Wigilia 2014


W ten czas wigilijny podsyłam pochoinkowy prezent w postaci ciekawego artykułu otrzymanego do Pani Tłumaczki… 

 

 

Bożonarodzeniowy Rozejm 1914 – zapomniana lekcja historii, która mogła zapobiec stuleciu wojen 1914-2014

 

Gary G. Kohl
LewRockwell.com
Thu, 18 Dec 2014 13:37 CET

christmas-truce-large2.jpg - Photograph Source: Public Domain

Dokładnie 100 lat temu, w miesiącu grudniu, nastał Bożonarodzeniowy Rozejm 1914, gdy chrześcijańscy żołnierze po obu stronach niesławnej Ziemi Niczyjej na froncie zachodnim, dostrzegli wspólne im wszystkim człowieczeństwo; rzucili broń i zaczęli bratać się z tak zwanymi “wrogami”, których jeszcze dzień wcześniej kazano im zabijać bez litości. Jak wspomniano w ubiegłym tygodniu na tych łamach [tj. LewRockwell.com], prawda o tym niezwykłym wydarzeniu była od tamtej pory skutecznie ukrywana przez władze państwowe i wojskowe (oraz przez dziennikarzy wojennych), ponieważ to załamanie dyscypliny wojskowej wzbudzało w nich gniew (i wstyd).
W kronikach wojennych nie spotyka się już takich „buntów”. Generałowie (jak i pobrzękujący szabelką, hałaśliwi politycy oraz rodzimi spekulanci wojenni) szybko opracowali strategie zapobiegające powtórzeniu się takiego zachowania.

 

Wigilia 1914 roku nadeszła w ledwie 5 miesiący po wybuchu I wojny światowej, a zmarznięci, zmęczeni i tęskniący za domem żołnierze nie rozpoznali w sobie – zgodnie z oczekiwaniami – bohaterów, ale raczej wynędzniałych, przestraszonych i rozczarowanych nieszczęśników, mieszkających w okopach razem ze szczurami i pchłami. Większość z nich śniła sny o potędze, kiedy kilka miesięcy wcześniej zaciągali się by zabijać i umierać za Króla i Kraj, w pełni spodziewając się powrotu do domu na święta.

 

Niżsi rangą oficerowie po obu stronach Ziemi Niczyjej, którzy jednakowo cierpieli razem ze swoimi oddziałami, pozwolili by wojna wygasła – tylko w Wigilię. Pozwolili też śpiewać żołnierzom świąteczne kolędy. Wówczas wielu żołnierzy, których serca jeszcze nie skamieniały, zaczęło dostrzegać człowieczeństwo u demonizowanych „innych”, których wcześniej wytykano palcami, jako podludzi zasługujących na śmierć.
I tak zstąpił na nich miłosierny duch świąt; nie posłuchali rozkazów zabraniających bratania się z wrogiem, porzucili broń i zmieszali się z tymi “innymi” na terenie między okopami.
Nieznane wcześniej pomruki, dochodzące z obu stron linii frontu do oficerów wyższej rangi – którzy cieszyli się dobrym jedzeniem i napitkami, siedząc w ciepłych bunkrach poza zasięgiem artylerii i ognia karabinow maszynowych – uzmysłowiły nagle bezsensowność zabijania kogoś, kto był taki jak oni i kto nigdy nie wyrządził im krzywdy.

 

Wielu mężczyzn, którzy doświadczyli wtedy tego momentu, wiedziało, że wydarzyło się coś o głębokim i doniosłym znaczeniu: duchowe doświadczenie wzajemnego szacunku i miłości, będące uosobieniem wspólnego im wychowania chrześcijańskiego. Gdy wydano rozkazy wznowienia działań wojennych – nie chcieli już walczyć i zabijać.

 

Niektórzy żołnierze zostali ukarani za nieposłuszeństwo, wielu z nich musiało zostać zastąpionych przez świeże oddziały, które były trzymane w rezerwie na dzień przed pamiętną Wigilią (kapral Adolf Hitler był wśród tych, którzy nie doświadczyli bratania się na pierwszej linii frontu).

 Amid the horror of World War I, there was one ray of light — the Christmas Truce of 1914

Bożonarodzeniowy Rozejm 1914 roku przybliżył na chwilę zakończenie tej bezsensownej i ostatecznie samobójczej wojny, która zniszczyła cztery imperia i całe pokolenie młodych ludzi, którym namącono w głowach by na tę wojnę poszli.

