów Polski” i „prymasów Królestwa Polskiego”, które trwają aż do roku 1829.

Powyższe informacje nie mają na celu „zamęczenie Czytelnika”. Są wskazówką, podpowiadającą, że ta karuzela stanowisk, może świadczyć o tym, że „nowa wiara katolicka”, na przełomie XVIII i XIX wieku, dopiero „mościła sobie stanowiska”. Biskupi nadal, jak w XVIII wieku należeli do różnych lóż masońskich i „kasowali zakony”, tak jak prymas Królestwa Polskiego, Franciszek Skarbek-Malczewski. Biskupi ci jednocześnie byli wysokimi urzędnikami państwowymi. Tych biskupów mianował rząd pruski, dodawał tytułów i obowiązków władca Księstwa Warszawskiego, Fryderyk August Wettyn, a wyznaczał na prymasa i dawał ordery car Aleksander I. Te decyzje były łaskawie zatwierdzane przez Watykan.

Franciszek Skarbek-Malczewski w 1818 był delegatem apostolskim, któremu powierzono zorganizowanie nowego podziału administracyjnego Kościoła w Królestwie Polskim.

Moja uwaga: przez 20 lat papiestwo „reorganizuje” i tworzy „na nowo” administrację kościelną w Polsce. Może dopiero wtedy pojawia się właśnie „nowa wiara”?

Szarą eminencją Królestwa Polskiego, a raczej kościelnych terenów od Warszawy po Płock, był Adam Michał Prażmowski (1764 – 1836, biskup płocki od roku 1817). Działał w Towarzystwie Przyjaciół Nauk w Warszawie, był członkiem Izby Edukacyjnej i Komisji Rządowej Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego. Pełnił funkcję proboszcza katedry warszawskiej. W 1812 roku przystąpił do Konfederacji Generalnej Królestwa Polskiego. 31 lipca 1818 mianowany senatorem Królestwa Kongresowego.

W 1828 roku był członkiem Sądu Sejmowego, mającego osądzić osoby oskarżone o zdradę stanu.

W 1818 roku dokonał reorganizacji diecezji płockiej. Teren jej podzielił na 17 dekanatów i 245 parafii. Na skutek tej reformy przestało istnieć wiele prężnie działających jednostek kościelnych. Jednakże kilka lat później dokonano ponownej reorganizacji.

Wymusił na umierającym prymasie Franciszku Malczewskim większą liczbę skasowanych klasztorów niż przewidywała bulla papieska, co spowodowało kontrakcję papieża.

Czyli, że była jakaś prężnie działająca i zorganizowana „organizacja kościelna”, a tu jak widać „przyszło nowe”. Kościelni urzędnicy, którzy jednocześnie byli urzędnikami państwowymi, dzielili i rządzili, kasowali majątki „konkurencji”, byli „głównymi cenzorami” i prokuratorami osądzającymi obywateli oskarżonych o zdradę stanu. Czysta inkwizycja! A może to wtedy pojawiła się w Europie i na „ziemiach polskich” ta instytucja?

Prażmowski był autorem chyba pierwszej, odnotowanej na terenach dawnej Rzeczpospolitej „akcji lustracyjnej”. Nastąpiła ona w roku 1817 i polegała na wypełnienie przez proboszczów 30-stronicowego formularza, zawierającego 14 pytań. Formalnie pytania dotyczyły poszczególnych parafii, ale jak się Czytelnik może zapoznać z zamieszczonym niżej materiałem źródłowym, „ankieta” dawała bardzo dużo informacji gospodarczych i społecznych.

Informacje na temat szkół, szły do Komisji Rządowej Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego. Dokładna nazwa: „Wysoka Komisja Obrzędów Religijnych i Oświecenia Publicznego”.

To ministerstwo Królestwa Polskiego, było kontynuacją Izby Edukacyjnej, utworzonej w roku 1807 przez władze tworzonego Księstwa Warszawskiego (Komisję Rządzącą). A ta z kolei, była kontynuatorką Komisji Edukacji Narodowej, bo mimo „przerwy czasowej”, działają tam te same osoby.

Jeżeli Komisja Edukacji Narodowej, mimo że kierowana przez osoby związane z „kościołem”, hołdowała świeckim tradycjom nauczania, to „ministerstwa oświatowe” Księstwa Warszawskiego i Królestwa Polskiego, oparły się o parafialne struktury kościelne – które właśnie dopiero „reorganizowano”.

Możliwe, że trudności organizacyjno-finansowe nauczania podstawowego, brały się z tego, że parafie dopiero się organizowały, a „struktura kościelna” dopiero powstawała?

Cytując zamieszczony niżej tekst źródłowy, w roku 1817, „oddanie administracji szkolnej w ręce władzy wykonawczej było zerwaniem z tradycją Komisji Edukacji Narodowej, która te funkcje przekazała uniwersytetowi. Zdaniem jednak ministra S. Potockiego państwo powinno nadać kierunek szkolnictwu, udzielać mu opieki i sprawować nadzór. Połączenie resortów Wyznań i Oświaty wzmocniło wpływ duchowieństwa na szkoły. Komisja Oświecenia stała się też terenem ścierania się tendencji świeckich i racjonalistycznych z podejmowanymi przez kler próbami podporządkowania sobie oświaty. Komisja Rządowa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego / a dokładnie to Wysoka Komisja Obrzędów Religijnych i Oświecenia Publicznego/ szerzej potraktowała czynności dozorów miejscowych, w których prezesem ustanowiono proboszcza. Miał on otoczyć szkołę szczególniejszą opieką z racji swego stanowiska, które wymagało stałego pobytu w parafii i znajomości jej mieszkańców. Proboszcz niewątpliwie gwarantował sumienniejsze wykonanie zaleceń władz naczelnych.”

Podsumowując: zmieniały się rządy i władze: KEN do 1794, potem „rząd pruski” do 1806, potem Izba Edukacji Księstwa Warszawskiego, a następnie „Komisja Wyznań i Oświaty” Królestwa Polskiego, i wszyscy nic nie robili innego – jedynie zajmowali się nauczaniem podstawowym, średnim i wyższym…

Zwraca uwagę nieprawdopodobnie szybkie tempo prac nad opracowaniem, zatwierdzeniem i wydrukowaniem „Elementarza Wolskiego”.

W 1808 wprowadzono też po raz pierwszy na ziemiach polskich obowiązek szkolny a Konstanty Wolski zostaje powołany na członka Izby Edukacji Publicznej, naczelnego organu administracji publicznej. Objął w nim stanowisko dyrektora Redakcji Ksiąg Elementarnych instytucji, która kontynuowała działalność Towarzystwa do Ksiąg Elementarnych

Istotnym zarządzeniem było nałożenie na społeczności lokalne obowiązku tworzenia i finansowego utrzymywania szkół elementarnych, co zaowocowało ich szybkim rozwojem w Księstwie Warszawskim, a potem w Królestwie Polskim. W 1810 roku powstało Towarzystwo Elementarne, z Samuelem B. Lindem na czele, którego zadaniem było opracowywanie podręczników szkolnych. Na sesji 3 czerwca 1808 r. Izba Edukacyjna zwróciła się do niego z oficjalną prośbą, aby przygotował nowoczesny elementarz oraz instrukcję zawierającą wskazówki metodyczne dla nauczycieli nauczania początkowego. Wolski napisał najpierw „Mowę o ważności ustanowienia i wprowadzenia po szkołach książek elementarnych”, którą wygłosił na posiedzeniu Królewskiego Towarzystwa Warszawskiego Przyjaciół Nauk w dniu 18 września 1809 r.
Jednocześnie pracuje nad Elementarzem, który zostaje wydrukowany po raz pierwszy w 1811 roku, na podstawie decyzji sesji Izby Edukacyjnej 29.10.1810.

Równocześnie opublikowano napisany przez Wolskiego poradnik dla nauczycieli – „Przepisy dla nauczycieli dających naukę początkowego czytania”.
Konstanty Wolski umiera w Warszawie 15.11.1810.

Powstaje pytanie, jak Wolski (i pewnie z nim jakiś zespół), mógł w tak krótkim czasie 16 – 29 miesięcy, stworzyć od podstaw tak duży objętościowo elementarz i równocześnie poradnik dla nauczycieli?

 

Wniosek: od roku 1780 do roku 1864 istnieje bankowo-finansowa „ciągłość prawna” tworu (spółki) nazywanego w różnych okresach Rzeczpospolitą, Księstwem Warszawskim, Królestwem Polskim.

Od roku 1773 do doku 1864 realizuje się na terenach dawnej Rzeczpospolitej, jednolity program szkolny, który ma z „ludzi zrobić Polaków, a Polaków obywatelami”.

W związku z kryzysami bankowymi, dokonywano „upadłości” jednych „spółek”, by tworzyć kolejne „spółki” pod nowymi nazwami. Mimo „upadłości” w roku 1793, banki „Tepperów” nadal działały, a hugenocko-niemieccy bankowcy nadal prowadzili intratne interesy przez cały wiek XIX.

Konfederacja Targowicka walczyła „przeciwko absolutyzmowi”, i była „za demokracją i Rzeczpospolitą”.

Można domniemywać, że to nie Konfederacja Targowicka spowodowała kryzys finansowy i upadłość banków, ale to upadłość systemu bankowego „Bractw Miłosierdzia” pociągnął za sobą upadek banków „hugenocko-niemieckich”, a w związku z tym dojście do władzy „fizjokratów” – wrogów merkantylistów-monetarystów. Fizjokraci chcieli odzyskać wierzytelności poprzez „sprzedaż zobowiązań feudalnych” oraz „zobowiązań pańszczyźnianych” za długoletnie kredyty bankowe (12,25, 42 czy 49 lat).

Możliwe, że „RzeczPospolita” to była faktycznie „rzecz pospolita”, czyli wspólna własność ziemi, użytkowanej na zasadzie rodzaju „dzierżawy wieczystej” – emfiteuzy.

Zamiar likwidacji tej rzymsko-słowiańskiej formy wspólnoty ziemskiej, czyli mówiąc po naszemu, „prywatyzacja”, spowodował tak zwaną „Konfederację Targowicką”.

Uwaga. Na podstawie pism i wierszy Ignacego Krasickiego (na przykład „O podróży do Biłgoraja”), można wnioskować, że właścicieli ówczesnych banków w Polsce nazywano „Niemcami”, bo tak ich uparcie nazwa Krasicki. Około roku 1780 nie ma jeszcze „żydów” ani „hugenotów”. Tepper i Blank są Niemcami i przyjaciółmi Krasickiego.

 


Ruiny zamku w Pilawie pod Radomiem

* 2 *

Hipoteza.

Gdzieś pomiędzy rokiem 1795 a 1803 rozpoczęto na terenie dawnej Rzeczpospolitej „akcję prywatyzacyjno-windykacyjną”, polegającą na wykupywaniu zobowiązań lennych przez szlachtę na długoterminowy kredyt, a co za tym idzie, rugowanie z ziemi niepokornej szlachty i „chłopów pańszczyźnianych”. Możliwe, że wszystko zaczęło się od „Konstytucji 3 Maja 1791” – o czym napiszę w jednym z planowanych odcinków.

Akcja musiała być skoordynowana przez Oldenburgów z Petersburga, Berlina i Wiednia, i dokonywana była dzięki wojskom krajów ościennych oraz Francji. W latach 1807 – 1817 wioski pomiędzy Płockiem a Warszawą okupują jakieś „polskie wojska”.

Możliwe, że lata 1795 1806 zostały do historii „sztucznie dodane”, gdyż istnieje w tym okresie „czarna dziura” informacyjna, na przykład zaprzestano niemal zupełnie drukowania książek.

Uzasadnienie znajdujemy w linkowanym na końcu materiale źródłowym, dotyczącym terenów pomiędzy Płockiem a Warszawą. Należy domniemywać, iż podobna sytuacja wystąpiła na pozostałym obszarze tak zwanego Księstwa Warszawskiego.

W latach 1807 – 1817, istnieją terytoria „królewskie”, „rządowe” (są tam różnego rodzaju „spółki” zwane „ekonomiami”), oraz tereny będące dzierżawą. „Ekonomie” wydają się także terenami dzierżawionymi. Istnieją też „dawne szlachetczyzny” – można się domyślać, że są to wioski, gdzie jeszcze istnieje folwark i „dziedzic”, który nie został wyrugowany z ziemi.

Pojawiają się „kolonie polskie”, oraz kolonie „niemieckich, dzikich i nieokrzesanych ewangelików” – tak zwane „amty”.

W miastach zaczynają się pojawiać tak zwani „akatolicy” oraz „żydzi” , czyli jakaś sekta niemieckich kolonistów, mówiąca niemieckim dialektem.

Istnieją „dzierżawcy” oraz „naddzierżawcy ekonomii narodowej”. Jednocześnie istnieje rodzaj dwuwładzy, bo nadal istnieją „kolatorzy”, którzy mają jeszcze jakiś wpływ decyzyjno-prawny na sprawy wsi. Wydaje się, że jest to jakiś okres przejściowy od starego do nowego systemu.

Encyklopedia Ignacego Krasickiego – 1781
https://jbc.bj.uj.edu.pl//dlibra/results?action=AdvancedSearchAction&type=-3&val1=Title_version:Zbi%C3%B3r+potrzebniejszych+wiadomo%C5%9Bci+porz%C4%85dkiem+alfabetu+u%C5%82o%C5%BConych
https://jbc.bj.uj.edu.pl/dlibra/publication/279721/edition/267389/content?ref=desc
https://jbc.bj.uj.edu.pl/dlibra/publication/279726/edition/267392/content?ref=desc

Kollacja – w prawie duchownym przywilej nadany osobie świeckiej lub duchownej, reprezentowania osoby zwierzchniej, w celu osiągnięcia wakującego beneficjum.

Beneficjari – żołnierze u Rzymian którzy bez żadnej zapłaty, dobrowolnie służyli w wojsku.

Encyklopedia Powszechna Orgelbranda – 1900.
Kolator – to ten co kościół wybudował i zaopatrzył odpowiednim funduszem, a także właściciel wsi lub miasta w którym istnieje kościół. Kolator ma prawo ma prawo „kolacji” czyli prawo przedstawienia /naznaczenia/ proboszcza na wakujące stanowisko / „beneficjum”/. Prawo kolacji jest też nazywane „patronatem”, więc kolatorzy nazywani są „patronami”.

„Epoka powstania narodu polskiego” zaczęła się chyba od „ducha patriotyzmu”, jednak „dzierżawienie ziemi”, zgodne z ideami fizjokratów, chyba doprowadziło do niesłychanej biedy i rozwarstwienia społecznego, co widzimy w załączonym materiale.

Wydaje się, że w latach 1776-1793 doszli do władzy w Rzeczpospolitej fizjokraci, który byli przeciwnikami merkantylistów. Warto przypomnieć, że merkantyliści głosili potrzebę istnienia silnych i scentralizowanych państw, których gospodarka oparta jest o handel (eksport) i wzrost zasobów kruszców poprzez korzystny bilans wymiany handlowej. Możliwe, że „upadek idei merkantylistów”, był związany z załamaniem się systemu bankowego „Towarzystw Miłosierdzia” – kantorów jezuickich i „hugenocko-niemieckich”.

W przeciwieństwie do nich, fizjokraci uważali, że pieniądz / kruszec/ nie jest bogactwem kraju, ale ziemia, a raczej wartość dodatkowa, pochodząca z produkcji rolnej. By zwiększać tę wartość dodatkową, należało dokonywać wzrostu wydajności produkcji rolniczej. A to mogło ich zdaniem nastąpić jedynie przy racjonalnej gospodarce rolnej, czyli zwiększeniu wydajności pracy w rolnictwie. Z kolei zwiększenie tej wydajności było możliwe jedynie przez likwidację systemu feudalnego, nadanie chłopom wolności osobistej i dziedzicznego posiadania uprawianej przez nich ziemi. Chłopi stawali się „klasą produkcyjną”, pracującą na rzecz „klasy właścicieli ziemskich”, którzy wydzierżawiają posiadaną ziemię rolnikom dzierżawcom, za co otrzymują czynsz dzierżawny. Miała to być również jedyna grupa, która jest opodatkowana (gdyż jako jedyna otrzymuje stały, „czysty” zysk).

Wydaje się w opisywanym okresie, nie można było podnieść wydajności w rolnictwie maszynami, ale jedynie przez ograniczenie ilości chłopów obrabiających daną ziemię, przy zwiększeniu obciążenia pracą tych co pozostali „w folwarku”.

Fizjokraci zaczęli pracę „od podstaw”, czyli od opanowania szkolnictwa. W roku 1785 opracowano „fizjokratyczny” elementarz dla szkół parafialnych, opracowany przez: Grzegorza Piramowicza, Andrzeja Gawrońskiego i Onufrego Kopczyńskiego – „Elementarz dla szkół parafialnych narodowych z roku 1785”. Prace nad „tworzeniem narodu polskiego” kontynuowano po roku 1807…

https://pl.wikipedia.org/wiki/Merkantylizm
https://pl.wikipedia.org/wiki/Fizjokratyzm
https://pl.wikipedia.org/wiki/Leseferyzm
https://pl.wikipedia.org/wiki/Produkt_czysty
https://pl.wikipedia.org/wiki/Tablica_ekonomiczna

https://pl.wikipedia.org/wiki/Grzegorz_Piramowicz
https://pl.wikipedia.org/wiki/Antoni_Pop%C5%82awski
https://pl.wikipedia.org/wiki/Franciszek_Bieli%C5%84ski_(pisarz_wielki_koronny)
https://pl.wikipedia.org/wiki/Adolf_Kamie%C5%84ski
https://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%81ad_naturalny
https://pl.wikipedia.org/wiki/Prawo_natury
https://pl.wikipedia.org/wiki/Przerzucanie_podatku
https://pl.wikipedia.org/wiki/Podatek_od_warto%C5%9Bci_gruntu

W materiale znajdującym się na końcu znajdujemy ciekawe informacje, świadczące o tym, że w latach 1806 (lub wcześniej) – 1817 widzimy na polskiej wsi niesłychany chaos.

Dostrzegamy wsie, gdzie chłopi zostali „uwłaszczeni” przez „rząd pruski” (czyli przed rokiem 1807). Każde gospodarstwo ma co najmniej jedną włókę ziemi = około 17 hektarów (https://pl.wikipedia.org/wiki/W%C5%82%C3%B3ka_(miara_powierzchni) ). Jednak chyba są to wsie biedne, bo nie ma we wsi ani wolnej ziemi na budowę szkoły, ani środków finansowych na takie przedsięwzięcie.

Są tereny „dzierżawione”, szczególnie w „królewszczyznach”, gdzie tworzy się „ekonomie” zarządzane przez dzierżawców.

Mamy wsie, gdzie nie ma ani jednego „gospodarza”, czyli chłopa posiadającego prócz domu ziemię, lub takich gospodarstw jest we wsi tylko kilka.

Obok mamy wsie bezludne i tereny nieuprawiane. Z niektórych wsi chłopi po prostu uciekają – szczególnie jak tam stacjonuje i zaprowadza nowe porządki „wojsko polskie”.

Na koniec mamy „kolonie niemieckie i polskie”, gdzie są jacyś „Polacy” oraz „mało kulturalni i dzicy ewangelicy”.

Dzierżawcy, „właściciele” i kolatorzy mieszkają w większości gdzieś daleko w mieście.

Mamy też jakieś pozostałości starego systemu – „szlachetczyzny” – i dalej „funkcjonujących” tak zwanych „kolatorów”, naznaczających księży.

Proszę zwrócić uwagę na to, że wyróżniano „wsie narodowe” a także „szlacheckie”. Uczono alfabetu „dawnego” oraz „współczesnego”. Czy pierwotni mieszkańcy Mazowsza około roku 1800 używali jeszcze jakiejś słowiańskiej głagolicy lub cyrylicy, a alfabet łaciński dla mieszkańców wsi był czymś nowym?

Mieszkańcy wsi dzielą się gospodarzy posiadających ziemię, oraz na kopczarzy, posiadających jednak dom i chyba jakiś niewielki ogródek przydomowy. Jest także bezdomna biedota – komornicy. A może ta bezdomna biedota to ofiary komorników występujących w imieniu banków?

Wydaje się, że „kopczarze” są to rodziny dawnych „szlachciców”, którzy „nie wpisali się w nowy system”. Możliwe, że „szlacheckie mięso armatnie”, zagospodarowywane przez Wybickiego, Dąbrowskiego i Zajączka na Wielkopolsce, Pomorzu i Mazowszu, przez Napoleona w „Wielkiej Armii”, przez Oldenburgów z Petersburga, to właśnie są „bezrolni kopczarze” – czyli przysłowiowa „szlachta zagrodowa”.

Tradycje takiej „szlachty zagrodowej” są jeszcze znane współcześnie, na przykład w rejonie tak zwanego „Poborza”. A to jest akurat teren opisywany w materiale źródłowym, gdzie nie ma żadnej „szlachty zaściankowej”, tylko są wszędzie po wsiach „kopczarze”. Stąd można wysnuć wniosek iż powyższe rozumowanie jest poprawne.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Szlachta_za%C5%9Bciankowa
https://pl.wikipedia.org/wiki/Poborze

Uderza nieprawdopodobna bieda, brak możliwości ubierania nagich dzieci. Podstawową troską jest zdobycie pożywienia oraz opału na zimę. Charakterystyczny jest „głód soli”.

Widać też jak niezwykle ważny był opał na zimę oraz kawałek ziemi na ogród z którego można się utrzymać, czyli przeżyć…

Uderza niezwykle mała ilość dzieci. Nawet w kilkutysięcznych miasteczkach, klasy są bardzo nieliczne. Proponowane opłaty roczne, czyli składki na nauczyciela wiejskiego (gospodarz zł 4, kopczarz zł 3, wyrobnik zł 2) są dla tych ludzi niemożliwe do do zapłacenia. Przy tym należy podkreślić, że nie ma żadnych podatków.

Wniosek: uwolnienie szlachty z zobowiązań feudalnym poprzez wykupienie na bankowy kredyt użytkowanej ziemi nastąpiło przed rokiem 1807. Może 12 lat wcześniej, w roku 1795? A może w roku 1791?

 


Ruiny cerkwi w Ostrogu. Obecna Ukraina.

* 3 *

Teza: okres 1807-1817, to czas tworzenia się nie tylko „państwa Polaków”, ale okres tworzenia się struktury kościelnej, lub przejmowania i reorganizowania przez Watykan (urzędników państwowo-kościelnych) jakiejś dotychczasowej struktury „religijnej”.

Urzędnicy państwowo-kościelni jakby nie mieli wpływu na to co się dzieje w „dzierżawach ekonomicznych” oraz w tak zwanych „królewszczyznach”. Ich działalność skupiała się na miastach, „koloniach polsko-niemieckich” oraz wsiach których mieszkańcy byli pozbawieni pól ornych – „wypadli z systemu”.

Obowiązek szkolny wprowadzono w roku 1808, ale nie jest on przestrzegany z przyczyn finansowych. Szkolnictwo wyższe i średnie jest finansowane „przez państwo”, zaś szkolnictwo podstawowe mają opłacać rodzice uczniów lub społeczności gdzie znajduje się szkoła

. W miastach szkoły podstawowe działają jako tako, dzięki dofinansowywaniu przez rady miejskie. Na wsiach nie ma ani budynków, ani nauczycieli, ani pieniędzy. Po roku 1815 prezesami „dozorów miejscowych” czyli ośrodków nadzorujących nauczanie podstawowe w terenie ustanowiono proboszczów.

Przyczyną braku nauczania podstawowego było to, że dziedzice („właściciele” ziemscy, kolatorzy, zarządzający „ekonomiami”) uchylali się od tego nałożonego obowiązku lub działali w sposób „sprzeczny z interesem oświaty ludu.” Komisje „dozoru” miały czuwać nad wydawaniem składek rodziców, czuwać nad trybem nauki i postępami uczniów, i zapewniać fundusze na utrzymanie nauczycieli.

Do roku 1817 nie udało się ani wprowadzić „obowiązku szkolnego” ani nie udało się zapewnić izb szkolnych czy płac dla nauczycieli.

Nauczycielami bywali „dymisjonowani żołnierze – byli polscy oficerowie”, urzędnicy oraz „organiści”.

Na terenach „dóbr narodowych”, Komisja Edukacji dostarczała „komisjom dozoru” drewno, jako budulec, a czasem podręczniki.

Widać, że ankietowani proboszczowie nie rozumieli co to jest „kościół filialny”, nie pojmowali „watykańskiego systemu kościelnego”.

Widać, że najważniejszymi osobami we wsi byli „organiści”. Mamy zapis mówiący na przykład, że rząd pruski, na prośbę proboszcza przekazał morgę ogrodu dla organisty, który teraz jest nauczycielem. Proboszcz przekazał swój dom na szkołę i liczy, że w dobrych czasach wybuduje dla siebie nowy dom. W domu tym mieszka nauczyciel i jest izba dla 30 i więcej dzieci. W innym miejscu napotykamy informację, że organista mieszka w domu przy kościele, a ksiądz po spaleniu jego domu przez Francuzów, pomieszkuje w stodole „u kolatorki”.

Wydaje się całkiem uprawnione twierdzenie, że tak zwani „księża”, przed rokiem 1800 pełnili swe powinności „społecznie” – było to tak zwane „beneficjum”, i byli wyznaczani przez „sekretarza partii”, czyli szlachcica na którego „terytorium” znajdował się ufundowany przez niego kościół. Ta ważna społecznie rola „proboszcza”, chyba nie tyle była związana z budynkiem kościoła, ale ze „szpitalem”, który stał obok kościoła i był często budowany przez księdza. Zupełnie nie wiemy czym były te „szpitale”. Możliwe, że były to rodzaje czegoś pomiędzy domem starców a hospicjum-szpitalem, gdzie dzięki wytwarzanemu polu energii przez instalację budynku „kościelnego” polepszało się zdrowie przebywających w „szpitalu” osób, lub zmniejszał się doznawany ból.

Organista raczej nie był osobą „grającą na organach”, bo trudno sobie wyobrazić, że osoba najwyraźniej utrzymywana przez władzę zwierzchnią, a nie wybierana przez społeczność lokalną (przez kolatora), gra ludziom na organach, które jako niezwykle drogie urządzenie do gry, raczej nie było typowym elementem wyposażenia wiejskiego kościoła.

Możliwe, że na Mazowszu „organiści” pełnili rolę krakowskich „kościelnych”, zwanych świątnikami. Mieszkańcy podkrakowskiej wsi Świątniki, przed rokiem 1873 byli „kościelnymi” na Wawelu, a później, gdy stali się tam zbyteczni, swoje umiejętności mechaniczne wykorzystywali konstruując i produkując zamki. Stali się ślusarzami, a wyroby mieszkańców Świątnik ( doskonałe kłódki i zamki Wertheimowskie ) są przez nich sprzedawane Wiedniu, Kolonii a także na Dalekim Wschodzie.