 

Rozejm nastąpił w różnych miejscach, wzdłuż potrójnych równoległych linii okopów, ciągnących się na długości 1000 km od Belgii, przez Francję, do Szwajcarii. Zdecydowana większość żołnierzy, którzy doświadczyli tego nieuprawnionego rozejmu, nie przetrwała wojny. Udziałem wielu z nich stała się wkrótce krwawa bitwa, w której zabito – po obu stronach – dziesiątki tysięcy żołnierzy, bez zasadniczych zdobyczy terytorialnych dla żadnej ze stron. Ale wtedy już wiedzieli, że zostali wrobieni w długą wojnę na wyniszczenie. Wiedzieli, że nie powrócą do domów na święta…

 Letters spoke of soldiers' nervous forays into no man's land, shouting out to ask if the enemy would fire

[…]

 

To, co okazało się wzajemną, masową rzezią, o stopniu niespotykanym wcześniej w historii wojen, mogło zakończyć się 100 lat temu, w tamto Boże Narodzenie, gdyby tylko każdy żołnierz doznał wtedy uczucia pokoju obecnego w okopach i odważnie złożył broń raz i na zawsze.

 The brave men walked around shaking hands with the enemy, before returning to the trenches to fight again the next day

Jedną z lekcji Bożonarodzeniowego Rozejmu podsumowano w wersach słynnej pieśni Johna McCutcheona na temat tamtych wydarzeń – „Boże Narodzenie w okopach”:

„My name is Francis Tolliver, in Liverpool I dwell.
Each Christmas come since World War I – I’ve learned its lessons well:
That the ones who call the shots won’t be among the dead and lame

And on each end of the rifle we’re the same.”

 

Nazywam się Franciszek Tolliver, w Liverpoolu mieszkam.
Na każde Boże Narodzenie od I wojny światowej – tego dobrze się nauczyłem:
Wydających rozkazy nie będzie wśród martwych i chromych,
A na każdym z końców karabinu jesteśmy tacy sami”

 

World War One Chrismas Truce Song – Christmas In The Trenches 
http://www.youtube.com/watch?v=y7P1bV3hfiA

 

Źródło: http://pracownia4.wordpress.com/2014/12/24/bozonarodzeniowy-rozejm-1914-zapomniana-lekcja-historii/

Tłumaczenie: PRACowniA
Artykuł na SOTT.net, z komentarzami: The forgotten Christmas truce of 1914

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

A w świątecznym „bonusie” dodatkowy tekst. Felieton ten ukazał się w Obserwatorze, skąd go tutaj wklejam…

 

IMG_5147-001

Pierś w pierś walczyliśmy, ramię w ramię zmartwychwstaniemy
   

Jeżeli ktoś z Czytelników miał szczęście przeczytać książkę, a może spotkało go szczęście podwójne i jeszcze dodatkowo obejrzał film pod tym samym tytułem „Lekcja martwego języka”, to na pewno utkwiły mu w pamięci nastrojowe obrazy Beskidu Niskiego i pracujących ciężko rosyjskich jeńców wojennych. W zasadzie nigdzie nie jest ani w książce ani w filmie jasno wyjaśnione, na czym polegał ich znojny trud…

Jakoś w tym samym okresie gdy miałem okazję oglądnąć film a wkrótce po tym zaopatrzyć się i kilkukrotnie przeczytać książkę, zostałem kierownikiem studenckiej bazy namiotowej w Krempnej. O tym moim, kilkuletnim zresztą „kierownikowaniu” na tej bazie może napiszę innym razem. Dziś wspomnę sceny gdy samemu oraz z kolegami i koleżankami z Klubu Przewodnickiego oraz niejednokrotnie razem z przygodnymi turystami jacy akurat mieli na to czas i chęć, chodziliśmy na gęsto porośnięty lasem i krzakami wzgórek „Łokieć” by powoli, z pietyzmem i mozołem w skwarze upalnego lata posiadanymi prostymi narzędziami, a często gołymi rękami wyrywać chwasty porastające groby, ścinać samosiejki rozsadzające mury…

Chcieliśmy chociaż częściowo odsłonić i pokazać światu przepiękny, zapomniany cmentarz wojenny nr 6.