Mazowieccy „organiści” są osobami wykształconymi, znającymi języki. Wydaje się że utrzymywani byli w celu dbania o system mechaniczno-energetyczno-oświeleniowy budowli kościelnej. Zadziwia żądanie „ludzi ze wsi” by organiści jakoś przyczyniali się co tydzień do płodzenia dzieci. Może „kościelna instalacja energetyczna” wprowadzała ludzi w jakąś euforię i trans, co jakoś też wpływało na zdrowie i samopoczucie osób znajdujących się w zbudowanym obok kościoła „szpitalu”?

A czy gdy zabrakło osób umiejących obsługiwać te instalacje, w połowie XIX wieku, już nowi księża zaczęli stosować podczas „nabożeństw” opium?

https://kodluch.wordpress.com/2018/07/26/%e2%99%ab-off-topic-rocznik-odkryc-i-wynalazkow-czesc-5/

Plus z „Tartarii” dwa linki
http://www.tart-aria.info/ostanovite-muzyku/
http://www.tart-aria.info/gelios/

 

Wracam do meritum…

Z materiałów zamieszczonych na końcu, dokonałem swoistej powtórki, wybierając i streszczając to poniżej:

Z trzech „wsi narodowych” i innych składki na szkołę – sześćset złotych rocznie.

Każda „wieś szlachecka” chce swojego „wyłącznego” nauczyciela – „za darmo”.

Istnieją „naddzierżawcy” majątków.

Nauczyciel zna język niemiecki, francuski i dobrze polski. Zna geografię i rachunki. Naucza zimą 27 dzieci, w tym 7 dziewczynek. W tym dwoje „niekatolików”.

Roczny koszt utrzymania szkoły dla trzech wsi (pensja nauczyciela i opał) to 600 zł. Proponowane opłaty roczne od rodziny (gospodarz zł 4, kopczarz zł 3, wyrobnik zł 2) byłyby całkowicie wystarczające, ale nikt nie ma tak dużych pieniędzy. Z tego by wynikało, że jedna wieś miała około 65 rodzin, a z 200 rodzin wiejskich w wieku szkolnym było tylko 30 dzieci.

W innej, całej parafii jest tylko 20 „gospodarzy”, a reszta to kopczarze i wyrobnicy. Nawet gospodarze biedują. „Kolator” obiecuje dać izbę na szkołę i ogród dla nauczyciela.

Kolejny „kolator” jest wrogo usposobiony do pomysłu szkolnego. W całej wsi nie ma ani jednego gospodarza, tylko sami kopczarze – i to niezwykle biedni. Kolator i dziedzic urzędują w Płocku. We wsi był kiedyś organista, który uczył dzieci ale jakoś niewłaściwie.

„Wieś narodowa”, to taka, gdzie nie ma domu dla nauczyciela i ogrodu wydzielonego dla niego. Sama biedota, kilku gospodarzy, a reszta to kopczarze i komornicy. Kopczarze mają teraz „nadaną wolność”, więc nie gospodarują na ziemi. Na zimę nie mają opału a dzieci chodzą nago nawet zimą. Proboszcz widząc taką biedę, dni świąt ustala w czas pogody i ciepła. Pola bez drzew i krzaków, nawet rózgi na dziecko nie ma skąd wziąć. Na słomie gotuje się posiłki. „Panowie i dziedzice”, którzy mają swe wsie w tej parafii, uważają że teraz jest wolność, więc nie chcą słyszeć o szkole, „bo jak Bóg dał dzieci to je sobie sami wyedukujemy”.
Włościanie, czyli kopczarze i komornicy nie mają za co kupić i przywieźć sobie z lasu drewna na opał, sól kupują za „uciułane” i sprzedane jajka.

Wieś składa się jedynie z domów proboszcza, organisty, jednego gospodarza i szynkarza.

Jest wieś „dziedzica”, więc tylko od niego zależy czy sobie zaprowadzi szkołę parafialną.

Wieś posiada wyznaczony przez „naddzierżawcę ekonomii narodowej” dom dwuizbowy (izba i komora), gdzie mieszka i uczy nauczyciel (były polski oficer w wieku lat ). Otrzymuje nieregularną pensję roczną 200 zł, ze składek całej parafii. Rodziców nie stać na regularne opłaty. Nauczyciel nie ma opału. Szkółka jest od roku 1809, chodzi 15 dzieci (8 chłopców, 7 dziewczynek). Dzieci się uczą z elementarza starej i nowej edycji.

Ludzi kradną, lub jak coś mają to wszystko przepijają w karczmie „u żyda”, bo wszędzie we wsiach są teraz karczmy.

Ludzie we wsiach nie chcą szkół, uważają, że jak ktoś był kiedyś „panem”, to niech sobie do miasta dzieci posyła – chodzi chyba o „kopczarzy”, byłych szlachciców. Włościanie nie mają gruntu, czy kąta na szkołę i każdy dba tylko by mieć co jeść i by zgromadzić chrust na opał. Na dawnych „szlachetczyznach” dzieci teraz zajmują się wypasaniem wołów i świń własnych oraz dworskich – co kiedyś robili parobkowie.

Zdaniem sprawozdawcy, Rząd powinien przeznaczać na nauczyciela 150 zł na rok, a z drewnem na opał 200 zł.

Dom z miejscem na szkołę i nauczyciela kosztował by co najmniej 2000 zł.

Kościoły mają okna zabite gontami, bo szkło wytłuczone. Przez kilka niedziel składka w kościele urosła do 5 zł, a na okna trzeba co najmniej 10 zł. Dwory szlacheckie nie chcą dać pieniędzy, a chłop woli każdy grosz przepić.

Organista od wojny nie ma domu i mieszka w czworakach a ludzie domagają się by dzieci w tydzień robił. ???

Jak Francuzi spalili plebanię, ksiądz mieszkał latem w stodole w sąsieku u jaśnie wielmożnej kolatorki. Potem we czworakach w izdebce i nikt mu drzewa na opał ani grosza nie dał. Tak się wyraża niechęć dworów.

Stary organista już jest niezdatny czytać po łacinie a pisać po polsku nie może.

W innej wsi nie ma gruntu na postawienie szkoły, bo cały grunt „poszedł w czynsz”.

Parafia mała, wieś biedna, składa się tylko z ubogich i zaciężnych ludzi. Nie wiadomo jakie są zamierzenia dziedzica względem szkoły, ponieważ tu nie mieszka. Jest jedynie dzierżawca.
Proboszcz by się zgodził na szkołę, ale gdy się wieś na to złoży.

Kolatorem kolejnej wsi jest „Najjaśniejszy Monarcha”, który mógłby we wsi szkołę zaprowadzić, ale miejscowy proboszcz o to monarchy nie śmie pytać.

Od roku 1817 jest w Płocku szkoła w murach po Zakonie Dominikanów. Pomieszczenie osobne ma nauczyciel. Ma roczną pensję 1560 zł (wraz ze składkami), którą stale otrzymuje. Dostaje także na opał dziesięć sążni drewna.
Nauczyciel z Warszawy, „patentowany” przez Komisję Oświecenia. Dzieci w szkole 60, sami chłopcy, w tym 28 „różnowierców”. Szkoła otrzymuje książki do nauki i jest całoroczna. Dzieci się uczą czytać, pisać i rachować.

Inna szkoła „miejska” (Płońsk), mieści się w pomieszczeniu wynajętym przez radę miejską od klasztoru Karmelitanów. Nauczyciel ma 1000 zł rocznej pensji, z czego opłaca sobie mieszkanie w mieście. Na pensję nauczyciela i wynajęcie pomieszczenia klasztornego składają się wszyscy mieszkańcy miasta, także Żydzi.

Chyba w mieście jest druga szkoła, gdzie nauczyciel otrzymuje 360 zł, nie ma opału. Dzieci uczą się „sylabowania”, czytania, pisania oraz „obyczajów” i „pełnienia obowiązków chrześcijańskich”.
Drugi nauczyciel nie ma jeszcze „patentu”, ale zna języki: „rodowity”, niemiecki, łaciński. Zna arytmetykę i geografię.

W tej szkole uczy się tam chłopców katolików 33, dziewcząt 9, Żydów 2.

Kolejna klasa liczy chłopców katolików 24, chłopców akatolików 2, chłopców żydowskich 33, dziewcząt katolickich 7. Dziewczęta uczą się czytać, pisać po polsku i niemiecku, tak jak chłopcy żydowscy. Chłopcy „katolicy i akatolicy” uczą się początków konstrukcji języka łacińskiego, niemieckiego, z gramatyki pijarskiej, geografii i nauki moralnej.

Kolejna szkoła miejska w Wyszogrodzie nie ma osobnego budynku. Ze Składki Towarzystwa Szkolnego wynajmuje się budynek w którym też mieszka nauczyciel. Jeszcze za rządu pruskiego, miejscowy ksiądz zgłaszał do władz propozycję, by budynek murowany znajdujący się przy kościele, a w którym znajdował się szpital, rozbudować i umieścić tam szkołę. Rząd pruski przystał na ten projekt, mieszczanie zaczęli podpisywać deklaracje finansowe, ale zmieniły się władze. Nauczyciel otrzymuje rocznie 800 zł ze składek Towarzystwa Szkolnego. Ma także ogród i opał. Szkoła powstała wraz z powstaniem Polski (1807) i została „urządzona” przez proboszcza zgodnie z rządową „odezwą” Izby Edukacyjnej z dnia 12.01.1808. Do Towarzystwa Szkolnego należy całe miasto oraz przysiółek Rybaki, bez względu na religię i „przynależność”. Jesienią i zimą dzieci chrześcijańskich w szkole jest 76 (połowa dziewcząt, połowa chłopców), dzieci wyznania mojżeszowego uczęszcza do szkoły 18.
Dzieci uczą się z elementarza Konstantego Wolskiego. Ci co mają dobre postępy w nauce czytania, pisania i rachowania, uczą się jeszcze geografii, historii „uniwersalnej”, oraz języka niemieckiego.

Szkołą miejską w Zakroczymiu jest osobny, dwuizbowy budynek wynajmowany od dawna przez magistrat miasta. Do szkoły chodzą też dzieci z czterech wiosek. Na pensję nauczyciela (który jest pochodzenia szlacheckiego) w wysokości 600 zł rocznie, składają się mieszkańcy miasta oraz twierdzy Modlin. Nauczyciel utrzymuje się tylko z pensji, nie ma ogrodu ani dodatków. Czyli, że opał kupuje sobie sam.
W szkole uczy się katolickich dziewcząt 17, chłopców katolickich 19, „niekatolików” – jest dwoje. Jest jeszcze sześcioro dzieci żydowskich.

W innej wsi (Radzanowo), znaleziono zapis z roku 1726, że tamtejszy dwór się zobowiązał dawać rocznie na szkołę 20 złotych. Ale nie ma teraz ani budynku ani ogrodu, ani szkoły. Obok leżą „puste pola”, więc można by je przeznaczyć na płace dla nauczyciela, a dwór istniejący zmusić do płacenia na szkołę, powołując się na zapis z roku 1726.

Dobra koronne także nie mają szkół. We wsi „koronnej” szkoły nie ma, ale jest organista, który chyba społecznie uczy dzieci pisać i czytać.

Przykład dobry. We wsi Rębowo Król swoim kosztem nakazał Naddzierżawcy wystawić szkołę dużą, drewnianą, gliną wylepioną. Budynek na ukończeniu. Do tej pory nauczyciel i szkoła mieściła się w domu od sołtysa. Nauczyciel ma 400 zł pensji, ma ogród i dostaje 16 korcy zboża. Składa się na to „Ekonomia Sielecka”. Szkoła działa od roku 1815. Do szkoły chodzą uczniowie szkół z pięciu wsi królewskich. Brak jednak opału dla szkoły, dzieci w zimie chodzi 44 (24 chłopców i 20 dziewcząt), latem tylko połowa przychodzi do szkoły. Dzieci mają elementarze i uczą się liczyć oraz pisać na papierze.

Przykład „wsi narodowej”. Rogotwórsk. Za czasów „rządu pruskiego”, wieś została podzielona pomiędzy włościan, i teraz każdy rolnik ma więcej ziemi niż proboszcz. Stąd też nie ma wolnego gruntu na budowę szkoły. W roku 1809 proboszcz chciał by rząd oddał na szkołę istniejące jeszcze budynki folwarku. Rząd zgody nie dał a budynek popadł w ruinę. Autor sprawozdania proponuje by Rząd zgodził się na zamianę gruntów. Proboszcz zgodzi się dać swoją ziemię pod szkołę, jeżeli otrzyma ziemię włościan, a tych przeniesie się do innej wsi, gdzie proboszcz ma też swoją ziemię. Proboszcz ma teraz w tej wsi tylko włók magdeburskich 2 i morgów 9, więc nie może odstąpić gruntu pod szkołę.

Proboszcz z Sikórza dał swój dom w połowie dla bezdomnych, a drugą połowę przeznaczył na szpital. Dodatkowo w tym domu mieści się nauczyciel i szkoła. Kolator nakazał by gospodarze składali się na nauczyciela rocznie 100 talarów /=600 zł/ plus 8 talarów /=48 zł/ na drewno na opał. Nakazał też wydzielić grunt na szkołę i ogród la nauczyciela, ale gospodarze nie wykonali polecenia, gdyż byli obciążeni egzekucjami i stwierdzili że dzieci do szkoły nie poślą. Do parafii i szkoły należy 11 wsi. Nauczyciel uczy czytania i pisania. Wyznaczona pensja do nauczyciela nie dociera, dostaje jedynie pieniądze od rodziców dzieci, które przychodzą do szkoły. Uczy 5 chłopców i dwie dziewczynki. Latem do szkoły przychodzi 3 chłopców i jedna dziewczynka. Rodzice się tłumaczą nędzą – nie mają jak odziać dzieci by je wysłać do szkoły.

W innej miejscowości, jest dużo szlacheckiej młodzieży, która się chce uczyć, ale problem jest brak gruntu i szkoły. Amt Gumiński zabrał budynek dawnej „propinacji kościelnej” i umieścił w nim jakichś „próżniaków”. Proboszcz nie ma domu na szkołę, ale chce odstąpić grunt na ogród warzywny i łąkę dla nauczyciela. Ksiądz uczy „po trzech synów szlacheckich” i zamierza budować kościół, korzystając z materiałów ruin starego kościoła. Można by z tych materiałów wybudować także szkołę. Koszt budowy ksiądz chce ponieść samemu. Ksiądz naucza te dzieci szlacheckie czytania, pisania, rachunków, geografii i łaciny. Z polecenia księdza, organista uczy dzieci, ale jest to trudne w jego jednoizbowym domu, gdzie muszą się mieścić uczniowie, dzieci organisty i jego żona.

W pobliskiej kolonii niemieckiej Guntheschum / ? Amt Gumiński/ jest kolonialna szkoła w domu specjalnie zbudowanym na czterech morgach gruntu. Zbudowane to było „za rządów pruskich”. Koloniści płacą na szkołę 80 talarów rocznie / = 480 zł/. Problem jest z nauczycielami do tej szkoły, bo trudno znaleźć Niemca który by znał naukę pisania i rachunków. Może by się trafił jakiś lepszy nauczyciel (nie Niemiec), ale trudno takiego znaleźć z uwagi na to, że kolonia jest daleko oddalona i jest położona wśród „nieucywilizowanego ludu ewangelickiego”. Wśród kolonistów są też „polscy koloniści”, którzy twierdzą, że nie rozumieją nauczyciela Niemca. Niemcy zupełnie nie dbają o to by ich dzieci się uczyły.
Ksiądz ma jeszcze dodatkowy dom kościelny, ale Amt wpuścił do niego biedaków (komorników), wypędzonych z Amtu.

W Zagrobie ksiądz jest przychylny szkole, i nawet dom znajdujący się przy kościele, zwany „wikarówką” wraz z ogrodem warzywnym przeznaczyć chce dla nauczyciela. Ale nie ma na niego pieniędzy, a mieszkańcy wsi twierdzą, że zbyt mało we wsi jest ludzi by tworzyć fundusz na utrzymanie szkoły.

We wsi Święcieniec są tylko dwa domy – plebania i szpital. W szpitalu mieszka organista i dziad kościelny. Proponuje się budowę szkoły na gruncie przeznaczonym na „osadę karczemną” o powierzchni 2 włók magdeburskich i kilku morgów. Teren ten należy do dóbr koronnych, Ekonomii Boryszewskiej. Materiał na budowę jest w Borach Górskich i Podgórskich, leżących po obu stronach Wisły. Ksiądz gotów jest zorganizować zbiórkę zboża na pokrycie wydatków.

„Epoka powstania narodu polskiego” – nie wiadomo czy chodzi o jakieś „powstanie” czy jednak raczej moment rozpoczęcia tworzenia „Polaków”, wtedy proboszcz Trzepowa, chyba uniesiony duchem patriotyzmu na szkołę przeznaczył jedną izbę należącą do niego. A organiście który zdał egzaminy powiatowe na nauczyciela kazał uczyć dzieci. Potem proboszcz wystarał się o zezwolenie na drzewo na szkołę, ale nadleśniczy po obejrzeniu dokumentu urzędowego, stwierdził że w lesie drzewa nie ma. Potem wojsko zaczęło maszerować wszerz, wzdłuż i kwaterować zaczęli u parafian, więc księdzu przeszła ochota na szkołę i patriotyzm. Do tego kolator był nieuchwytny, bo był nim sam król. Duża ilość wojska kwaterująca we wsiach spowodowała, że mieszkańcy tych wsi się „porozchodzili”, by poszukać spokojniejszego miejsca. Dlatego też, nawet jakby było drzewo w lesie na szkołę, to nie miał go kto z lasu przywieźć. Nie mniej jednak organista zaczął jednak uczyć dzieci czytania, pisani i rachowania. Było to ośmiu chłopców i dwie katolickie dziewczęta. Dzieci od wiosny do jesieni pomagają rodzicom i stacjonującemu wojsku. Jako wynagrodzenie nauczyciel-organista dostał ogród nadany przez były rząd pruski, a za naukę pobiera od każdego dziecka za kwartał dwa złote. Czyli 20 zł za 3 miesiące nauki 10 dzieci. Jednak nikt nie wyznaczył opału z lasów królewskich.

We wsi Woźniki znajduje się budynek drewniany przez zmarłego księdza zbudowany i przeznaczony na szpital. W małej izdebce, aktualny proboszcz z organistą uczą 8-10 chłopców i 3-6 dziewczynek początków pisania, czytania, rachunków i nauki moralnej. Wiele już umie pisać i czytać. Szkoła trwa jedynie jesień i zimę. Problemem jest brak miejsca oraz pieniędzy dla nauczyciela. Tymczasem wsie sąsiednie stoją puste i pola nie są uprawiane bo nie ma gospodarzy, więc 2-3 włóki takiego pustego pola można przeznaczyć na nauczyciela, a z lasów należących do państwa dać można drewna na budynek szkoły, której budowę mogli by sfinansować mieszkańcy wsi. Mógłby być to dobry przykład dla wsi sąsiednich.

W innej wsi proboszcz zlecił organiście uczenia dzieci czytania i sylabizowania. Ofiarował na naukę własny dom. Szkoła nie działała z uwagi na wojnę. Władza powinna jednak zmusić rolników do posyłania dzieci do szkoły. Nie jest znane zdanie dziedzica na ten temat, bo teren jest to rządowy – „kollacja królewska”.

Mieszkańcy wsi Zakrzewo, powiedzieli na zebraniu agitacyjnym (za szkołą), że we wsi nie ma ani jednego gospodarza, tylko kopczarze, więc ich stan finansowy jest tak opłakany że nie stać ich na szkołę. Proponowano im jakieś składki na opłacenie tymczasowego nauczyciela, jakim mógłby być organista. Kolator i dziedzic mieszkają w Płocku i chyba im na szkole nie zależy.

We wsi Żukowo szkoły nie ma bo szkoła należy do dóbr koronnych. Jest kościół oraz chałupka dla organisty, który nie ma ogrodu.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Jan_Chrzciciel_Albertrandi
https://pl.wikipedia.org/wiki/Feliks_%C5%81ubie%C5%84ski
https://pl.wikipedia.org/wiki/Paula_Szembek
https://pl.wikipedia.org/wiki/J%C3%B3zef_Eustachy_Szembek
https://pl.wikipedia.org/wiki/Krzysztof_Antoni_Szembek
https://pl.wikipedia.org/wiki/Krzysztof_Hilary_Szembek
https://pl.wikipedia.org/wiki/J%C3%B3zef_Miaskowski_(biskup)
https://pl.wikipedia.org/wiki/Ignacy_Raczy%C5%84ski
https://pl.wikipedia.org/wiki/Biskupi_gnie%C5%BAnie%C5%84scy
https://pl.wikipedia.org/wiki/Prymas_Kr%C3%B3lestwa_Polskiego
https://pl.wikipedia.org/wiki/Biskupi_warszawscy
https://pl.wikipedia.org/wiki/Biskupi_p%C5%82occy
https://pl.wikipedia.org/wiki/Franciszek_Skarbek-Malczewski
https://pl.wikipedia.org/wiki/Ignacy_Krasicki
https://pl.wikipedia.org/wiki/Adam_Micha%C5%82_Pra%C5%BCmowski

https://bskamalov.livejournal.com/4331329.html
https://bskamalov.livejournal.com/4331859.html
https://bskamalov.livejournal.com/4333657.html
https://bskamalov.livejournal.com/4332049.html
https://bskamalov.livejournal.com/4334168.html
https://bskamalov.livejournal.com/4332511.html
https://bskamalov.livejournal.com/4332767.html
https://bskamalov.livejournal.com/4332954.html
https://bskamalov.livejournal.com/4333086.html
https://bskamalov.livejournal.com/4333557.html

 

Tekst źródłowy…

Michał Marian Grzybowski

„Wypisy źródłowe do dziejów szkolnictwa elementarnego w powiecie mławskim i płockim, z wizytacji A. M. Prażmowskiego w roku 1817”

Dodatkowe źródła opracowania:

S. Kieniewicz: W: Historia Polski. Warszawa 1958. T. 2 cz. 2 s. 173—174.
Dziennik praw Księstwa Warszawskiego. T. 1 s. 169.
Z. Kukulski: Źródła do dziejów wychowania i szkolnictwa w Polsce z doby Izby Edukacji Publicznej 1807—1812. Lublin 1931 s. 444.
E. Podgórska: Szkolnictwo elementarne Księstwa Warszawskiego i Królestwa Kongresowego 1807—1831. Warszawa 1960 s. 13—14. 23 — Studia płockie t. VIII

http://mazowsze.hist.pl/files/Studia_Plockie/Studia_Plockie-r1980-t8/Studia_Plockie-r1980-t8-s353-383/Studia_Plockie-r1980-t8-s353-383.txt

Nowy twór polityczny jakim było utworzone przez Napoleona Księstwo Warszawskie ożywiał w Narodzie Polskim nadzieje na całkowite odzyskanie niepodległości. Organem regulującym poczynania władz terenowych na obszarze Księstwa była ustanowiona 14 I 1807 r. dekretem Napoleona, Komisja Rządząca. Jednym z pierwszych posunięć Komisji Rządzącej było utworzenie w 1807 r. Izby Edukacyjnej do zarządzania sprawami szkolnymi. Izba nawiązywała do tradycji przedrozbiorowej Komisji Edukacyjnej, zastrzegała dla siebie wyłączny nadzór nad funduszami i dobrami edukacyjnymi. Chciała objąć zwierzchnictwo nad wszystkimi typami i stopniami szkół. Dość łatwo przejęła Izba władzę nad szkołami średnimi. Trudniejsza była sprawa ze szkolnictwem elementarnym. Brak funduszów stał na przeszkodzie jego rozbudowy, której nie chciała również klasa panująca. Izba Edukacyjna została z konieczności przy zasadzie dobrowolnej składki szkolnej uchwalonej przez mieszkańców. W związku z tym dominował na wsi wpływ dziedzica, proboszcza i wójta, którzy dzielili się władzą w tzw. dozorach szkolnych .

  1. Zakres działalności i twórczych możliwości nowo powstałych władz edukacyjnych ustalał się w praktyce. Konstytucja Księstwa Warszawskiego podpisana przez Napoleona w Dreźnie 22 VII 1807 r. nie wpłynęła bezpośrednio na reorganizację Izby Edukacyjnej. Zapowiedziany w tej sprawie oddzielny dekret królewski ukazał się dopiero 17 XII 1810 r. i na miejsce Izby ustanowił Dyrekcję Edukacji Narodowej, która rozpoczęła swe urzędowanie 7 I 1812 r. Oprócz władzy naczelnej, jeszcze za czasów Komisji Rządzącej, podjęto organizację władz oświatowych prowincjonalnych. Dnia 1 V 1807 r. utworzono wydział edukacyjny przy Izbach Administracyjnych. Temu wydziałowi miały również podlegać sprawy szkół elementarnych .

2 . Konstytucja Księstwa nadała później prefektom „naczelny nadzór nad wszystkim, co się tyczy oświecenia publicznego, a szczególnie nad szkołami wszelkiego gatunku podprefekci mieli nadzór nad szkołami położonymi w obrębie powiatu. Do współdziałania w akcji oświatowej w terenie powołane zostały dozory szkolne

4 . W myśl instrukcji z 16 X 1808 r. dzieliły się one na 3 kategorie:

1) dozory miejscowe — przy każdej szkole niższej i wyższej instancji, 2) powiatowe — nad wszystkimi szkołami w powiecie, 3) departamentowe — obejmowały cały teren.

Dozór szkoły elementarnej miejskiej lub wiejskiej składał się:
1) z dziedzica lub jego zastępcy,
2) z proboszcza miejscowego każdego wyznania,
3) z burmistrza w mieście, a na wsi wójta,
4) z dwóch lub trzech znakomitszych obywateli czy gospodarzy.

Przewodniczyć miał dziedzic majątku położonego w miejscu szkoły, a w czasie jego nieobecności — proboszcz. Dozór miał dbać o potrzeby szkoły, nauczyciela i uczniów. Miał zachęcać rodziców, aby dzieci swoje posyłali regularnie, zaś nauczycielowi miał systematycznie wypłacać pensję w ratach kwartalnych oraz zwracać uwagę na jego pracę i sprawowanie się. Do ich działalności należało także zachęcać dziedziców, proboszczów i gromady do zakładania i utrzymywania szkół. Dozór powiatowy miał prawo sam egzaminować kandydatów na nauczycieli szkół elementarnych lub wyznaczać egzaminatora. On zaś zwracał się do Izby Edukacyjnej o tzw. patent dla nauczyciela, czyli nominację na stałą posadę do wyznaczonej szkoły elementarnej.

Dnia 16 X 1808 r. Izba Edukacyjna wydała szczegółowe przepisy urządzenia szkół i poleciła ich wykonanie gorliwości dozorów szkolnych. Regulamin ustalał rozpoczęcie roku szkolnego na dzień 1 X (półrocze zimowe), na drugie półrocze (letnie) tydzień po Wielkanocy. Na początku każdego semestru nauczyciel dzielił dzieci na 3 klasy, zależnie od poziomu ich umiejętności.