Spoglądając na panoramę Krempnej zawsze zastanawiałem się jak to wszystko wyglądało w 1915 roku, gdy genialny Słowak, Dušan Samuel Jurkovič dostrzegł ten mały wzgórek wyróżniający się na tle otaczających pól i lasów.

Jak później napisał we wspomnieniach: „gdy dzielono teren, nikt nie miał ochoty na pograniczne Karpaty. Dałem sobie przydzielić górską krainę (….) Podczas gdy moi wiedeńscy koledzy lokowali swoje cmentarze w bezpośredniej bliskości cmentarzy ogólnych, miast i osad, ja wybierałem odległe wzgórza, strome stoki, a przede wszystkim miejsca najgorętszych walk (…) Postanowiłem umieszczać swoje cmentarzyki w naturalnym pięknie stoków karpackich, jak gdyby wytworzyły je tam niewidzialne ręce miejscowej tradycji ludowej”.

Cmentarze stworzone przez Jurkoviča są niepowtarzalne swoją malowniczością i niemal pogańską „słowiańskością”, z czym się twórca wcale nie skrywał.

Oglądając ten teren z cmentarzem – kiedyś w latach 70-tych i 80-tych – skrytym w gęstwinie drzew, wyobrażałem sobie tę deszczową jesień jak na filmie Majewskiego, tych umorusanych błotem byłych carskich żołnierzy, z mozołem i trudem dzień po dniu wykopujących zwłoki swoich towarzyszy walki, może przeciwników, może braci – i przewożących pieczołowicie w to jedno miejsce – miejsce ostatniego ich spoczynku…

Jeżeli ktoś teraz trafi do Krempnej, zobaczy cmentarz fachowo odnowiony, z torusem – dla mnie zawsze „ślubnej” obrączki śmierci – obecnie przyozdobionej wieńcem liści dębowych, wykonanych przez arabskich rzemieślników na wzgórzach Golan.

Historia zatoczyła kolejne koło!

Wielka Wojna – bo tak przez 20 lat nazywano I-szą Wojnę Światową – była tak krwawa, tak okrutna, naznaczona taką masą śmierci, że jeszcze w czasie jej trwania zaczęto budować przepiękne nekropolie. Po prostu nie wyobrażano sobie, że można „porzucić” byle gdzie ciało – obojętne czy wroga czy „swojego”. Nie zapominajmy tez że w czasie krótkiej ale wielkiej Bitwy Gorlickiej, największej bitwy wschodniego frontu, zginęło ponad 70 tysięcy żołnierzy! Oblicza się że ponad 20% poległych to Polacy, tak jak to widać jeszcze teraz na cmentarzu na Górze Pustki, gdzie po obu stronach okopów stanęły „polskie” pułki…

Kilka dni temu klikając po telewizyjnych kanałach trafiłem na krótki film dokumentalny. Nakręcony jako jeden z odcinków serii poświęconej I-szej Wojnie Światowej przez rosyjską telewizję. Muszę przyznać że jako osoba która już w wiele dziwnych kątów w Polsce zwiedziła, słyszałem i czytałem o Twierdzy Osowiec, ale jakoś jeszcze tam nie zbłądziłem. Muszę to w przyszłe wakacje nadrobić, bo warto! W tym krótkim filmie niemal wzruszyły mnie trzy rzeczy. Po pierwsze – polski przewodnik, najwyraźniej miejscowy pasjonat z zapałem opowiadający o historii Twierdzy. Druga rzecz to dość długi fragment filmu poświęcony bohaterskiemu dowódcy o czysto polskim nazwisku, imieniu i „otczestwie”. Trzeci piękny moment nastąpił, gdy przewodnik opowiadał o długich poszukiwaniach cmentarza wojennego, po którym nic nie zostało. A w końcu znalezione miejsce zostało oznaczone – potężnym, prawosławnym krzyżem…

Ignacy Krasicki napisał: „Nagrobki, tak jak inne ku następnej pamięci stawiane gmachy, są najtrwalszymi, a zarazem najoczywistszymi dowodami dziejów krajowych (…)”