W pierwszej klasie dzieci poznawały i składały litery, w drugiej zaczynały czytać i pisać, do trzeciej grupy należeli ci uczniowie, którzy już dobrze czytali, pisali i liczyli. Nauka odbywała się od godziny 8 do 11 przed południem i od 14 do 16 po południu. Program nauki w szkole wiejskiej obejmował: czytanie druku i pisma, pisanie, rachunki pamięciowe, naukę moralną i religię.

W klasach wyższych dodana była nauka o zachowaniu zdrowia, o hodowli i leczeniu bydła, nauka wiadomości rolniczych, znajomość miar, wag, pieniędzy, znajomość praw wzajemnych między obywatelami.

Ogłoszone przez cara Aleksandra I 20 VI 1815 r. zasady konstytucji zapowiadały utworzenie nowej centrali władz oświatowych. Dnia 6 VII 1815 r. nastąpiło rozwiązanie Dyrekcji Edukacji Narodowej, a 7 tegoż miesiąca odbyło się zebranie nowego utworzonego Wydziału Oświecenia Narodowego. Konstytucja Królestwa Polskiego z 27 XI 1815 r. wśród komisji rządowych wymieniała w art. 76 Komisję Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego. Według późniejszych przepisów Komisji Rządowej Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego (z 11 III i 29 IV 1817 r.) została ustanowiona funkcja organizatora szkół początkowych, na którą komisarz obwodu podawał do komisji wojewódzkiej potrzebną liczbę kandydatów. Obowiązki te mogły być powierzone duchownym lub obywatelom świeckim znanym z gorliwości i posiadającym zaufanie wśród społeczeństwa. Do ważniejszych obowiązków organizatora należało zaprowadzenie szkół nowych oraz uporządkowanie już istniejących, zdezorganizowanych przez wypadki wojenne.
Oddanie administracji szkolnej w ręce władzy wykonawczej było zerwaniem z tradycją Komisji Edukacji Narodowej, która te funkcje przekazała uniwersytetowi. Zdaniem jednak ministra S. Potockiego państwo powinno nadać kierunek szkolnictwu, udzielać mu opieki i sprawować nadzór. Połączenie resortów Wyznań i Oświaty wzmocniło wpływ duchowieństwa na szkoły. Komisja Oświecenia stała się też terenem ścierania się tendencji świeckich i racjonalistycznych z podejmowanymi przez kler próbami podporządkowania sobie oświaty. Komisja Rządowa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego szerzej potraktowała czynności dozorów miejscowych, w których prezesem ustanowiono proboszcza. Miał on otoczyć szkołę szczególniejszą opieką z racji swego stanowiska, które wymagało stałego pobytu w parafii i znajomości jej mieszkańców. Proboszcz niewątpliwie gwarantował sumienniejsze wykonanie zaleceń władz naczelnych. W przeważającej bowiem większości wypadków dziedzic nie tylko nie bywał na posiedzeniach miejscowego dozoru, ale wyznaczonemu przez siebie zastępcy dawał często instrukcje sprzeczne z interesem oświaty ludu. Na proboszczów nakładano też obowiązek, by jako prezesi dozorów zachęcali do utrzymania szkoły w kazaniach wygłaszanych do ludu. Dozór szkolny przygotowywał spis dzieci zdatnych do szkoły, decydował o zakończeniu nauki przez danego ucznia, zapewniał fundusze na pensje nauczyciela. Dozory miały czuwać nad rozkładem składki oraz nad wydatkowaniem funduszów szkolnych. Komisja Oświecenia kontynuując tradycje Izby Edukacyjnej włożyła duży wysiłek w rozwój szkół elementarnych. Nie zdołano jednak wprowadzić przymusu szkolnego ani oprzeć materialnego bytu szkół na budżecie państwowym. Podstawą finansową szkół były nadal przymusowe składki ściągane przez dozory szkolne. W dobrach narodowych Komisja udzielała szkołom pomocy dostarczając budulec, czasami przesyłała podręczniki. Szkoły elementarne miały na ogół jednego nauczyciela, dozory starały się o nich na własną rękę. Często funkcję tę pełnili dymisjonowani żołnierze i urzędnicy.

II. CHARAKTERYSTYKA ŹRODEŁ

Rękopisy zawierające protokóły wizytacji z czasów bpa A. Prażmowskiego znajdują się w Archiwum Diecezjalnym w Płocku i są oznaczone sygnaturami: A. Wiz. 401, 402,403, 410, 411, 414, 415, 418, 419, 420, 421, 423, 424. Zachowane rękopisy są czystopisami i każdy z nich stanowił osobną jednostkę kancelaryjną. Potem dopiero w konsystorzu płockim zostały ułożone dekanatami i tak przetrwały do dziś jako luźne, nie oprawione poszyty. Poszyty te zapisane są różną ręką, bowiem odpowiedzi udzielali proboszczowie zainteresowanych parafii, a weryfikował je miejscowy dziekan. Wizyty spisywane były na specjalnie w tym celu przygotowanych i wydrukowanych arkuszach formatu foliału. Kwestionariusz pytań wizytacyjnych opracowany był przez kancelarię Prażmowskiego i użyty po raz pierwszy i jedyny w 1817 r. podczas wizytacji, która objęła całą diecezję. Ze względu na to, że była ona przygotowana zgodnie z wymaganiami, jakie przepisał biskup, można uznać ją w tym sensie za wizytacją generalną. Każda parafia otrzymywała 2 egzemplarze wspomnianego kwestionariusza, wypełniała obydwa i z tych jeden pozostawał w archiwum parafialnym, drugi zaś był przesyłany do konsystorza. Drukowany poszyt zawierał 30 stron numerowanych z 14 pytaniami. Dotyczyły one:
1) erekcji kościoła,
2) stanu zabudowań kościelnych i plebańskich,
3) sprzętów kościelnych i zakrystii,
4) porządku nabożeństw, odpustów i bractw,
5) ludności parafii i akt metrykalnych,
6) szkoły parafialnej,
7) duchowieństwa parafialnego,
8) klasztorów,
9) dochodów probostwa,
10) dochodów i wydatków,
11) dochodów z altarii i mansjonarii,
12) dochodów bractw,
13) kościoła filialnego,
14) summariusza dokumentów.

Tak więc, na str. 13 tego formularza, gdzie był umieszczony tytuł dotyczący szkoły parafialnej, proboszczowie umieszczali informacje na ten temat. Informacje tam zawarte są różne. Zależało to od wielu czynników, między innymi od gorliwości miejscowego plebana, od zaangażowania się osobistego w sprawy szkolnictwa, wreszcie od inteligencji i wyrobienia naukowego. Podejmowany materiał źródłowy zachowany w tychże wizytacjach obejmuje 105 jednostek tzn. parafii, w których jest mowa o szkole. Jest to teren powiatu mławskiego i płockiego według nowego podziału, który od 16 I 1816 r. obowiązywał w Królestwie Polskim. Co prawda podział ten praktycznie wszedł w życie nieco później. W 1818 r. Prażmowski dokonał nowego podziału diecezji na dekanaty w taki sposób, aby wszystkie parafie danego dekanatu były w obrębie tego powiatu. I w takim układzie są one tutaj podane. Bowiem po reformie administracji państwowej i kościelnej na terenie powiatu mławskiego znalazły się dekanaty: bieżuński, mławski i raciążski, zaś na terenie powiatu płockiego znalazły się dekanaty: płocki, płoński, wyszogrodzki i zakroczymski. Zasadniczo zachowała się ogromna większość opisów wizytacyjnych. W tym wypadku brakuje tylko wizyt z Białej, Grodźca i Uniecka. Mając więc tak bogaty materiał faktograficzny można podjąć próbę odtworzenia stanu szkolnictwa elementarnego na tym terenie w pierwszych latach Królestwa Polskiego.

J o n i e c . A.W. 424 k. 96.
Co do tego chwalebnego obiektu w krótkości wyrażam. Od zeszłego Rządu Pruskiego starał się proboszcz miejscowy, aby ta była przy kościele i tym końcem uzyskał mórg ogrodu dla nauczyciela. Jest więc szkoła, proboszcz będąc zawsze w chęci utrzymywania onej i dogadzania swym parafianom swój własny domek wyreparowawszy przeznaczył tymczasowo na ten użytek w myśli, iż alboś kiedy dom według przepisu wystawiony będzie. W tym domu jest pomieszkanie dla nauczyciela i dzieci mieści się do 30, a czasem mieści się i więcej — różnie. Pensja nauczyciela, ogród, pomieszkanie plebańskie, do tego mórg 1 ogrodu niegdyś dla organisty przeznaczony i złotych circiter sześćset składki z wsiów trzech narodowych i innemi wsiami dla ulgi tym trzem jest rozstrzygnienie, gdyż każda wieś szlachecka życzyła by mieć oddzielnego, aby mu nic nie dać i aby onej służył, a może darmo. Zaprowadzona jest lecz nazwiskiem tylko od roku 1806 i W-ny Naddzierżawca Ekonomii Szumlin z proboszczem onej są przyczyną egzystencji. Wiele wsiów należy, tymczasowo trzy a powinne by wszystkie, gdyż nie masz prócz jednego Lisewa, do którego blisko — mila drogi. Jest pod dozorem proboszcza i Naddzierżawcy. Nauczyciel nazywa się Walenty Daszkowski, przybył z Wyszogrodu. Patentu nie ma, bo proboszcza jest zdanie to, że nauczyciel zawsze jest pilniejszym i delikatniejszym bez patentu gdy jest zdatnym niż patentowany. Ten człowiek utworzony do tego przedmiotu, raz że dzieci po nim pojmują i znacznie profitują, posiada znajomość języka niemieckiego, francuskiego, po polsku dobrze, jeografię, rachunki, czego dał dowody do Komisji Wojewódzkiej przy załączonym raporcie. Dzieci zimową porą miał 27, a panienek miał 7, teraz ma mniej i dwoje jest akatolików między niemi. Książki ma stosowne do swego przedmiotu i bez proboszcza nic nie działa, a dzieci znacznie profitują za co proboszcz zaręcza. Jakie zawady? Co do tego punktu najlepiej było, aby Komisja Oświecenia raczyła wydać zalecenie, iżby wszystkie wsie do swej szkoły parafialnej należały, a tak rozkład nastąpić by mógł, że gospodarz płaciłby na rok zł 4, kopczarz zł 3, wyrobnik zł 2 i byłoby zł 600, a wtenczas nie byłoby zawad i szkółki parafialne kwinęły by.

K o b y l n i k i. A.W. 423 k. 82.
„Szkółki nie masz parafialnej, bo nie masz na nią funduszu, jednakowoż na szkółkę przyrzeka dać izbę oddzielną J W kolator, nie odmawia dać i ogród dla nauczyciela. To tylko najgorsze, że w tej parafii mieści się tylko 20 gospodarzy i z tych jeszcze nie wszyscy mają się dobrze, reszta włościan sami biedni kopczarze i wyrobnicy.”

„Z a k r z e w o. A. W. 423 k. 217.
Nie masz szkoły i funduszu na nauczyciela i szkołę. JW kolator zaradzić nie chce. W czasie wizyty ksiądz dziekan miejsca wezwał mieszkańców Zakrzewa wiejskich, pomiędzy któremi żadnego gospodarza nie masz tylko kopczarze. Przedstawiając onym pożyteczność nauki dzieciom i wzywając onych czy liby jakowej składki przynajmniej organiście miejscowemu nie mogli uczynić? Który zastępując miejsce nauczyciela mógłby ich dzieci uczyć początków czytania i pisania? Oświadczyli, że ich stan, położenie, zaledwo na lada jakie utrzymanie życia wystarcza, że kolator i dziedzic znajdował się w Płocku, podwówczas ksiądz dziekan zostawił dalszemu czasowi porozumienie się z nim względem układów, kiedy nie wybudowania szkoły dla szczupłości parafii, tedy przynajmniej obmyśleniu sposobów wynagradzania organisty, który dość zdaje się zdolnym ku dawaniu początków czytania, pisania i rachowania.”

„G r a l e w o. A. W. 418 k. 67.
Szkoły tu w Gralewie nie było i domu dla nauczyciela ani ogrodu wydzielonego nie było, lubo te dobra, czyli wieś jest narodowa. Do tego, że w tej parafii osobliwie włościanie są biedni i ubodzy mało co gospodarzy większa część znajduje się kopczarzy i komorników, którzy przez wolność teraźniejszą nadaną i przechody wojska z gospodarstwa przerzucali się, a nie mając czym w zimę palić w piecach i na kuminie przy czym gotować, dzieci w łóżku pod pierzynami w zimie trzymają zawsze bez butów, pończochów, spodni i sukmanka, szczególnie te dzieci w samych koszulach i to z tych chodzą, a dla zimna w zimie na potrzeby naturalne do sieni co starsze wychodzą, a młodszym jak się trafi. I uważając zaś proboszcz nędzę taką tych dzieci, widząc trudności przyprowadzenia dzieci w czasie wyznaczonym wielkanocnej spowiedzi zmuszonym został wyznaczyć im i wybrać czas cieplejszy i dogodniejszy i dlatego krzyżowe dni dla dzieci do dopełnienia obowiązku swego przeznaczył, aby mając czas sposobniejszy mógł onych nauczyć artykułów wiary i do spowiedzi jak one mają czynić przysposobić, a po nauczeniu tego wszystkiego uczyniwszy zdatnemi mógł spowiedzi onych wysłuchać, w czasie którym doświadczył tego, iż rodzice przyprowadzali dzieci swoje do kościoła w samych koszulach, krajką lub sznurkiem opasane, boso, czasem niektóre miały kaftaniki matek swoich lub gorsety, albo fartuchem odziane lub matczyną spódnicą przykryte lub przyobleczone. Przy tym tak nagich dzieci w domu używają do drugich młodszych dzieci piastowania i pielęgnowania lub zabawiania lub kołysania, by same matki cokolwiek zrobić lub uprząść mogły lub ugotować, lub porządek w izbie uczynić. Ta parafia cała położona w samych polach, że drugie wsie takie są, iż rózgi na dziecię mieć nie może, chyba badyla jakiego dla ukarania dziecięcia zamiast rózgi użyć musi i przy słomie jeść gotować. A dlatego nie widzi sposobu zaprowadzenia szkółki elementarnej, ile że panowie i dziedzice znajdujący się swych wsi w tej parafii słyszeć nie chcą o niej i przyłożyć się na nią nie myślą wnosząc, że żadnego stąd pożytku przy teraźniejszej wolności nie upatrują dla siebie chyba upadek swojego gospodarstwa większy, a jeżeli Bóg Wszechmogący da nam dzieci mówią, to potrafimy je edukować bez takiej szkółki jakoż one już edukujemy. Włościani czyli kopczarze i komornicy tak są biedni, że ani drew za co kupić ani w co przywieźć, ani za co mają nająć inwentarza do przywiezienia drew z łasa. Na sól zaś uciuławszy jajec od kur te sprzedają i obracają na kupienie onej i takowym żywią się sposobem.

„I m i e l n i c a . A.W. 414 k. 86.
Żadnej szkoły parafialnej dotąd nie masz ponieważ wieś, w której kościół parafialny egzystuje składa się z domów proboszcza, organisty, gospodarza jednego i szynkarza. Zatem, gdyby szkoła miała egzystować, żadnego podobieństwa nie masz, ani funduszu na podstawie onej, ani sposobu utrzymywania nauczyciela, ani wreszcie miejsca do oblokowania dzieci nie masz. Zaprowadzenie szkółki parafialnej zwyż wymienionych przyczyn przy kościele być nie może. We wsi zaś, której dziedzica mogłaby być, ale to od jego woli zależy.”

K r ó l e w o. A.W. 411 k. 115.
Jest osobny dom na szkółkę przez W Ignacego Osieckiego Naddzierżawcę Ekonomii Narodowej Szumlińskiej o jednej izbie i komorze wyznaczony, w którym nauczyciel mieszka i uczy. Nauczyciel ma ogród przy domu i zł 200 wyznaczonych ze składek całej parafii czynionych. Ta szkółka od roku 1809 utrzymuje się lecz nieregularnie, gdyż dzieci tylko czasami chodzą do szkoły i najwięcej po 15 osób obojej płci ich się zbiera. Proboszcz dozoruje nad tą szkółką i w każdym tygodniu one nawiedza. Nauczyciel Klemens Strubiński lat 40 liczący, dawniej był w wojsku polskim w randze oficera, nie jest patentowanym, podług zaświadczenia JX proboszcza od dawania początkowych nauk pisania i czytania dosyć ma zdatności. Płaca go nie dochodzi regularnie dlatego, że składek nie wszyscy chcą uczynić i opału nie ma dla siebie wyznaczonego. Dzieci płci męskiej uczy się osiem, kobiecej siedem. Uczą się elementarza dawniejszego i teraźniejszej edycji. Sposób uregulowania szkółki, aby komisarz obwodowy egzekucją naglił niechcących opłacać składek i jednego z wójtów na kasjera przeznaczył.

„K a m i e n i c a . A.W. 424 k. 52.
Szkoły parafialnej żadnej nie ma ani żadnego na nią funduszu, ani pomieszkania dla dyrektora, ani ochoty żadnej w panach do czego się przyczynienia, jedni mówią: ja w mojej wsi szkółkę założę, którzy zaś z panów dzieci mają, do Pułtuska lub do Warszawy je odsyłają. Ani ta ochota pokazuje się w wieśniakach, którzy też pomieszkania, gruntu lub placu darować nie są w stanie. Nic nie pomogą zalecenia i zachęcenia, bo zwyczajnie na szlacheczyznach idą rzeczy dawniejszym trybem, dzieci woły rano, wieczór i południe paść, aby co w domu tymczasowo parobek robił. Tudzież kolej bydła, świni i dworską i wiejską odpasać muszą, mniemają to za rzecz niepodobną, zwłaszcza że teraz po utrapieniach chorób i wojny każdy chudy, zaledwie w domu sam co jeść ma i opał drzewa i chrustu na ogród corocznie potrzeba kupować. Bo chłopi jedni pijaki woleli by u Żyda jednego, drugiego czy trzeciego, bo karczem jest dosyć na wsi, zmarnować; drudzy też niekoniecznie dobrze się mają, przykradają, rząd lada jaki na wsi nie siedzi.”

„1. Zdanie księdza proboszcza jest, że potrzeba wprzód zdecydować przez Rząd pewną i stałą a nieodmienną dla nauczyciela płacę czyli pensję, która by była ograniczona, na przykład 150 lub jeżeli drzewo na opał i chrust na płot kupować będzie — 200 zł. Tedy po tym takową sumkę na wsie albo gospodarzów łatwiej by dzielić. Podobnież na przykład kartofli po pół korca każdy gospodarz w parafii. Toż nieco zboża zsypki od tych, którzy by dali do tej szkółki dzieci, kaszy na przykład gryczanej, jęczmiennej, nieco kapusty lub też od dworów i dziedziców. Wieprza niechby sobie z kartofli karmił, krowę kupił lub nabiał kupował. Potrzeba koniecznie ograniczonego wszystkiego i wyznaczonego prawem, bo inaczej staje się rzecz nieskończona i niby może nie objęta, o której nie można myśleć. Przyczyna tego jest: wszystkie rzeczy spekulatywne czyli teoretyczne tak ułożyć i uważać trzeba, jakby się stały, jakby się już działy i odbywały w rzeczy samej, toż dopiero a facto ad posse wnieść. Takoż i całość pewnej tylko i zdecydowanej być może czyniona w proporcji dystrybucja, żeby do niej nie przykładać, bo by nowe zachodziły trudności.

  1. Dom u nas dla Dyrektora i ze szkołą 2000 najmniej by kosztował, bo nie ma żadnego pustego na wsi, a zwłaszcza, który by się na szkołę przydał. Któż tedy kogo zniewoli, aby go stawiał. Parafia cała wieśniaków, na szlachcie zwłaszcza tego nie zdoła i darmo na nich tysiące zakładać. U nas tu tępo idzie jakowa składka były u kościoła okna gontami tylko zabite, rzadko gdzie świeciło się przez zabrukane i potłuczone kawały szkła, a przez kilka niedziel zaledwie złożyli złp. 5, a przecie oprócz 5 zł — 10 zł kosztowały, a na te się nikt nie dołożył. Jest to tedy rzecz u nas bez rozkazu Rządowego i rozłożenia sumy takowej przez Rząd Wysoki na dwory nie podobna, bo z ochoty nikt nie uczyni, woli nawet chłop w karczmie przepić. Na szpital za dawnych księży się starano, aby nigdy do skutku nie doszło. Organista po wojnie budynku nie ma, siedzi w czworakach i domagają się, ażeby dzieci w tydzień robił. Ksiądz po Francuzach, po spaleniu plebanii w lecie w sąsieku w stodole, potem z łaski kolatorki w czworakach w izdebce mieszkał, a nikt mu drzewa jednego lub grosza na pomoc nie dał, owszem, gdy któż bez jego wiedzy i rozkazu na dwie krokwie w boru uciął i krokwy i siekierę wzięli. To się wyraża dla okazania niezmiernej trudności i nieużytości nawet i dworów. Jest to tedy rzecz u nas bez rozkazu Rządowego i rozkładu porcji przez Rząd Wysoki na dwory nie podobne, bo z ochoty nikt nie uczynili woli i chłop w karczmie zostawić, jeżeli go dwór nie przymusi. Dyrektor oprócz wszystkiego będzie potrzebował kobiety do zamiatania, posłania, w piecu palenia, jeść gotowania, pieczenia chleba etc. Na ostatek, aby organista miał dom, umiał czytać, pisać i dzieci uczyć jak mogą być zdatni niektórzy (bo ten już stary i niezdatny, czytać po łacinie i pisać po polsku nawet nie może), tedy by od księdza miał ogród duży, ten który trzyma teraźniejszy organista i petycję snopową, którą odbiera wyjeżdżając po parafii organista i funduszu oprócz kolędy zł 30 miałby oprócz tego ma tego akcydensu, ale dyrektor prawo jakiej zsypki albo i pensji odbieranie, a tak i on by się nieźle miał i parafianom byłaby niejaka ulga. Niech tymczasowo i ten organista dzieci czytać i do Mszy św. służyć uczy. Podług tego szczerego wyobrażenia niech zwierzchność przodki obierze i obmyśli wszak wsie parafii, dymy, dziedzice, lud stary i młody jest wyrażony.”

Ł ę t o w o. A.W. 403 k. 97.
Szkoły parafialnej w Łętowie ani w całej parafii nie masz, bo do Łętowa ani budynku, ani miejsca na postawienie ponieważ cały grunt w czynsz jest puszczony, ani funduszu. Teraz dopiero organizować się te szkółki mają.

M i s z e w k o S t r z a ł k o w s k i e . A.W. 414 k. 101.
W tej parafii szkoły żadnej nie masz. Przyczyna tego ta, że parafia jest mała i składa się tylko z ubogich i zaciężnych ludzi. Sposobu jej zaprowadzenia nie masz żadnego, bo nie masz na to ani funduszu ani fundatora, ani nawet domu, w którym by szkoła być mogła. Myśl dziedzica względem szkoły nie jest mi wiadoma, ponieważ nie mieszka tylko dzierżawca. Myśl zaś proboszcza jest ta, iż chętnie by się chciał do tego przyłożyć i dopomóc wedle możności, oby tylko do tego parafianie chcieli się nakłonić.

M i s z e w o  G a r w a c k i e . A. W. 403 k. 127.
Szkoły parafialnej, nauczyciela ani budynku na ten cel żadnego nie masz.

M i s z e w o  M u r o w a n e . A.W. k. 112.
Szkółka ani przy kościele ani w całej parafii nie znajduje się ponieważ na postawienie szkoły funduszu nie masz i parafianie po kilkakrotnych zachęceniach, zaleceniach wymawiają się niedostatkiem.

N a r u s z e w o . A.W. 423 k. 112.
Żadnej szkoły parafialnej nie masz i nie było. Przyczyna tego, że na nią nie masz żadnego funduszu. Parafia uboga, nikt się nie śmie na wystawienie onej odważyć, bo nie ma skąd. Kolator tej wsi jest Najjaśniejszy Monarcha i jakoby względem zaprowadzenia szkoły myśl była jego, a tej proboszczowi miejscowemu pytać się nie godzi.

Pł o c k a — k o l e g i a t a. A. W. 414 k. 116.
Znajduje się szkoła parafialna elementarna umieszczona w murach pozostałych po Księżach Dominikanach, wyznaczona jest izba dogodna na szkołę. Pomieszkanie osobne ma nauczyciel. Pensja nauczyciela wynosi do 1560 zł wraz ze strojem ze składek. Zaprowadzona szkoła elementarna w roku 1817. Zakreślona jest przez WX proboszcza Kolegiaty Przyłuckiego. Miasto Płock szczególnie do niej należy. Nauczyciel nazywa się urodzony Mateusz Wilamowski, przybył z Warszawy. Patentowany jest od Prześwietnej Komisji Oświecenia. Jego zdatność, obyczaje i pełnienie obowiązków chrześcijańskich zachwalone są przez proboszcza miejscowego. Dochodzi go płaca. Ma na opał dziesięć sążni drzewa wyznaczonych. Dzieci w szkole liczy 60. Wszystkie płci męskiej. Są pomiędzy niemi dzieci różnowierców 28. Mają książki. Nauka początkowa czytania, pisania, rachunków, uczą się więc czytać, pisać i rachować. Postępek w naukach okazał się, gdy dzieci 28 promocji dostąpiło do klasy I-szej szkoły wojewódzkiej. Szkoła
ciągle cały rok trwała.