Myślę że twórcy cmentarzy wojennych Bitwy Gorlickiej, mimo że byli wśród nich Polacy i polscy artyści nie znali tego co wyraził Krasicki. Ale jako ludzie których kultura od tysięcy lat zawiera w sobie cześć dla zmarłych a szczególnie specjalną cześć dla żołnierzy, rycerzy, herosów, obrońców – także przeciwników – musieli sobie zdawać sprawę że właściwe uhonorowanie poległych jest czynem nie podlegającym dyskusji. Podziwiać należy to że zaraz po przetoczeniu się frontu powstał specjalny komitet i jednostki organizujące to ogromne w swej skali przedsięwzięcie. Brali w tym udział eksperci sztuki, artyści, inżynierowie… Do kierowania pracami wybrano doskonałych fachowców i organizatorów Hansa Hauptmanna i Rudolfa Brocha. Wybrano grupę inżynierów-budowlańców z praktyką tworzenia urządzeń architektonicznych w tak trudnych warunkach. Wybrano wspaniałych artystów ze wszystkich dziedzin sztuki. Zbudowano rozłożony na wielu kilometrach kwadratowych pomnik, zakotwiczony mocno w religijnych uczuciach społeczeństwa, spełniając tym zarówno chrześcijański jak i humanistyczny obowiązek.

Uhonorowano wszystkich poległych, bez względu na to po której stronie walczyli…

Dodatkowo stworzono coś pięknego, fascynującego i ponadczasowego – mianowicie rodzaj przekazu skierowanego do przyszłych pokoleń. Tym przekazem są epitafia na tych wojennych cmentarzach autorstwa Hansa Hauptmanna.

Nawet po niemiecku brzmi to pięknie – jak na tablicach w Krempnej:

BRUST GEGEN

BRUST HABEN

WIR GERUNGEN HAND IM HAND

WERDEN WIR

AUFERSTEHEN

 

IM GEDÄCHTNIS

DER LIEBE

LEBT IHR TOTEN

UND IN DEN

SEGNUNGEN

DES FRIEDENS

Lub choćby polskie przekłady napisów z cmentarza w Gładyszowie, czyż nie jest to coś po stuleciu nadal chwytającego za serce?

Śmierć żołnierza święta jest
i łamie nakazy nienawiści

 

Przyjaciel czy wróg, jeśli nie ominęły go rany
Na jednakową miłość i cześć zasługuje

 

A inskrypcja z Woli Cieklińskiej?

Wyruszyliśmy na bój, a znaleźliśmy pokój

 

Inne inskrypcje – jak z cmentarza na Rotundzie – próbują wyrazić nastrój miejsca:

 

Nie użalajcie się, że wokół naszych grobów huczą wichry
Na tym samotnym wzgórzu dalekim od ludzi –

Tu bliżej jesteśmy wezwania wieczności, tu każdego ranka

Słońce wcześniej nas kryje całunem purpury

 

Niektóre inskrypcje dyskretnie proszą, jak w Zassowie:

 

Udzielajcie łaski wszystkim, którzy ofiarą się stali
Wielkiego czasu i jego wielkich celów

 

A inne przypominają, tak jak w Lubczy Szczepanowskiej:

Wspólna ojczyzna wzywa wszystkich poległych

 

Dzisiaj – tym razem – zakończę ten felieton w tym miejscu. Nie chcąc się wdawać w dyskusje i żale nad coraz większą degrengoladą moralną naszego społeczeństwa które burzy pomniki, bezcześci groby, i nawet po śmierci nie daje spokoju swojemu Wielkiemu Prezydentowi…

Społeczeństwa, które zapomniało co pisał Krasicki, które zapomniało swoich słowiańskich i chrześcijańskich korzeni…

PS 1

Niedawno odwiedziłem kolejny raz piękny kościół ewangelicki w Pasymiu. Tym razem zafascynowały mnie ogromne tablice poświęcone mieszkańcom którzy nie wrócili z Wielkiej Wojny. Tablice wykonane z niemiecką dokładnością, na których znajdziemy imiona, nazwiska, datę śmierci i miejsce gdzie zginęli. Niby nic, ale jak się wczytamy w szwabachą pisane litery to dostrzegamy same POLSKIE nazwiska!