P ł o ń s k . A. W. 415 k. 130.
Szkoła parafialna czyli raczej miejska znajduje się w Płońsku w klasztorze karmelitańskim, za uczynionym o lokal kontraktem z wspomnianym klasztorem i Radą Miejską. Składa się lokal tej szkoły z 3 cel i Hospitium dosyć dostatcznie obszernych. Nauczyciel pomieszkanie ma w mieście i z onego płaci komorne, na które przez pensji ma sobie kontraktem postąpione pewne quantum. Pensja nauczyciela jest zł 1000. Ogrodu nie ma ani żadnej ordynarii. Przykłada się do utrzymania nauczyciela Rada Miejska, z której niektórzy są Towarzystwem Dozoru Szkolnego i tenże Dozór zrobił repartycją wiele ludzi z mieszkańców miasta stosownie do swej sytuacji ma płacić na nauczyciela bez wyjątku Żydów i tym sposobem pieniądze zebrane są funduszem tak od zapłacenia lokalu klasztorowi jako też nauczycielowi, do czego w znacznej części przykłada pieniędzy kasa miejska. Roku 1816 dnia 5 października przez Radę Miejską i Dozór Szkolny szkoła zaprowadzona. Nauczyciel początków do sylabowania i czytania jako też i pisania, nauki obyczajowej i innych, nazywa się Jan Demby, jest rodak miejscowy. Najlepsze świadectwa ma od proboszcza miejscowego w swojej zdatności do nauki, obyczajowości i pełnienia obowiązków chrześcijańskich. Płaca onego w kwocie zł 360 regularnie dochodzi. Opału nie ma. Nauczyciel drugi JP Jakób Korwicki przybył z Płocka, dotąd nie patentowany na nauczyciela. Bardzo jest zdolnym i zdatnym, posiada języki: rodowity, niemiecki, łaciński, arytmetykę, jeografię. Jest człowiekiem obyczajnym, trzeźwym i obowiązki chrześcijańskie pełniącym. Płaca onego dochodzi. Opału nie ma. Pod dyrekcją JP Dembego znajduje się chłopców katolików 33, dziewcząt 9, Żydów 2. Uczą się częścią elementarzy częstochowskich, częścią z ksiąg do nabożeństwa służących początkowego sylabowania i czytania. Pod dyrekcją JP Jakóba Korwickiego znajduje się chłopców katolików 24, chłopców akatolików 2, chłopców żydowskich 33, dziewcząt katolickich 7. Pobierają lekcje początków konstrukcji języka łacińskiego, niemieckiego, z gramatyki pijarskiej, jeografii, moralnej nauki, w których znaczny postępek jest uczyniony. Dziewczęta uczą się czytać, pisać po polsku i niemiecku, podobnież i chłopcy żydowscy. Cały rok bez przerwy był obrócony na naukę.

R a d z a n o w o. A. W. 414 k. 161.
Dla nauczyciela parafii radzanowskiej jest zapisano przed rokiem 1726 w grodzie płockim przy WJ Szczęsnego Krasieńskiego na Radzanowie ze dwora złp. 20, ogród przy szkole i szkoła, budynek, oprócz tego funduszu inny nie znajduje się, ale i ten już od dawna nie egzystuje, ledwo w papierach znaleźć można wiadomość o tym. A za tym nie mając funduszu żadnego nie ma też ani nauczyciela, ani szkoły. Zdaje się jednak, że by był bliskim na Wodzyminie Królewskim w parafii radzanowskiej, gdzie kilka włók pola leży pustych, z których procent albo całkiem przekazanie onych dla nauczyciela wystarczyłoby na solarium dla nauczyciela, a do postawienia szkółki parafia przymusić albo zacytować wspomnianą transakcję. Innego nie widzę sposobu.

R a d z i k o w o. A. W. 423 k. 141.
W parafii radzikowskiej żadnej szkoły nie masz. Dzieci włościan radzikowskich uczą się czytać i pisać u organisty. Radzików, są dobra należące do Korony. Łatwość wystawienia szkoły i nadania funduszu nauczycielowi zależy od woli i łaski Rządu.

R a d z y m i n. A. W. 415 k. 145.
Szkoły żadnej nie masz, bo nie masz na oną żadnego funduszu ni domu.

R ę b o w o. A. W. 423 k. 202.
We wsi Rembowie kosztem Kamery Królewskiej przez Naddzierżawcę Ekonomii Sieleckiej jest wystawiony dom drewniany duży, kotwicami z gliną wylepiony, który teraz prawie w kontynuacji dokończenia. Dotąd mieści się nauczyciel ze szkołą w domu przeznaczonym od miejscowego sołtysa. Pensji ma nauczyciel 400 złp., ma ogród i ordynarię, różnej zboża 16 korcy; składa to wszystko Towarzystwo Szkolne pod repartycje Ekonomii Sieleckiej. Zaprowadzona szkoła w regularności dopiero od roku 1815, zakreślił się miejscowy proboszcz utrzymujący i dawniej jeszcze w swoim domu szkołę, którą dopiero w zeszłym roku zaplanowaniem nauczyciela uregulował. Należą do tej szkoły wsie królewskie: Rembowo, Bolino, Chmielewo, Drwały Polskie, Wilczkowo. Jest zawsze pod dozorem proboszcza podług odezwy Izby Edukacyjnej. Nauczyciel zowie się Jan Czarnaski przybyły z Wyszogrodu, gdzie lat siedem także obowiązki nauczyciela pełnił. Żadnego patentu nie ma, proboszcz o jego zdatności, moralności i konduicie daje dobrą opinię. Lubo z trudnością dochodzi go jednak wszystko. Opału nie ma w skutku tylko w konkrecie. Dzieci w szkole tej zimy było 44, to jest chłopców 24 i dziewcząt 20, ale latem i połowa nie dochodzi. Książki do czytania najwięcej mają elementarne, piszą na papierze i uczą się rachować, którzy ciągle chodzą do szkoły. Proboszcz wizytuje szkołę, znalazł dość postępujących w czytaniu, pisaniu i rachunkach, wniść jednak można, iż za zupełnym dokończeniem szkoły dadzą się przekonać gospodarze osobliwie przez nauki kościelne do ciągłego zimą i latem oddawania swych dzieci do szkoły.

R o g o t w ó r s k.  A. W. 418 k. 160.
Szkoły parafialnej żadnej nie masz ponieważ wieś ta jest narodowa. Za Rządu Pruskiego jest podzielona na włóki pomiędzy włościan i każdy włościanin ma więcej gruntów niż probostwo, zaczem ani placu do wystawienia szkoły, ani ogrodu na tejże niema. Wreszcie, któżby tę szkołę i czyim nakładem stawiał, jeszcze w roku 1809 proboszcz teraźniejszy udawał się do Rządu o wystawienie szkoły lub oddanie dawnego folwarku budowli na szkołę, tymczasem ten budynek spustoszał zupełnie, a Rząd onego na szkołę nie oddał. Szkoła przeto zawsze być może skoro Rząd da fundusz na postawienie tejże i ogród nauczycielowi nada lub skoro by Rząd w zamianę poszedł z proboszczem na grunta, oddając Chabowo — Poświętne włościanom i tam ich przenosząc, a wówczas proboszcz mając w Rogotwórsku też zamienione Poświętne będzie zawsze w tym stanie i nadania ogrodu dla nauczyciela i przykładki uczynione do wystawienia szkoły, lecz teraz gdzie tylko ma grunta z siedliskiem z ogrodami i pastwiskami włók magdeburskich 2, morgów 9, nie jest w stanie względnie szkoły zaradzenia.

S i k ó r z . A. W. 414 k. 146.
W samych początkach Rządu Prefekturalnego był wyznaczony i patentowany nauczyciel dla szkółki elementarnej w Sikorzu, lubo nie było ani funduszu na niego, ani domu na szkółkę żadnego i dotychczas go nie masz, lecz ksiądz proboszcz miejscowy tymczasowie od początku samego pozwolił nowego domu na szpital przez siebie wystawionego połowy, aby w połowie tego domu ubodzy się mieścili, a w drugiej połowie dopóki nowy dom na szkółkę nie postawi się nauczyciel z dziećmi mieścią się. Fundusz t e j szkółki początkowo przez umyślnie przybyłego na miejsce W P Modzelewskiego, podprefekta, za wezwaniem sołtysa z parafii był udeterminowany taki, aby 100 talarów gospodarze z parafii nauczycielowi płacili i na drwa do opału talarów 8. Nadto J W kolator kazał wymierzyć miarą gruntu na ogród dla niego, lecz nie mogą wykonać jego przeznaczenia, gospodarze chociaż egzekucjami ciążeni byli wówczas wielka karystia ze wszystkich stron nastąpiła, mało co dawali dzieci do szkółki. Wsi do kościoła, a za tym do szkółki jest jedenaście: Sikórz, Parzeń, Noskowice, Dłużniewo, Respondy, Karwosiek, Suchodół, Kobierniki, Wyszyna, Ulaszewo, Zerniki. Taż szkółka jest pod dozorem proboszcza. Nauczyciel ad praesens jest Mikołaj Sulkowski z Siecienia przybył, sposobił się do patentowania, lecz go dotąd nie ma. Obyczajów w wypełnianiu obowiązków chrześcijańskich dosyć przykładny, co do zdatności uczenia pisać i czytać tylko początkuje. Płaca dawniej przeznaczona wcale go nie dochodzi, lecz tylko których i które uczy, od tych płacę bierze z rąk rodziców dawających. Ogród zaś wyznaczony trzyma. Z ubóstwa prawdziwie miejsca tego upadłego ludu nie może go dochodzić płaca. Co do dzieci w szkole, pięciu młodzieńców i dwie panienki, lecz za czasem i te letnią porą podbierani bywają, tylko w tym razie uczy się trzech młodzieńców i jedna panienka lubo w kościele ustawicznie przypomina się, aby dawali dzieci do szkoły. Nędzą zawsze wymawiają się, że przyodzienia nie są w stanie im sprawić i osobistego życia starczyć. Ubóstwo więc ludu i niedogodność w samych tylko pieniądzach płacy nauczycielowi, nadto gdyby jak należy dawali dzieci szczupłości miejsca, w którym teraz w szpitalu mieszczą się są widocznemi zawadami utrzymywania w dobrym stanie szkółki. Wypadałoby więc przedzielić płacę częścią pieniędzmi, częścią zbożem pozwolić cokolwiek podźwiganiu ciężarów ludowi odetchnąć i nowy dom na szkołę wystawić, której szkółki czyli domu na ten koniec wystawionego, że dotąd nie masz osobnego przyczyna, że się cośkolwiek czeka na przyjemniejsze czasy, dopieroż dwór, ksiądz proboszcz i lud w parafii wykonają najchwalebniejsze rozkazy Rządu.

S k o ł a t o w o. A. W. 423 k. 152.
Szkoła parafialna lubo nader potrzebna jest w Skołatowie i takową założyć proboszcz miejsca już od lat wielu pragnął i żąda dla znacznej liczby młodzieży szczególnej stanu szlacheckiego. Przecież upór Amtu Gumińskiego, do którego zabrano gwałtownie dom dawnej propinacji kościelny jak opisano wyżej, że go oddać nie chcą, acz nie potrzebny folwarkowi dzierżąskiemu, bo w nim próżniaki umieszczone. Mimo najgorętszą chęć swą, proboszcz nie mając domu nie może zaprowadzić szkółki, do której gotów by był odstąpić ogrodu wawrzywnego i kawałek łąki. Wnioskiem jest więc proboszcza, iżby Illustrissimum Officium łaskawie przyczynić się raczył do Rządu o oddanie wspomnianego domu, który byłby dość dogodnym tymczasowie na szkółkę parafialną. A z czasem, gdy przyjdzie tu do wymurowania kościoła z drzewa zbywającego od. starego kościoła, mógłby dom porządny być wystawiony na gruncie kościelnym, na co chętnie odważyć koszt gotów jest proboszcz, który ze swej czułości rokrocznie w własnym pomieszkaniu po trzech synków szlacheckich edukuje na swym stole w początkach gruntownej nauki czytania, pisania, rachunków, geografii, łacińskiego języka aż do dokładnego objęcia zgodności tak imion rzeczownych z przymiotnymi, jako też tychże z słowami itd. A tak objaśnionych rodziców zaleca po lat trzech zawsze oddawania onych do szkół publicznych, z których w krótkim czasie z pożytkiem wychodzą. Uczy wprawdzie ze zlecenia proboszcza organista miejsca w swym zamieszkaniu kilkoro dzieci z parafii, lecz ta nauka acz przy dozorze proboszczowskim niewiele przynieść może pożytku dzieciom, gdy w jednej izbie i małżeństwo i ich dzieci mieścić się muszą z uczącymi. Jest także w kolonii Guntheschum kolonialna szkoła. Dom osobno wystawiony ze czterema morgami gruntu, za bywszych Rządów Pruskich, zapłatę od kolonistów blisko osiemdziesiąt rocznie talarów, ale nauczyciel pospolicie Niemiec nigdy się taki nie zdarza (bo go Amt wedle swej woli odmienia), który by gruntownie posiadał naukę ćwiczeń elementarnych i zasad czystej moralności, a pospolicie ani pisania, ani rachunków takowi nie posiadają dokładnej doskonałości. Polacy koloniści przykrzą sobie z swemi dzieci, iż nauczyciela nie rozumieją, a Niemcy mniej dbali o postępek w nauce swych dzieci. Mogłaby być wprawdzie ta szkoła obsadzona doskonalszym nauczycielem, ale nigdy dla parafii dogodną być nie może i dla szczupłości miejsca i dla swego położenia wśród rozwlekłej kolonii ewangelickiego ludu niewiele ucywilizowanego. Że namieniony dom kościelny byłby dogodny w Skołatowie na szkółkę okazuje się stąd, iż ma obszerną izbę o dwóch oknach i alkierz zdatny na ulokowanie nauczyciela. Stoi zaś nad wnijściem do wioski od strony rezydencji proboszczowski nad ogrodami warzywnemi. Po zabraniu na skarb propinacji kościelnej, że inny obszerniejszy dom szynku bywszego Pluskówskiego jest w Skołatowie. Proboszcz w rzeczonym kościelnym był obsadził ubogich. W rok ich przecie wypędzono z Amtu rozkazu i dwóch jak się rzekło komorników osadzono. Cale bez tego może się Amt obejść.

Ś w i ę c i e n i e c . A. W. 414 k. 187.
Budynku osobnego na szkołę nie masz, bo w całym Święcieńcu tylko dwa domy, to jest plebania i szpital, w którym jedna tylko izba, gdzie mieszka organista wraz z dziadem kościelnym. Sposób do zaprowadzenia szkoły mógłby być ten. Jest grunt na Swięcieńcu składający się z 3 części Swięcieńca, czyli 3 pola święcienieckie zajmujący, przeznaczony na osadę karczemną, którego jest włók magdeburskich 2 i morgów kilka, należący do dóbr koronnych w Ekonomii Boryszewskiej. Z tego tedy gruntu mógłby Rząd przeznaczyć plac do budowania szkoły i ogród dla nauczyciela. Drzewo z borów Podgórskich z tej strony Wisły lub Górskich za Wisłą, tak do budowania szkoły jako też na opał. Parafianie zwieźliby drzewo, na majstra się złożyli i zsypką zbożową lub w pieniądzach w proporcją na pensję dla nauczyciela zapewnili. Gdyby to uzupełnione było, ksiądz pleban starałby się dozorować, aby taż szkoła pożytek publiczności przyniosła.

T r z e p o w o . A. W. 414 k. 191.
Szkółka parafialna nie jest urzędownie zaprowadzona i zorganizowana. Proboszcz tylko miejscowy dla dobra publiczności krajowej od epoki powstania narodu polskiego, izbę jedną do siebie należącą na szkółkę przeznaczył. Organiście zdatnemu i przez Podprefekturę Powiatu Wyszogrodzkiego na nauczyciela nominowanemu dzieci wiejskie uczyć nakazał. Później dla godności i obszerności miejsca tenże proboszcz przedstawieniem swej bywszej Prefekturze Departamentu Płockiego uzyskał przez pośrednictwo tejże asocjacją na drzewo z borów narodowych na wystawienie szkółki potrzebne, którą Urzędowi Leśnemu Sierpeckiego końcem uzyskania wydanego dobrodziejstwa wręczył i odebrał osobiście usług rezolucją od W Wągrowskiego nadleśnego, iż w borach brwileńskich drzewa zdatnego na wystawienie szkółki nie masz, wreszcie niespokojności krajowe, przechody wojsk, pognębienie ludu w okolicach Płocka odjęły sposobność proboszczowi miejscowemu ukończenie świetnego zamiaru, gdyż zastaje w takim położeniu, iż kolator daleki, bo król, a parafianie i teraz nadzwyczajnymi kwaterunkami konsystującego ciągle wojska polskiego zgnębieni, których znaczna liczba w każdej wsi grunta porzuciwszy porozchodzili się, szukając spokojniejszego miejsca, przez co i pomoc w zwożeniu drzewa przez parafian na szkółkę potrzebnego, odciętą została. W miarę wyrażonych okoliczności zeszłej zimy uczyło się początków czytania, pisania i liczbowania chłopców ośmiu i dziewcząt dwie katolickich. Na wiosnę zaś, lato i w jesiennym czasie dzieci ubogich włościan posługę czynią w gospodarstwie rodzicom i konsystującemu wojsku. Za swą fatygę nauczyciel posiada ogród przez bywszy Rząd Pruski nadany i pobiera płacy w miarę możności od każdego dziecka na kwartał po złp. dwa. Opału żadnego z lasów królewskich nauczyciel nie ma wyznaczonego.

W o ź n i k i. A. W. 414 k. 205.
Budynku osobnego nie masz na szkołę, ale tylko w szpitalu drewnianym, postawionym przez nieboszczyka J ks. Walentego Włoczkowskiego jest szczupła izdebka na szkółkę. Pomieszkania osobnego, pensji, ogrodu, ordynarii nie masz dla nauczyciela. Proboszcz tylko z organistą w założonej i zakreślonej na całą parafię szkole dla małej garstki dzieci, których zimą bywa chłopców 8 do 10, dziewcząt 3 do 6 dają początki czytania, pisania, nauki moralnej, rachunków, z których wielu umieją już czytać i pisać. Szkoła ta trwa tylko przez jesień i zimę, a na lato i wiosnę dzieci rozbierają rodzice do domów. Do utrzymania w dobrym stanie tej szkoły są zawady: 1) nie masz żadnego funduszu na nauczyciela, 2) nie masz przystojnego domu na szkołę. Środki więc do utrzymania i pomnożenia tej mogą być te. Łacno Rząd zaradzić może o funduszu, a takim, gdzie by się dzieci przynajmniej przez czas taki dopókąd nie uczują pożytków nauki i nie opłacały nauczycielowi i o pomieszkaniu szkoła wygodnym pomyśli. Co z małym swym uszczerbkiem wspaniałość naczelna w parafii woźnickiej uczynić może, gdyż w wsiach przyległych kościołowi Czerniewo i Slepkowo leży od dawna wiele włók po gospodarzach pustych, niechaj z tych gdziekolwiek przeznaczy dwa, a choćby i trzy dla nauczyciela, w borach narodowych nam przyległych górskich albo brwileńskich wyznaczy drzewo na wybudowanie, rozrzuci składkę na parafię, za którą można by. opędzić ekspens budowniczego, w końcu wyznaczy na zawsze drzewa na opał rocznie 20 wiertli, a resztę proboszcz swoim interesowaniem urządzi, zaprowadzi formę szkółki prawdziwie elementarnej i starać się będzie, aby ta zakwitła z przykładem dla ościennych i owoc prawdziwego pożytku publiczności przyniosła.

W r o n a. A. W. 424 k. 219.
Do utrzymywania szkółki żadnego nie masz funduszu, lecz teraźniejszy proboszcz zalecił organiście dać początki ile być może dzieciom do sylabizowania i czytania, i na to swój własny dom ofiarował. Że szkoła nie egzystowała — przyczyną jest wojna. Do zaprowadzenia onej innego sposobu nie masz tylko, aby władza najwyższa w to wejrzeć raczyła i nakazała włościanom utrzymywanie przynajmniej początkowych nauk, względnie zaś wyższych nauk stosuje się teraźniejszy proboszcz do dyspozycji JWks. organizatora szkółek parafialnych — dziedzica myśl oświadczyć nie jest w mojej mocy, gdyż jest to kollacja królewska — z strony mojej żadnego oporu nie masz, owszem chętnie przystanę na rozkazy Rządu.

W y s z o g r ó d. A. W. 423 k. 202.
W mieście Wyszogrodzie nie masz dotąd żadnego osobnego budynku jak tylko ze składki Towarzystwa Szkolnego wynajęty, w którym mieści się szkoła i w osobnej izbie ma mieszkanie nauczyciel. Proboszcz miejscowy podał był jeszcze do Rządu Pruskiego projekt, oddając dom murowany przy kościele będący, w którym mieści się szpital, aby przez rozszerzenie tego domu i danie drugiego piętra można szkołę erygować, ażeby pod bliższym dozorem proboszcza mogła być pożytecznie szkoła administrowana. Ten projekt przyjęła była Kamera Pruska dawszy zlecenie burmistrzowi, aby przyjmował deklaracje mieszczan, coby kto ofiarował na tę fabrykę i już wielu się deklarowało, lecz te wraz z Rządem Pruskim ustał. Podany ten projekt i do teraźniejszego Rządu z odkryciem funduszu na tę fabrykę, lecz to do skutku żadnego nie bierze i szkoła tylko w komornym mieści się. Nauczyciel podług kontraktu od miejscowego Dozoru Szkolnego ma rocznie przeznaczonej pensji złp. 800 ze składek Towarzystwa Szkolnego inclusive z ogrodem i opałem. Szkoła zaprowadzona wraz z powstaniem Ojczyzny od roku 1807, miejscowy proboszcz oną zakreślił stosownie do odezwy Izby Edukacyjnej dnia 12 stycznia 1808 r. Należy do Towarzystwa Szkolnego całe miasto bez wyjątku religii i przynależności Rybaki. Jest zawsze pod dozorem proboszcza jako Prezesa Dozoru Szkolnego miejscowego. Nauczyciel się zwie Leon Morantowicz, przybył z miasta Zakroczymia, gdzie obowiązki nauczyciela także pełnił. Patentowany od Wydziału Oświecenia Narodowego 6 października 1815 r. Proboszcz miejscowy i cała publiczność kontenci zaręczają jego dobrą konduitę, naukę i pilność. Płaca go dochodzi, ale zasługuje sobie, aby miał albo powiększony, albo przydany ogród i opał. Dzieci chrześcijańskich płci męskiej 38, żeńskiej też 38, często bywa i więcej, zwłaszcza w porze zimowej. Dzieci wyznania Mojżeszowego 18. Początkujący uczą się z książki elementarnej czytać, pisać i rachunków autora Konstantego Wolskiego. Postępujący uczą się początków geografii i historii uniwersalnej oraz i niemieckiego języka. O postępku dzieci przekonywa publiczność nauczyciel popisami półrocznemi. Do restaurowania szkoły najlepszy by był podany projekt przez miejscowego proboszcza, aby tylko wziął skutek.

Z a g r o b a. A. W. 414 k. 221.
Szkoły parafialnej żadnej nie masz, lecz JX proboszcz miejscowy, kanonik Chudzyński troskliwy o dobro publiczne, oświecając swych parafianów, dom będący przy kościele Zagrobie nazwany wikariat wyżej opisany wraz z ogrodem warzywnym przeznacza na mieszkanie nauczycielowi dopóty, dopóki na to lepszego ze staraniem łaskawego Rządu nie będzie funduszu i oczekuje, aby obywatele parafialni w tym względzie dopomogli mu, lecz oni wzbraniają się od tego i wszystko na niego składają, i ze wszystkim na niego spuszczają się bez żadnej na to bonofikacji, wyrażają się przy tem, iż mało w swych włościach mają ludności, aby mieli jaki fundusz przeznaczyć na utrzymanie szkoły.

Z a k r o c z y m. A. W. 424 k. 182.
Nauczyciel ma na szkołę osobny budynek przez siebie wynajęty o dwóch izbach, dogodny na szkołę. Pensja nauczyciela wynosi zł rocznie 600, opłacają bez różnicy wszyscy obywatele i mieszkańcy miasta Zakroczymia i twierdzy Modlina. Ogrodu i ordynarii nie ma, tylko z pensji utrzymuje się. Szkoła od dawnych lat zaprowadzona przez proboszcza i obywateli miasta Zakroczymia. Wsie do niej należą: Strubiny, Wólka Smoszewska, Przewóz i Kempa Zakroczymska. I z tych wiosek wtenczas nauczyciel opłacany bywa, gdy dzieci dają rodzice do edukacji. Jest pod dozorem proboszcza i magistratu miejscowego. Nauczyciel nazywa się Franciszek Słubicki, urodzenia szlacheckiego, umie dobrze po polsku, łacinie i niemiecku, przybył z miasta Płońska, egzamin złożył w Rządzie, lecz jeszcze patent nie nadszedł. Wszelako wkrótce spodziewany jest. Konduity dobrej i pełni swoje obowiązki — takie zdanie jest proboszcza. Czy go pensja dochodzi o tem proboszczowi nie wiadomo, bo tę magistrat miejscowy winien od obywateli wybrać i do rąk nauczyciela oddać. Opał ma za swoje pieniądze. Dzieci w szkole chłopców katolików 19, dziewcząt 17, akatolików — chłopiec jeden, dziewczyna jedna, Żydów 6. Uczą się czytać, pisać, rachunków i gramatyki po polsku i po łacinie, niemiecku. Cały rok trwają nauki, prócz wakacji.

Z a k r z e w o. A. W. 423 k. 217.
Nie masz szkoły i funduszu na nauczyciela i szkołę. JW kolator zaradzić nie chce. W czasie wizyty ksiądz dziekan miejsca wezwał mieszkańców Zakrzewa wiejskich, pomiędzy któremi żadnego gospodarza nie masz tylko kopczarze. Przedstawiając onym pożyteczność nauki dzieciom i wzywając onych czyliby jakowej składki przynajmniej organiście miejscowemu nie mogli uczynić? Który zastępując miejsce nauczyciela mógłby ich dzieci uczyć początków czytania i pisania? Oświadczyli, że ich stan, położenie, zaledwo na lada jakie utrzymanie życia wystarcza, że kolator i dziedzic znajdował się w Płocku, podwówczas ksiądz dziekan zostawił dalszemu czasowi porozumienie się z nim względem układów, kiedy nie wybudowania szkoły dla szczupłości parafii, tedy przynajmniej obmyśleniu sposobów wynagradzania organisty, który dość zdaje się zdolnym ku dawaniu początków czytania, pisania i rachowania.

Z u k o w o. A. W. 423 k. 197.
Żadnej szkoły nie masz — przyczyna, że nie ma funduszu, gdyż ta wieś należy do dóbr Korony. Ze kościół w tym miejscu oprócz wzmiankowanej chałupki dla organisty i ogrodu nie ma, należałoby W. Naddzierżawcy wedle wymagań tak sprawiedliwych Wysokiej Komisji Obrzędów Religijnych i Oświecenia Publicznego obmyślić miejsce, wybudować dom na szkółkę i zamieszkanie nauczyciela z zaleceniem Kamery dochodów Korony, a wówczas łatwiejsze byłoby ułożenie się z parafianami o pensję dla nauczyciela. Innych sposobów proboszcz miejsca nie zna ani wymyśleć jest w stanie.

= = = = = = = = = = = = = = = = = =

Zakończenie trzyodcinkowego cyklu w kolejnej opowieści

Do tłumaczenia tekstów można stosować na przykład:
http://free-website-translation.com/

= = = = = = = = = = = = = = = = = =

♫ – OFF TOPIC – SPIS TREŚCI tematów „OT”
https://kodluch.wordpress.com/2018/03/16/%e2%99%ab-off-topic-spis-tresci-tematow-ot/

https://kodluch.wordpress.com/about/

= = = = = = = = = = = = = = = = = =

4 uwagi do wpisu “♫ – OFF TOPIC – Trochę prywaty – część 2

  1. Pingback: Homepage

Dodaj komentarz

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s