Niestety, w latach 90-tych zrównano z ziemią przepiękny cmentarz w miejscowości Nidzica. Były tam – podobnie jak w pasymskim kościele – na wspaniałych nagrobkach, pochodzących jeszcze z XIX wieku, szwabachą pisane, przepięknie brzmiące nazwiska, ślady polskości tych ziem…

PS 2

Od kilkudziesięciu lat gdzie tylko mogę, powtarzam: mamy w Polsce unikalny na skalę światową pomnik – cmentarze wojenne z Wielkiej Wojny. W przytłaczającej większości cmentarze te są zapomniane, zdewastowane, zarośnięte. A nawet lekko odnowione, odsłonięte z roślinności – mogą stanowić nie tylko wielką atrakcję turystyczną ale i stać się świadectwem naszego humanizmu.

Mamy także u siebie małe, duże i ogromne cmentarze Armii Radzieckiej. Czy nie za mało robimy by czcić pamięć tych poległych wyzwolicieli naszych ziem spod NIEMIECKIEJ, straszliwej okupacji?

Odwiedźmy czasem taki cmentarz jak zrobiłem to ileś tam lat temu. Większość poległych na tym cmentarzu nosiła POLSKIE nazwiska. Wszyscy to – sądząc po napisach – Polacy urodzeni na Wołyniu, ci co ocaleli z rzezi przyszli z Armią Czerwoną ratować nas od zagłady…

Źródło http://obserwatorpolityczny.pl/?p=24784

 

 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

 

granacik Link na codzienny nowy komentarz AdNovum do wydarzeń na Ukrainie  0_f79fe_e114a380_orig

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

ukr_01b3a Saint George Ribbon 2

DOBRANOC lub Dzień dobry – w zależności od tego kiedy wypijana jest kawa…
🙂 😉 🙂 😉 🙂 😉 🙂 😉 🙂 😉 🙂 😉 🙂 😉 🙂 😉 🙂 😉 🙂 😉

 

Reklamy

25 uwag do wpisu “Wigilia 2014

  1. Spokojnych Świąt wszystkim ludziom dobrej woli, bez względu na narodowość, płeć, wyznanie, czy kolor skóry, bo…
    „tych, co wydają rozkazy nie będzie pośród martwych i kalekich
    Ale nas, na każdym z końców karabinu, ujrzę jednakich.”

    Polubienie

  2. Dzień Dobry Wszystkim!
    I dobra wiadomość: RT informuje, że Komitet Śledczy Rosji uznał za wiarygodne zeznania ukraińskiego świadka, który twierdzi, że z lotniska pod Dniepropietrowskiem wyekspediowano ukraińskiego SU-25, uzbrojonego z rakiety powietrze-powietrze w dniu nieszczęsnego lotu MH17.
    Przesłuchanie odbyło się wraz z badaniem wariografem. Śledczy nie stwierdzili żadnych oznak kłamstwa. „Świadek opowiadał o faktach w sposób jasny i bez żadnych niezgodności. Badanie wariografem również to potwierdziło”.
    Mężczyzna zostanie prawdopodobnie objęty programem ochrony świadków w Rosji.
    A… i jeszcze jedno. Strona ukraińska potwierdziła istnienie i jednostkę kapitana Wołoszyna, o którym opowiada świadek. Zaprzeczają jedynie, że w tym dniu gdziekolwiek latał.

    http://www.sott.net/article/290541-Ukraine-shot-down-MH17-Ukrainian-pilot-passes-lie-detector-test

    Polubienie

  3. Brusku,
    Chyba nie powinieneś wstawiać powyższej informacji na blogu AdNovum. Spowodowało to tylko wysyp idiotycznych komentarzy, w tym podpierających się materiałem „źródłowym” w postaci kłamstw ściekomediów, na które niestety zareagowałam. No cóż, robotem nie jestem. Wściekam się na kretynizmy, jak każdy normalny człowiek.

    Polubienie

    • Czołem żołnierze! 🙂
      Przeczytałem na AdNovum komentarze dotyczące zestrzelenia MH17 i cóż mogę powiedzieć,prawda jak zwykle leży po środku.Prawdą jest,że SU-25 jest samolotem szturmowym,współczesnym IŁ-em-2,który ma za zadanie wspieranie sił lądowych głównie w natarciu.Ale może także walczyć z innymi samolotami,gdyż istnieje możliwość uzbrojenia go w rakiety powietrze-powietrze.Głupotą by było wysyłanie takiego samolotu przeciwko MH17,mając do dyspozycji myśliwce przewagi powietrznej np.Su-27,które są stworzone do takich misji.Zdecydowanie lepszy byłby też Mig-29,jako typowy myśliwiec pola walki.Więc banderowcy posiadając wszystkie typy samolotów,Su-25 powinni wysłać jako ostatni.Ale po pierwsze,nie wymagajmy logicznego myślenia od ukropów,po drugie,nawet jak Powstańcy w jakiś cudowny sposób „zestrzelili” tego Boeinga,to i tak ten samolot nie powinien się znaleźć nad terenem walk,a za kontrolę przestrzeni powietrznej nad tym obszarem odpowiada Ukraina,więc celowo mogła skierować samolot nad obszary kontrolowane przez Powstańców,by został zestrzelony.Czyli reasumując,dla banderowców jak by się nie ustawiał i tak d..pa z tyłu. 🙂
      Pozdrawiam.

      Polubienie

  4. @Adalbercie
    Za „Czołem żołnierze” należy Ci się specjalne wyróżnienie. Uśmiechnąłeś mnie tak, jak już dawno nie bywało. Dzięki!
    Powiedzmy, że mam coś wspólnego z psychologią i wszelkimi sztuczkami w tym zakresie, które służą „ogłupianiu mas”. Otóż, jeśli dobrze wytrenowany i dobrze lokowany kłamca chce coś niecnego zrobić i to ukryć, posłuży się:
    1) narracją, w którą większość jest skłonna uwierzyć w oparciu o przeszłe doświadczenia (rzeczywiste lub urojone)
    2) wybierze najmniej prawdopodobne, ale nie niemożliwe, narzędzie do przeprowadzenia danej akcji/.
    3) zaprzęgnie do działań propagujących jego wersję mass-media i tzw. „ekspertów” w nich występujących.
    Po drugiej stronie „zwierciadełka” mamy stronę pomawianą o niecny czyn. W tym przypadku, ze względu na oskarżenia i związaną z tym wnikliwą kontrolę wszelkich oświadczeń, twierdzeń, przypuszczeń, najlepszą obroną jest… brak łgarstw.

    Polubienie

    • Jak dla mnie prawda jest bardziej prozaiczna,jeżeli zakładając,ukropy wykorzystały do zestrzelenia MH17 Su-25,to nie dlatego,że chciały „ogłupić masy” wybierając najmniej prawdopodobne,ale nie niemożliwe narzędzie,ale nie dysponowały w tym momencie żadnym innym środkiem walki,który mógłby zrealizować postawione zadanie.Być może nie mogli wykorzystać samolotów przeznaczonych do tego typu zadań,a była to „potrzeba chwili” i poleciał Su-25?Znamy wartość bojową armii ukraińskiej,a szczególnie jej „stan techniczny”,więc wykorzystali to co mieli pod ręką?Obserwuje ten konflikt od początku,i dochodzę do wniosku,że działania armii ukraińskiej to droga od „błędu do błędu”.Linkowałem Bruskowi tekst o walkach pod Iłowajskiem,napisany przez ukraińskiego eksperta wojskowego,nie zostawiający suchej nitki na dowództwie ukraińskim za szkolne błędy w dowodzeniu.Myślę,że to dotyczy całości sił zbrojnych U-krainy.Pozdrawiam. 🙂

      Polubienie

      • Chętnie się zgodzę, ale – niestety – nic nie wskazuje na to, żeby Ukry same wpadły na pomysł zestrzelenia samolotu pasażerskiego. JAKIEGOKOLWIEK samolotu pasażerskiego. Tym bardziej, że mają już na koncie „pomyłkowe” zestrzelenia, bodajże w 2001.
        Ryzyko było zbyt duże. Ergo: musieli to z kimś „ważniejszym” co najmniej uzgodnić. Z kimś, kto działając we własnym interesie, ma możliwości by kryć im d*pę.
        To elementarne, Watsonie! 😀

        Polubienie

          • Osobiście nie demonizował bym roli zachodnich doradców w tym konflikcie.Być może mieli jakąś wiedzę o „pomysłach” ukrów,a po fakcie wspólnie starali się ukryć prawdę.Ale pomysł i realizacja był na pewno banderowski.Jeżeli nawet ukropom doradzał by cały batalion „Napoleonów,Clausewitzów i von Moltków” to wiele z twora pod nazwą armia ukraińska wykrzesać się nie da.To przecież widać na każdym kroku,od ich „sztabu generalnego”(mocno powiedziane,bo chyba takowy nie istnieje) po szeregowych żołnierzy,masowo przechodzących do Powstańców lub sprzedających broń i amunicję.Z takim „wojskiem” nie można wygrać żadnej bitwy,nie mówiąc już o przeprowadzeniu prowokacji w stylu MH17.Sprawa się „rypie” i zapewne niedługo wybuchnie.Mówimy,że Amerykanie maja zdjęcia satelitarne,cały czas obserwują pole bitwy.Rosjanie też nie są „patykiem robieni” i ich sprzęt zwiadowczy jest na podobnym,jak nie lepszym technologicznie poziomie.I tak samo od początku konfliktu patrzą na Ukrainę.Z jakichś mam nieznanych powodów Rosja i Ameryka prowadzi grę i żadna ze stron nie odtajnia swoich danych na temat katastrofy.A wiedza na ten temat jest im doskonale znana.Jak mówią Rosjanie,pożyjemy,zobaczymy.Pozdrawiam. 🙂

            Polubienie

  5. PS do Adalberta
    Prawda ZAWSZE leży tam, gdzie leży. Czasami zdarza się, że leży pośrodku.
    W przeciwnym razie, w przypadku prawdziwości twierdzenia „prawda leży pośrodku”, Ziemia byłaby na w pól płaska i na w pól okrągła, oraz przez pół roku obiegałaby Słonce, a przez następne pół roku to Słonce obiegałoby nią. 🙂

    Polubienie

  6. Witam w świąteczne popołudnie. 🙂
    Brusku,czy widziałeś zdjęcie czołgu z św.Mikołajem(a może Dziadkiem Mrozem) na stronie D.Chudźca?Mam nieodparte wrażenie,że jest to noworosyjska „wariacja” na temat T-72.
    Na wieży widać elementy pancerza reaktywnego,coś jakby Kontakt-5,ale w nietypowej konfiguracji.Czegoś takiego nigdzie nie widziałem,wiec podejrzewam,że to miejscowy wyrób.Widoczny brak pancerza na kadłubie,czyli nie jest to pojazd żadnej znanej wersji fabrycznej,bo takowa(niekompletna) nie występowała. 🙂
    https://fbcdn-sphotos-b-a.akamaihd.net/hphotos-ak-xpf1/v/t1.0-9/10712841_618068338321236_3779831959976821104_n.jpg?oh=17fb8d741025739c4c78d421bd64e78b&oe=55302D0B&__gda__=1430688865_e260222198feb37f940e1190b4e5e3a3

    Polubienie

    • Sam sobie odpowiem,dopiero teraz na to wpadłem,wcześniej miałem zapewne „pomroczność jasną”.Na zdjęciu T-90A,tylko ma zdjęte boczne pancerze dodatkowe.I ta charakterystyczna spawana wieża,widoczny jej płaski element obok wyrzutni granatów dymnych.I oczywiście typowy dla T-90A układ płyt pancerza dynamicznego na wieży.Byłem przekonany,że Chudziec zamieścił zdjęcie czołgu z Noworosji,więc do głowy mi nie przyszło,że na zdjęciu może być coś innego niż T-72.A kadłuby mają takie same,różnią się tylko wieżą,w końcu T-90 to inaczej T-72BU.Prawdopodobnie pancerze boczne zdjęte,by nie przeszkadzały w ćwiczeniach,co w warunkach wojennych by raczej nie było możliwe.Przypadkowo oglądając film z produkcji T-90 zobaczyłem „gołą” wieżę i uświadomiłem sobie,że dzisiaj już ją gdzieś widziałem,podobna zresztą do ukraińskich T-84 Opłot.Chyba spalę się ze wstydu,taka wpadka. 😦
      (zawsze można zwalić winę na p.Chudźca,w końcu jako korespondent wojenny powinien zamieszczać zdjęcia z Donbasu,a nie nie wiadomo skąd 🙂 🙂 🙂 )

      Polubienie

  7. Dzień dobry Wszystkim!

    Powrócę do wczorajszej rozmowy u AdNovum na temat SU-25.
    Zacznę od wypunktowania kilku spraw z wywiadu ze świadkiem, który linkowałam tam przedwczoraj: na stanie mieli DWA SU-25 uzbrojone w rakiety powietrze-powietrze. Te dwa samoloty wcześniej NIE latały. Zostały poderwane dopiero 17 lipca, na około godzinę przed strąceniem MH17. Oprócz nich poleciał jeszcze jakiś jeden.

    To nieprawda, że zmodernizowany SU-25 jest kiepski, niestabilny w pilotażu, szyby mu się szronem pokrywają, nie ma radaru i w ogóle nie ma nic. No bidusia!

    To wiadomość z 13 października 2013 o dostarczeniu tej samej brygadzie, która operowała na 3 lotniskach (w tym na tym, z którego wystartowały SU-25 17 lipca br.) akurat DWÓCH zmodernizowanych SU-25 do wersji SU-25M1. Jakiż piękny „zbieg okoliczności”, nieprawdaż?

    O czym tam piszą? Ano o tym, że ten SU-25M1 jest wyjątkowo „potulny” w pilotażu, jest wyposażony w system SHS oraz GPS nowej generacji, zmodernizowane radio, nowoczesny system „kalkulacji obrazu” i może wykonywać misje nawet przy „zerowej widoczności”!

    Źródło: http://survincity.com/2013/10/2-more-modernized-su-25-to-su-25m1/
    Mam nadzieję, że powyższe informacje są zrozumiałe nawet dla największego laika. 🙂

    Mam wrażenie, że w dyskusji nad niemożliwością zestrzelenia MH17 przy pomocy rakiet R-60 (bp mają „maluśkie głowice”), zapomnieliście o najważniejszym. Przyczyną, z powodu której samoloty na wysokości przelotowej rządu 10 km rozpadają się na „tysiące kawałków”, jest rozhermetyzowanie kadłuba.
    Pisał o tym, niemiecki kapitan lotnictwa, Peter Haisenko, w swojej analizie:
    „Because the interior of a commercial aircraft is a hermetically sealed pressurized chamber, the explosions will, in split second, increase the pressure inside the cabin to extreme levels or breaking point. An aircraft is not equipped for this, it will burst like a balloon.”
    http://www.sott.net/article/282840-Shocking-Analysis-of-the-Shooting-Down-of-Malaysian-MH17
    Samolot wybuchnie niczym balon! A do tego wystarczy i seria z działka pokładowego dużego kalibru, np. GSh-302 i rakieta R-60.

    Doprawdy, kończyny opadają… 😦

    Polubienie

  8. @Adalbert
    „Su-25M1 nie powinien mieć problemu z zestrzeleniem MH17,gdyż wszystkie one posiadają nowe mocniejsze silniki odrzutowe R-195,nową awionikę i nowczesny system kierowania ogniem,zarówno do celów naziemnych,powietrznych czy nawodnych oraz parę innych „bajerów”.Pułap maksymalny dynamiczny 12 000m,operacyjny 10 000m.Czyli na pewno taki samolot mógł ostrzelać z przedniej półsfery Boeinga.”
    https://adnovumteam.wordpress.com/2014/12/26/wojna-domowa-na-ukrainie-26-12-2014r-111-dzien-rozejmu/comment-page-2/#comment-15059

    No nareszcie! A nie można było OD RAZU zacząć PORZĄDNIE weryfikować podawane przeze mnie informacje?
    Ale i tak brawa dla Ciebie! Shaolin dalej idzie w zaparte, bo coś tam, kiedyś w „Skrzydlatej Polsce” wyczytał.

    Polubienie

    • Chyba nie jest tak źle,Shaolin raczej w zaparte nie idzie. 🙂
      Ale faktycznie te dane znalazłem dopiero na niemieckiej stronie o SU-25.Niestety sprawa jest cały czas „gorąca”,te próby majstrowania przy Wikipedii też nie służą wyjasnieniu tej zagadki.
      Starałem się tylko dotrzeć do bezspornych danych technicznych tego modelu i to właściwie tyle.A,czy „maczał on palce” w tym zestrzeleniu,możliwości były,przynajmniej częściowe,znalazłem następne techniczne ciekawostki wersji M1,spróbuję to u AdNovum opisać.A zapewne czas pokaże,jak było na prawdę. 🙂

      Polubienie

Dodaj komentarz

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s